Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Podróże

  • sobota, 17 listopada 2012
  • niedziela, 07 października 2012
    • Delta Dunaju

      Z Bukaresztu, po pięciu godzinach podróży autobusem dotarliśmy do miasta Tulcea, które, położone na brzegach Dunaju, stanowi doskonałą bazę wypadową dla wszystkich, którzy chcą wybrać się na zwiedzanie delty. Spędziliśmy tam popołudnie i noc. Małomiasteczkowa atmosfera Tulcei przypominała mi nieco Polskę w latach dziewięćdziesiątych: jedna pizzeria, sporo małych sklepików ze wszystkim, na ulicach mnóstwo młodych ludzi - i tak klimat jakoś mi się skojarzył. Wieczorem siedziałam przy fontannie w centrum, przy głównym placu, chłonąc atmosferę, obserwując harcujące dzieciaki i ciesząc się ciepłym wieczorem (to było na początku sierpnia...)

      Następnego ranka wyruszyliśmy widocznym na zdjęciu statkiem, który był po brzegi wypełniony pasażerami i ich bagażem, do miejscowości Mila 23, która leży w samym sercu delty Dunaju. Podróż była o tyle męcząca, że w środku było jakieś 40 stopni i brak możliwości otwarcia okna. A jak się domyślacie, wszystkie miejsca na zewnątrz były zajęte i nie sposób było się tam wcisnąć.

      Oto wioska, w której spędziliśmy dwie noce: Mila 23.

      Nazwa miejscowości napisana jest cyrylicą, gdyż w tej wiosce mieszkają potomkowie rosyjskich innowierców, którzy w osiemnastym wieku uciekli przed carem i schronili się tam, gdzie nikt nie mógł ich odnaleźć... W miejscowym sklepiku i między domami wciąż słychać śpiewny rosyjski.

      Po niezwykle smacznej kolacji, składającej się - nie mogło być inaczej - głównie z ryb, spędziliśmy wolną od komarów noc. Towarzyszyło nam pełnie gwiazd, niezwykłe niebo oraz tajemnicze, nocne odgłosy otaczającej nas natury. Niesamowite uczucie spać ze świadomością, że najbliższy samochód znajduje się ponad godzinę drogi łodzią stąd.

      Do delty Dunaju jedzie się albo wędkować albo podziwiać niebywałą naturę. Naszym celem było to drugie. Dlatego następnego dnia spędziliśmy ponad osiem godzin w maleńkiej łódce z sędziwym przewodnikiem, pływając kanałami i jeziorami, podziwiając faunę i florę i rozkoszując się ciszą.
      Na pierwszym zdjęciu nasza łódź i kapitan pokazujący, jego zdaniem niebywałą, atrakcję: sieć ze złowionymi rybami. Reszta to krajobrazy delty:

      Był to niezwykły dzień spędzony na łonie dzikiej natury, której człowiek jest jedynie gościem w zachwycie obserwującym gospodarzy. Widok setek ptaków, m.in. żurawi, czapli, zimorodków, pelikanów, kormoranów oraz innych, których nie byłam w stanie rozpoznać, zapiera dech w piersiach. Dzień spędzony w twardej, plastikowej łodzi minął piorunem, a my z żalem żegnaliśmy słońce z myślą, że rankiem ruszamy w dalszą drogę...
      Ostatnie zdjęcie to przykład tradycyjnej, glinianej chaty ze słomianym dachem. W takich domach ciągle jeszcze mieszkają tu ludzie. Regon ten należy do najbiedniejszych w Rumunii. Powoli docierają tu subwencje unijne i rozwija się przemysł turystyczny... Wielu autochtonów żyje z rybołówstwa i uprawy kawałka ziemi - ziemia jest bardzo żyzna, ale na pola nie ma tu miejsca...
      Choć infrastruktura turystyczna (na szczęście) nie jest jeszcze rozwinięta, na rozpieszczonych turystów czekają komfortowe hoteliki i pensjonaty...

      To była krótka, ale niezwykła wizyta. Na pewno za kilka lat tu powrócimy z ciekawością i niepokojem obserwując zmiany, które na tych terenach są nieuniknione....

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Delta Dunaju”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 października 2012 17:44
  • piątek, 07 września 2012
    • Bukareszt

      Stolica Rumunii z pewnością nie znalazłaby się na mojej subiektywnej liście dziesięciu najpiękniejszych miast Europy. Jej urok jest nienachalny i nieoczywisty. Ale jeśli nadarzy się okazja wizyty w Bukareszcie, należy dać temu miastu szansę i odkryć jego piękne strony.
      Dwa - trzy dni w zupełności do tego wystarczą :))

      Najważniejszą budowlą jest w Bukareszcie z pewnością Pałac Parlamentu, który można zwiedzać w zorganizowanych grupach z przewodnikiem w języku angielskim. Budowę pałacu, obecnie drugiej po Pentagonie pod względem wielkości budowli na świece, rozpoczęto w 1983 roku na życzenie ówczesnego rumuńskiego dyktatora Nicolae Ceauşescu. Pałac miał za zadanie sprostać gigantomanii przywódcy. Do dziś budowla nie została ukończona, a w użyciu jest ok. 70% pomieszczeń. Nie chcę podawać zbyt wielu informacji, możecie doczytać w zalinkowanym artykule z Wikipedii. W każdym razie miejsce to koniecznie należy zwiedzić będąc w Bukareszcie.

      Monstrualna budowla Pałacu od frontu.

       

      Widok z głównego tarasu. Na ten temat mam dwie anegdotki. Planując pałacową okolicę Ceauşescu spytał, jaka jest największa aleja w Europie, po czym zbudował ulicę o metr szerszą i o metr dłuższą niż Pola Elizejskie w Paryżu... A taras, z którego zrobiłam zdjęcie miał służyć dyktatorowi do pozdrawiania tysięcy zgromadzonych na widocznym placu ludzi. Ironia historii sprawiła, że on sam tego pomysłu zrealizować nie zdążył. Pierwszym, który w 1992 roku faktycznie przemówił z tego miejsca do tysięcy zgromadzonych był Michael Jackson. Przywitał on przybyłych słowami: "Hello Budapest"....

       

      A tak wyglądają wnętrza. Tony marmuru, złoceń i ogromne żyrandole. To tylko jedna z sal: największa sala balowa. Spełnienie marzeń każdej księżniczki :))

       

      Aby odpocząć po trudach zwiedzania tego kolosa, warto wybrać się na spacer po resztkach starego miasta, które ocalało po przebudowie miasta przez komunistów i powoli odzyskuje świetność. Wprawdzie sporo domów ciągle jeszcze straszy wybitymi oknami i odpadającym tynkiem, ale można znaleźć i świeżo wyremontowane perełki. Wśród nich, zazwyczaj ukryte w cieniu socjalistycznych bloków, stoją małe kościółki i cerkwie.
      Wieczorem, tak po dziewiętnastej, kiedy upał nieco zelżał (średnia temperatura podczas naszego pobytu to 35°C i bezchmurne niebo), uliczki starego miasta budzą się do życia. Knajpka przy knajpce (miłe urozmaicenie stanowią zraszacze, które spryskują gości wodną mgiełką), głośnia muzyka, setki młodych ludzi. Fantastyczna atmosfera i zabawa do białego rana. Naszym faworytem w kategorii napojów bezalkoholowych była "self made" lemoniada, którą można było dostać w każdym lokalu, w minimum pół litrowych dzbanach. PYCHA!

      Jedna z piękniejszych i bardziej reprezentacyjnych ulic starówki, prowadzi do najstarszej restauracji/browaru w mieście Caru cu bere (warto obejrzeć zdjęcia) i pozwala zwiedzającym je gościom  wyobrazić sobie, jak wyglądał Bukareszt sto lat temu.

       

       


      Jedna z najstarszych cerkwi w rumuńskiej stolicy. Piękna. Z tyłu znajduje się widoczny na drugim zdjęciu ogród, tam można schronić się w cieniu i odpocząć, albo się pomodlić. W tle klasztor, w którym mieszkają mniszki.

       

      Aleja prowadząca od Pałacu kończy się na Placu "Piata uniri". W jego centrum stoją monstrualne (jakżeby inaczej), choć wymagające renowacji fontanny. Z tego miejsca codziennie wieczorem w trasę wyruszają angielskojęzyczni przewodnicy. Dołączyć do nich można spontanicznie, bez wcześniejszej rezerwacji. Spacer trwa ok. dwóch godzin, przewodnik opowiada o mieście w języku angielskim, a grupy zwiedzających są bardzo multi-kulti :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Bukareszt”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 07 września 2012 17:59
  • piątek, 27 kwietnia 2012
    • British Library

      To miejsce powinno być punktem obowiązkowym w programie każdego książkochłona zwiedzającego Londyn. Olbrzymi budynek położony niedaleko stacji King Cross samym swoim wyglądem wzbudzał i podejrzewam, że nadal wzbudza kontrowersje wśród Londyńczyków, a pewnie i w pozostałej części kraju można znaleźć zwolenników i przeciwników takiej architektury:

      Biblioteka rozpoczęła swoją działalność w nowej siedzibie prawie czternaście lat temu i na dzień dzisiejszy posiada w swoich zbiorach ponad 150 milionów* dzieł! Każdego roku zasoby biblioteki powiększają się o kolejne 3 miliony, tzn. o ok. 8.000 książek DZIENNIE. Trafia tu egzemplarz każdej książki wydanej w Wielkiej Brytani i Irlandii.

      British library posiada jedenaście czytelni z miejscami dla 1.200 użytkowników. Każdego dnia z zasobów biblioteki (online i na miejscu) korzysta ok 16.000 (!) osób.

      Dla odwiedzających ciekawskich przygotowano niezwykle interesującą wystawę. Zobaczyć na niej można między innymi pierwsze wydania dzieł Szekspira oraz "Alicji w krainie czarów", notatnik Leonarda da Vinci czy też historyczny dokument "Magna Carta". Manuskrypty powieści Jane Austin czy Jamesa Joyce'a, wydanie powieści Oscara Wilde'a z odręcznymi notatkami pisarza czy też dziennik Wirginii Woolf bądź Charlsa Dickensa wywołają szybsze bicie niejednego serca.... Tak wygląda owa wystawa:

      To jedyne zdjęcie, jakie udało mi się zrobić, gdyż ze względu na ochronę praw autorskich fortografowanie zbiorów jest zabronione. Jednak sporo informacji i zdjęć można znaleźć na stronie internetowej British Library. Na korytarzu jest miejsce na wystawy czasowe oraz prezentację kolekcji filatelistycznej, która zawieraja szczególnie cenne znaczki pocztowe z całego świata.
      Popijając kawę czy herbatę w kawiarence na piętrze można podziwiać kolejną atrakcję biblioteki, mianowicie księgozbiór królewski, tzw. King George Library, który został tu przeniesiony z biblioteki w British Museum.

      Na koniec warto zajrzeć do mieszczącej się na lewo od głównego wejścia księgarni, która niejednego zwiedzie na pokuszenie :) Miałam nie kupować w Londynie żadnych książek, gdyż zwyczajnie nie czytam po angielsku, ale jak zobaczyłam te, to nie mogłam się oprzeć:

      Pierwsza z lewej leży niewielka książeczka z tytułem jak najbardziej pasującym do okazji "The library book". Zawiera ona dwadzieścia trzy wyznania miłosne poczynione bibliotekom przez pisarzy, m.in Zadie Smith. Cytat na okładce: "Reading is not just an escape. Is is access to a better way of life" Karin Slaughter.

      W środku leży absolutne cudeńko. Zbiór obserwacji Jane Austin na przeróżne tematy pt. "The Wicked Wit of Jane Austen" stworzony i opatrzony komentarzem przez Dominique Enright. Cytaty pochodzą z powieści oraz z prywatnych listów pisarki do rodziny i przyjaciół. Oto przykład zamieszczony na stronie 51, w rozdziale dotyczącym książek i pisania:

      "'But you never read novels, I dare say?'
      'Why not?'
      'Because they are not clever enough for you - gentleman read better books.'
      'The person, be it gentleman or lady, who has not pleasure in a good novel, must be intoreably stupid."'

      Catherine Morland & Henry Tilney, NORTHANGER ABBEY, 1818

      Trzecia książeczka "The 10.30 Limited. A railway book for boys of all ages" to prezent dla męża. Przyznam, że do zakupu skłoniła mnie druga część tytułu :)) Jest to wznowienie wydanej w 1923 roku niewielkiej książeczki informującej o pociągu "Cornish Riviera Express", który łączył Londyn z Zachodnim Wybrzeżem. Można znaleźć w niej wprowadzenie do historii trasy, techniczne szczegóły oraz nostalgiczne anegdotki z codziennych podróży.

      * Korzystałam z informacji podanych na stronach British library oraz Wikipedii (wersji niemieckiej)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 27 kwietnia 2012 20:51
  • środa, 25 kwietnia 2012
    • Cambridge

      W minioną sobotę wybrałam się na wycieczkę poza miasto. Mimo, iż pogoda mnie nie rozpieszczała - było zimno i padało (choć w sumie zdziwiłabym się, gdyby było inaczaj, taka aura utrzymuje się tu już od ponad tygodnia...) - nic nie powstrzymało mnie przed wyjazdem na prowincję. Ale za to na jaką prowincję!
      Postanowiłam sprawdzić, czy mity krążące na temat Cambridge, jakoby było to miasto idealne dla studentów, mają cokolwiek wspólnego z prawdą.

      Odpowiedź jest prosta: mają. Jest to miasteczko jak z marzeń i snów o brytyjskim systemie szkolnictwa wyższego - tych sprzed paruset lat i tych jak najbardziej współczesnych. Pozniżej kilka zdjęć dokumentujących, że wszystkie stereotypy dotyczące Cambridge są jak najbardziej uzasadnione:

      Na zdjęciach widoczne są między innymi, najważniejsze w tym mieście, przybytki nauki, czyli liczne college i uniwersytet. To właśnie budynki tych pierwszych dominują w panoramie miasta i robią na przybyszach niesamowite wrażenie. Wyglądem przypominają one bowiem kilkusetletnie zamki. Wstęp na teren większości z nich mają tylko studenci i pracownicy danej instytucji. Turystom wolno wejść, jeśli w ogóle, tylko w określonych godzinach i najlepiej z przewodnikiem, coby się pospólstwo nie rozłaziło i we wszystkie konty nie zaglądało...

      Ja postanowiłam zajrzeć za bramę Queen's College, którego najstarsza część "Old Court" została zbudowana między 1448 a 1451 rokiem. Niesamowite wrażenie, przejść się tak starymi krużgankami i poczuć atmosferę tego miejsca. A tak ono wygląda:

       

      Z Londynu jest szalenie łatwo dostać się do Cambridge. Co 15 minut odjeżdżają pociągi ze stacji King Cross, podróż zajmuje godzinę. Bilet w obie strony kosztuje 22 funty. A na miejscu bez problemów dotrzemy na piechotę (ok. 20 minut) do historycznego centrum i rzeki Cam.

      P.S. W nadchodzący weekend wybieram się do Oksfordu, aby móc obiektywnie wybrać mojego osobistego faworyta na studenckie miasto marzeń :) Relacja oczywiście pojawi się na blogu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Cambridge”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 25 kwietnia 2012 00:13
  • wtorek, 04 października 2011
  • czwartek, 23 czerwca 2011
  • niedziela, 05 czerwca 2011
    • Weekend w Słońsku

      Dobiega końca cudowny letni weekend, który spędziliśmy na łonie natury, w Słońsku. Kto nie zna i nie był, temu serdecznie polecam!


      W myśl przysłowia: Cudze chwalicie... postanowiliśmy wybrać się do położonego niecałą godzinę od domu Słońska, a konkretnie do przedwojennej wodomistrzówki położonej wśród łąk i rozlewisk, w pobliżu zabytkowej stacji pomp. Całość znajduje się w okolicy Parku Narodowego "Ujście Warty", który z całą pewnością należy odwiedzić. Na terenie tego parku żyją dziesiątki gatunków ptaków, które można obserwować przez lunety i lornetki podczas spacerów wyznaczonymi szlakami. Naszym przewodnikiem był gospodarz wodomistrzówki, który podczas czterogodzinnego spaceru w pełnym słońcu po Betonce (nazwa dla wtajemniczonych :)) pokazał na m.in. orła bielika, liczne kormorany, rybitwy, mewy, bociany, łabędzie, gęgawy, czaple, żurawie, ostrygojady i wiele wiele innych. Podczas tych kilku godzin nauczyłam się więcej, niż podczas nudnych lekcji biologii w szkole....

      Trudno było zrobić ptakom sensowne zdjęcia, do tego potrzeba profesjonalnej kamery i sporych umiejętności. Dlatego prezentuję kilka widoczków:

      Koniec. Dalej nie wolno. Tam rozciąga się królestwo ptaków.

      Dzisiejsze przedpołudnie natomiast spędziliśmy w kajaku. NIESAMOWITA przygoda! Dobrze nasmarowani kremem przeciwsłonecznym z wysokim filtrem i ze sporym zapasem wody ruszyliśmy szlakiem wodnym, pokonując dystans z pompowni do wejścia do parku i z powrotem. Zupełna zmiana perspektywy. Natura szaleje. A z nią wędkarze  :))

      Nie obyło się oczywiście bez zdjęć flory:

      Ten obrazek wyjątkowo mnie ujął. Wędkarz pod baczną obserwacją:

      A to już stacja pomp widziana z wody:

      Do wodomistrzówki jedzie się spory kawałek wałem. Po lewej stronie rozciągają się łąki i mokradła, a po prawej pasą się przepiękne konie (Olga i DwieSroki - to zdjęcie dla Was :))

      Na koniec jeszcze widok spotkany po drodze. Nie, to nie jest Amazonia, tylko dolina Warty.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Weekend w Słońsku”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 czerwca 2011 21:41
  • piątek, 29 kwietnia 2011
    • Wielkanoc w Londynie

      Wszyscy dzisiaj czytają i mówią o ślubie książęcej pary, oczy całego świata skierowane są na Londyn, więc i ja powspominam nasz zeszłodygodniowy pobyt w tym niesamowitym mieście, który, nota bene, z dzisiejszym eventem nie miał nic wspólnego, bo zarezerwowaliśmy go na długo przed ogłoszeniem daty ślubu. Jednak gorączka przedślubna panowała tam już od ubiegłego piątku, a na ulicach poruszały się ogromne tłumy ludzi. Przez całe cztery dni (od piątku do poniedziałku) mieliśmy przepiękną pogodę. W związku z tym, aż wstyd się przyznać, nie byłam w żadnym muzeum, ale za to spacerowaliśmy bez umiaru odkrywając mnóstwo ciekawych miejsc. 

      Na początek standardowe zdjęcia budowli - symboli angielskiej stolicy:

      Poniżej brama przez którą przejeżdżali dzisiaj członkowie rodziny królewskiej w drodze z pałacu Bakhingam do katedry. Przed ową bramą wjazdową do Whitehall Palace, który spłonął w 1698 roku, do dziś dnia stoją strażnicy na koniach, którzy wg. anegdoty pilnują pałacu, bo nikt im nie powiedział, że ten spłonał przed 300 laty....

      Widok z Greenwich na nowoczesną dzielnicę bankową:

      W Greenwich, oprócz słynnego obserwatorium warto spędzić kilka chwil na fantastycznym Greenwich Market. Oprócz stoisk z biżuterią i ubraniami, można tu skosztować potraw z całego świata (polskich pierogów i gołąbków z resztą też). Ja wybrałam etiopską kuchnię wegetariańską :) Nie tylko sam rynek jest urokliwy, także otaczające go uliczki pełne sklepików i kawiarni zachwycają. Mnie szczególnie wpadła w oko ta kwiaciarnia:

      Takiego ważnego pomnika nie widziałam dotychczas nigdzie. A szkoda.

      Spacerkiem odkrywaliśmy urokliwą dzielnicę Notting Hill, przeszliśmy pełną turystów Portobello Road, podziwiając m.in. fantastyczne wystawy tutejszych butików oraz piękne domki.

      W centrum miasta znajduje się słynny Hyde Park, gdzie można się zwyczajnie uwalić na trawę i piknikować podziwiając tutejszą faunę ... oraz wszelkie oryginały, które przyciąga tzw. Speakers' Corner :)

      Mam głowę pełną wrażeń. Londyn mnie zachwycił i z pewnością tam wrócę. Nie uwieczniłam na zdjęciach, m.in. przejażdzki łódką po Tamizie, nocnych wędrówek po Soho, jeżdżenia bez celu czerwonym piętrowym autobusem, kosztowania specjałów różnych egzotycznych kuchni, czy buszowania po sklepach na Oxford Street. Pozostało jeszcze tyle do odkrycia....

      Kotów w tej meteopolli nie uświadczyłam (jako zastępstwo musi wystarczyć wiewiórka z gołębiem), ale na koniec jeszcze dwa akcenty literackie.

      Tak wyglądają kafelki, którymi wyłożona jest pewna stacja metra (hmm... ciekawe, która? :))

      A tak się prezentuje urocza, maleńka księgarenka, która niestety w niedzielę była zamknięta.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wielkanoc w Londynie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 29 kwietnia 2011 16:16
  • poniedziałek, 11 kwietnia 2011
    • Stambuł

      To wprost niewiarygodne, jak szybko upływa czas. Dopiero co podziwiałam Błękitny Meczet w śniegu i w słońcu, a tu już minął miesiąc od naszego powrotu ze Stambułu. Nie będę się zbytnio rozpisywać, wolę pokazać Wam kilka zdjęć - mam nadzieję, że narobią apetytu na podróż do tego wyjątkowego miasta nad Bosforem. Mnie Stambuł bez wątpienia i żadnego ale zachwycił i zaczarował. Byliśmy tam pięć dni, a ja mogłabym zostać tam jeszcze dłużej. Wyjątkowa atmosfera, mieszanka kultur, religii, obyczajów. Miasto tchnące historią na każdym kroku. Pyszne jedzenie. Mili i serdeczni ludzie. No i te wszechobecne koty :)) I sok świeżo wyciskany ze słodkich pomarańczy i owoców granatu....

      Zapraszam, oto mój Stambuł:

      Na początek Błękitny Meczet, który przywitał nas śniegiem (w połowie marca!):

       

      Na szczęście po kilku dniach pogoda się poprawiła, a razem z nią widoki:

       

      Podczas śnieżnej zawieruchy zwiedziliśmy m.in. wspomniany Meczet, oraz przepiękny Pałac Topkapi, którego najbardziej ekscytującą częścią jest harem, czyli przywatne komnaty Sułtana i jego rodziny. Na zdjęciu wewnętrzny dziedziniec haremu oraz jedna z jego komnat:

      Obowiązkowym punktem wielu wycieczek do Stambułu jest Wielki Bazar. Mnóstwo tam nie tylko uprzejmych, ale i natrętnych handlarzy pamiątek i podrabianej odzieży, ale także stoisk z wyrobami lokalnego rzemiosła oraz kafejek i barów. Nie sposób ogarnąć wszystkich barw, zapachów, dźwięków.... Wizyta w tej wyjątkowej świątyni handlu to intrygująca i męcząca zarazem uczta dla zmysłów.... Spędziliśmy tam kilka godzin spacerując, podziwiając, popijając, targując się i, oczywiście, kupując :) Oto jedna z 22 bram wejściowych bazaru:

        A to już jego wnętrze:

      Nieopodal tego przybytku znajduje się także niewielki targ książek. Mieliśmy nadzieję, że znajdziemy tam stare księgi i woluminy. Tak niestety nie było, ale i tak warto zajrzeć, choćby po to, aby rozpoznać autorów i tytuły znanych książek, wydanych po turecku.

      Podziemną kolejką Tünel (wg. Wikipedii otwarcie tej pierwszej w kontynentalnej Europie linii podziemnej miało miejsce 17 stycznia 1875 roku.) można dotrzeć na początek lub koniec - zależy od punktu widzenia - słynnego stambulskiego deptaka prowadzącego do placu Taksim. Ta zdecydowanie europejska ulica jest siedzibą wielu sklepów, kafejek i restauracji. Wśród setek spacerowiczów porusza się zabytkowy tramwaj:

      Za tramwajem w lewo prowadzi droga do Wieży Galata, z której rozciąga się przecudowny widok na miasto: 

      Spójrzmy w lewo:

       

      I w prawo:

      Sobotnie, ostatnie, przedpołudnie spędziliśmy na wycieczce promem po Bosforze. Jest to atrakcja, której nie wolno sobie odpuścić, będąc w tym mieście. Przepiękne dziewiętnastowieczne wille na brzegach cieśniny pozwalają nam się domyśleć, jak wyglądało tu życie elit u schyłku wieku....

      Oraz lekko kiczowate, ale piękne dzieło męża:

      Na zakończenie mojej foto-relacji coś zabawnego:

      KUPA - czyli salon obuwia po turecku :)))

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Stambuł”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 kwietnia 2011 17:53

Zakładki

Kanał informacyjny