Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Filmy

  • poniedziałek, 20 sierpnia 2012
    • Papieżyca Joanna, reż. Sönke Wortmann

      Film ten miał swoją światową premierę w 2009 roku, więc do nowości nie należy. Miałam okazję zapoznać się z nim parę tygodni temu -  świetnie się wpisał w falę mojej fascynacji średniowieczem i ówczesnym życiem codziennym.

      Ta kooprodukcja (Hiszpania, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy) z wielkim rozmachem przybliża współczesnemu widzowi legendę niezwykłej kobiety, która stanęła ponoć ok. tysiąca lat temu na czele kościoła (ciekawy artkuł o tym w Wikipedii).
      Poznajemy Joannę jako małą dziewczynkę, niezwyklę mądrą i chłonną wiedzy. W tajemnicy uczy się czytać i podgląda starszych braci podczas nauki. Spotkanie pewnego mądrego mnicha sprawia, że Joanna, wraz z bratem, wysłana zostaje do szkoły i w ten sposób rozpoczyna się jej niezwykłe, dorosłe życie.  

      Trzy godziny filmu minęły mi jak z bicza strzelił i tylko zakończenie wydało mi się zbyt hollywoodzkie i nieco bez sensu. Generalnie dałam się porwać twórcom filmu i przeniosłam się w odległe, dzikie średniowiecze, gdzie kobietom nie wolno było się kształcić, a przedstawiciele władzy kościelnej mogli bezkarnie decydować o życiu i losie zwykłych ludzi.
      Pięknie oddane realia, wartka akcja, plejada dobrych europejskich aktorów. Cóż więcej mogę dodać? Polecam. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 sierpnia 2012 15:42
  • piątek, 27 lipca 2012
    • Histeria, reż. Tanya Wexler

      Niebanalna komedia o powstaniu wibratora :)
      Tak przynajmniej głosi reklama filmu, który polecam wszystkim miłośnikom historycznych komedii.
      Główny bohater, młody i baaardzo przystojny lekarz Mortimer Granville nie potrafi na dłużej zagrzać miejsca w żadnej pracy, czego powodem są jego "rewolucyjne" poglądy medyczne, które nie podobają się starszym kolegom po fachu (jak chociażby elementarne zasady higieny, czyli mycie rąk...) Po wielu perypetiach trafia on do prywatnej praktyki doktora Roberta Dalrymple'a, specjalisty od chorób kobiecych. Szczególnie histerii, którą w dziewiętnastym wieku przypisywano ponad połowie kobiet z wyższych sfer, a leczyć próbowano ją między innymi operacyjnie, usuwając pacjentkom macicę...
      Jednak tak drastycznych metod nasz główny bohater nie stosuje. Wręcz przeciwnie sława przystojnego lekarza szybko obiega Londyn i już wkrótce pacjentki muszą czekać tygodniami na kolejny termin ... masażu ręcznego, który lekarz wykonuje na określonej części kobiecego ciała.
      Tak, tak krótko mówiąc doprowadza szacowne damy z wyższych sfer do orgazmu za pieniądze :)

      Mortimer dostaje pracę, mieszkanie i widoki na żonę - jedną z córek doktora Dalrymple'a, piękną, wrażliwą, dobrze wychowaną, dbającą o dom Emmę.... I wszystko byłoby super, gdyby nie druga córka w domu Dalrymple'ów. Charlotte jest mianowicie kompletnym przeciwieństwem swojej siostry. Marzy o studiach i prawie wyborczym dla kobiet, nie dba za bardzo o swój strój i fryzurę, a cały swój czas spędza opiekując się chorymi i potrzebującymi robotnikami... W dodatku nie trzepocze rzęsami na widok Mortimera, za to wymusza na nim pomoc dla swoich podopiecznych i nieustannie wciąga w różnorodne dyskusje...

      W filmie znajdziemy jeszcze kilka innych, równie barwnych postaci, jak na przykład najlepszy przyjaciel Mortimera - milioner i wynalazca Edmund. Pomimo niezwykle lekkiej fabuły, film porusza kilka bardzo istotnych społecznych kwestii i wiele z nich krytykuje. Reasumując Histeria to gwarancja świetnej rozrywki na wysokim poziomie. POLECAM!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Histeria, reż. Tanya Wexler”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 27 lipca 2012 11:09
  • piątek, 06 lipca 2012
    • Filary ziemi, reż. Sergio Mimica-Gezzan

      Choć obejrzałam ten film w miniony weekend, to tak on mną zawładnął, że ciągle myślę o jego bohaterach, ich problemach i czasie, w którym żyli.... Obrazy i sceny z filmu przewijają mi się przed oczami i bardzo chciałabym kontynuować wyprawy do Kingsbridge i okolic. To chyba najlepszy dowód na to, że film mnie zachwycił.
      Od razu zaznaczę, że nie czytałam książki, choć pewnie kiedyś po nią sięgnę. Większość z Was zna świat wykreowany przez Folleta, więc nie będę streszczać filmu (ani książki). W skrócie, dla niezorientowanych, dodam tylko, że akcja dzieje się w XII-wiecznej Anglii, która jest miejscem walki o władzę i wpływy między członkami rodziny królewskiej, Kościołem i przedstawicielami szlachty. To jeden wątek. Drugi to budowa olbrzymiej katedry, w którą angażuje się niezwykle ambitny przeor, a pomaga mu mistrz budowlany i jego rodzina. To zarys akcji w absolutnym skrócie.

      Co mnie w filmie Mimica-Gezzana zachwyciło najbardziej? Do końca nie wiem sama. Myślę, że złożyły się na to co najmniej trzy rzeczy. Po pierwsze fantastycznie wykreowany średniowieczny świat, z troską o każdy najmniejszy detal, fragment budowli czy kostiumy bohaterów. Niezwykle łatwo przenieść się widzowi w tak odległy w czasie i przestrzeni świat. Po drugie fantastyczni aktorzy. Szczególnie uwiodły mnie niezwykle silne i charakterystyczne role kobiece i ich fenomenalne odtwórczynie: Hayley Atwell jako Aliena, Sarah Parish jako Lady Hamleigh oraz moja ulubiona Natalia Wörner w roli Ellen. Po trzecie opowiedziana historia, która aż kipi od wątków, tajemnic, spisków, intryg, miłości i nienawiści. Mieszanka wprost wybuchowa, która trzyma widza przez ponad osiem godzin przed telewizorem (film wypożyczyliśmy w czterech, prawie dwugodzinnych częściach, w telewizji był pokazywany jako serial w ośmiu odcinkach).
      Fakt, można się przyczepić, że w filmie sporo jest uproszczeń i skrótów, krew się leje w nieprzyzwoitych wręcz ilościach, a bohaterom brakuje momentami logiki i konsekwencji w postępowaniu, ALE nie to jest przecież najważniejsze. Film zapewnia świetną rozrywkę na wysokim poziomie i po prostu warto po niego sięgnąć, mając świadomość, że wyrwie Wam osiem godzin z życiorysu :))
      Wielbicielom średniowiecznych klimatów film przypadnie do gustu - tego jestem pewna. A ja GORĄCO POLECAM go wszystkim, którzy lubią historię i dobre filmy!
       
        

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Filary ziemi, reż. Sergio Mimica-Gezzan ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 06 lipca 2012 18:59
  • sobota, 28 stycznia 2012
    • Intouchables, reż. Olivier Nakache & Eric Toledano

      Zaobserwowałam ciekawą rzecz: Francuzi mają niezwykły dar poruszania trudnych, społeczno-politycznych tematów w sposób niezwykle lekki i zabawny, wbijając przy tym szpilę bardzo celnie i głęboko. Często tematyzowana jest codzienność imigrantów we Francji. Tak było w przypadku obejrzanych przeze mnie w ubiegłym roku filmów Le nom des gens oraz L'Italien.

      Podobnie jest także w przypadku Intouchables, komedii, która ma bardzo głębokie drugie dno. Philippe, francuski, bajecznie bogaty arystokrata jest kompletnie sparaliżowany. Przykuty do wózka inwalidzkiego skazany jest na pomoc i opiekę innych. Na rozmowę o pracę przychodzi do niego Driss - czarnoskóry chłopak z przedmieść, z ciemną przeszłością i jeszcze ciemniejszą przyszłością. Nie kieruje nim przy tym chęć niesienia pomocy, albo zarobienia w legalny sposób pieniędzy. O nie. Przychodzi, gdyż potrzebuje podpisu dla urzędu pracy, aby nadal otrzymywać zasiłek od państwa. Jego szczery i bezczelny sposób bycia sprawia, że Philippe, niespodziewanie dla samego siebie, postanawaia dać chłopakowi szansę i przjmuję Drissa na okres próbny.

      W ten oto sposób zaczyna się niezwykła przyjaźń dwóch, różniących się jak dzień i noc, mężczyzn. Przyjaźń, która (jakkolwiek kiczowato by to nie zabrzmiało) zmieni życie ich obu. Intouchables to dwie godziny gwarantowanej rozrywki. Genialni odtwórcy głównych ról: François Cluzet i Omar Sy bez dwóch zdań podbili moje serce. Gdzieś w tle serii przekomicznych sytuacji z codziennego życia nietypowych przyjaciół, odnajdziemy wpomniane wyżej "poważne tematy". Przepaść dzieląca francuskie społeczeństwo centrum Paryża od jego obrzeży zamieszkanych prez imigrantów, przestępczość, marginalizacja, brak perspektyw, rasizm - to tylko niektóre z nich.

      Oglądałam ten film w kinie w Niemczech - mam nadzieję, że można go zobaczyć także w Polsce - serdecznie POLECAM!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      sobota, 28 stycznia 2012 12:59
    • Spadkobiercy, reż. Alexander Payne

      Miałam okazję obejrzeć ten film w przedpremierowym pokazie i już wiem, skąd te wszystkie zachwyty, Złote Globy i nominacje do Oskara.

      Opowiedziana historia jest bardzo życiowa. Momentami bezgranicznie smutna jednocześnie daje nadzieję. Matt i jego żona są małżeństwem od kilkudziesięciu lat. Jednak poza wspólnym adresem i dwiema córkami niewiele ich już łączy. On jest wziętym i zapracowanym adwokatem, ona spędza dnie w klubach i na uprawianiu ryzykownych sportów. Wszystko się zmienia, kiedy kobieta ulega poważnemu wypadkowi i zapada w śpiączkę. Matt zmuszony jest zmienić swoje dotychczasowe życie, skupić się na rodzinie i na nowo ułożyć swoje relacje z córkami. Jednocześnie musi podjąć decyzję o sprzedaży ziemi odziedziczonej po przodkach - decyzji, krórej konsekwencje odczuje wielu ludzi.

      Ogromne brawa należą nie nie tylko boskiemu Georgowi, który pokazuje nieznaną dotychczas twarz i ma odwagę grać w wyjątkowo okropnych ubraniach :)) Także Shailene Woodley oraz Amara Miller, grające córki Matta, robią niesamowite wrażenie. Piękne krajobrazy (akcja dzieje się na Hawajach) tylko dopełniają całości.
      Spadkobiercy to naprawdę piękny, nieśpieszny film o życiu, śmierci, szczerości, miłości i bólu. Wywołuje wiele emocji i skłania do refleksji nad własnym życiem. POLECAM!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Spadkobiercy, reż. Alexander Payne”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      sobota, 28 stycznia 2012 12:20
  • środa, 27 lipca 2011
    • Kino multi-kulti

      Dawno nie pisałam o filmie, a dziś chciałabym wspomnieć o dwóch tytułach, które w ostatnich dniach kompletnie mnie porwały i zachwyciły. Obydwa filmy to komedie produkcji francuskiej, które powstały w 2010 roku. Są bardzo zabawne, ale przy sporej dawce rozrywki zawierają także ziarenka goryczy, momentami prawie niewyczuwalne, momentami dominujące. Ta goryczka ma związek z tematem przewodnim filmów, czyli z emigrantami, w obydwu przypadkach, z Algierii, którzy żyjąc we Francji i posiadając obywatelstwo tego kraju nie czują się pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, któremu rzekomo przyświecają: "wolność, równość i braterstwo". Ale bez obaw. To nie są poprawne politycznie, pełne schematów filmy pokazujące tylko jedną stronę medalu. Wręcz przeciwnie. W lekki i niewymuszony sposób poruszają ważne kwestie, stawiając pytania i prowokując. Dla mnie bomba :))

       

      Pierwszy film nosi polski tytuł "Po nazwisku", który, moim zdaniem nie został wybrany zbyt szczęśliwie. Tytuł orginalny brzmi "Le nom de gens", podobnie przetłumaczono go na niemiecki: "Der Name der Leute", czyli w sumie powinno być "Imię ludzi" albo "Nazwisko ludzi". Zresztą zostawmy tytuł, bo nie o niego przecież chodzi, ale o film. Wyreżyserował go Michele Leclerc, a w rolach głównych wystąpili genialna Sara Forestier (na zdjęciu poniżej podczas akcji ratowania krabów) oraz Jacques Gamblin. Portal stop klatka, tak pisze o filmie: "Bahia Benmahmoud jest wojowniczką współczesnych czasów. Ta młoda wyzwolona kobieta silnie zaangażowana w ruchy socjalistyczne, święcie wierzy w swoje opinie polityczne. Tak bardzo, że nie waha się przed chodzeniem do łóżka z prawicowymi mężczyznami, których chce przekonać do swoich racji. Zwykle jej się to udaje. Aż do dnia, w którym spotyka Arthura Martina, niczym nie wyróżniającego się czterdziestolatka. Bahia myśli, że skoro nosi takie nazwisko, Arthur musi mieć pociąg do faszyzmu. Bardzo się myli!"

      Tyle o treści filmu w zarysie, w rzeczywistości zawiera on wiele płaszczyzn, które splatają sie w jeden spójny i barwny obraz współczesnego francuskiego społeczeństwa, którego sporą część stanowią emigranci. Ponadto film w lekki sposób zahacza o poważny temat, mianowicie o narodową tożsamość i rolę, jaką w życiu każdego człowieka odgrywa - mniej lub bardziej świadomie - pochodzenie. Co stanowi o tym, że się jest Francuzem, Polakiem czy Algierczykiem? Miejsce urodzenia, kraj pochodzenia rodziców, ojczysty język, a może już narodowość dziadków jest decydującym wyznacznikiem? Po raz kolejny uświadomiłam sobie jak głupi potrafią być ludzie i że dla wielu pozory znaczą najwięcej...

                 

       

      Nie znalazłam niestety polskiego tytułu drugiej komedii. Po francusku nazywa się ona "L'Italien" a po niemiecku "Fasten auf italienisch" czyli "Post po włosku". Dla ciekawych zalinkowałam stronę z niemieckim trailerem. W rolę głównego bohatera wcielił się znany z filmu "Jeszcze dalej niż Północ" czyli "Bienvenue chez les Ch'tis" (2008) Kad Merad, którego powoli zaczynam bezwarunkowo kochać :) Jego bohater to Mourad Ben Saoud vel Dino Fabrizzi, czterdziestokilkuletni przystojny Francuz pochodzenia algierskiego, który nie mogąc znaleźć pracy i mieszkania pod prawdziwym nazwiskiem w Marsylii, przeprowadza się do Nicei i rozpoczyna błyskotliwą karierę handlarza luksusowych samochodów podając sie przy tym za Włocha. Swojej rodzinie, mieszkającej nadal w Nicei, opowiada, że dostał świetną pracę w Rzymie. Przez kilka lat jego świat zbudowany na kłamstwach funkcjonuje, przy odrobinie wysiłku, idealnie i nikt, ani rodzice, ani przyjaciółka czy szef nie podejrzewają nawet, że Dino to tak naprawdę Mourad, a Mourad na co dzień jest szarmanckim Włochem. Do czasu... Komedia nie byłaby komedią, gdyby z takim trudem budowany domek z kart w pewnym momencie nie runął. Ojciec Mourada, pobożny muzułmanin, dostał zawału serca i podczas rekonwalescencji nie może przestrzegać zasad ramadanu, gdyż to zagrażałoby jego życiu. Prosi więc syna o poszczenie w jego imieniu, a ten, dotąd raczej ateista, postanawia spełnić prośbę. Nieoczekiwanie dla samego siebie odkrzwa głębszy sens modlitwy i powoli odnajduje drogę do swojego prawdziwego ja. Jednak jego dziwne zachowanie podczas ramadanu sprawia, że jego podwójne życie wychodzi na jaw.... Film cudownie zagrany i przyjemny w odbiorze porusza, podobnie jak poprzedni, szereg ważnych tematów związanych z pochodzeniem, tożsamością i szczerością wobec samego siebie.

      Oba filmy oglądałam w kinie w Niemczech i nie wiem, czy można je zobaczyć w Polsce. Ale w sumie, od czego jest internet :) Gorąco je polecam - warto się potrudzić i poszukać.                   

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 27 lipca 2011 20:55
  • poniedziałek, 16 maja 2011
    • Erratum

      W minony weekend, obok wielu innych przyjemności, miałam także możliwość obejrzenia wyjątkowego filmu. Wyjątkowego, bo rzadko udaje się filmowym twórcom osiągnąć tak wiele przy użyciu tak niewielu środków.

      Gdyby można było cofnąć czas i zacząć wszystko od nowa... Żona, syn, dobra posada - w życiu Michała wszystko jest poukładane. Pewnego dnia odwiedza swoje rodzinne miasto, żeby załatwić sprawę, o którą prosi go szef. Ma odebrać sprowadzone ze Stanów auto i od razu wracać. Sprawy przybierają jednak inny obrót... Michał musi pozostać kilka dni dłużej w miejscu, z którego kiedyś tak bardzo chciał uciec. Powracają wspomnienia, kumple z  zespołu, marzenia, o których dawno zapomniał i zdarzenia z przeszłości, które zmieniły jego życie. A może są rzeczy, które można jeszcze odwrócić? (Opis pochodzi z oficjalnej stony filmu).

      Obraz ten jest do bólu minimalistyczny. Lekko dołujący. Przejmujący. Skłania widza do refleksji. Główny bohater - zagrany mistrzowsko przez Tomasza Kota - zmaga się z duchami przeszłości, ale i ze swoim obecnym życiem, w którym wiele elementów, m.in. kontakty z ojcem i synem, dalekich jest od ideału. Drugim ważnym bohaterem filmu jest bezdomność. Zarówno ta "klasyczna", czyli wyobcowanie i wykluczenie ze społeczeństwa ludzi bez adresu, jak i duchowa pustka, brak przynależności i swojego miejsca w życiu.

      Warto znaleźć czas na ten film. Przystanąć na moment. Przemyśleć. Dać się ponieść. Polecam.

      Ocena: +5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 maja 2011 16:06
  • poniedziałek, 04 kwietnia 2011
    • Sala samobójców

      Działający od 2005 roku Polski Instytut Sztuki Filmowej skutecznie wspiera i promuje rodzimą kinemategrafię. Dzięki temu powstaje coraz więcej filmów na wysokim poziomie, mających ogromne szanse na zdobycie publiczności także poza granicami kraju.

      Jednym z takich filmów jest bez wątpienia odważna i bezkompromisowa Sala samobójców, który miałam okazję obejrzeć w piątek, a który na ekranach kin gości już od początku marca. 

      "Nick to nie imię.
      Świat to nie matrix.
      Życie to nie gra, nie daj się wylogować!


      Dominik to zwyczajny chłopak. Ma wielu znajomych, najładniejszą dziewczynę w szkole, bogatych rodziców, pieniądze na ciuchy, gadżety, imprezy i pewnego dnia jeden pocałunek zmienia wszystko. "Ona" zaczepia go w sieci. Jest intrygująca, niebezpieczna, przebiegła. Wprowadza go do "Sali samobójców", miejsca, z którego nie ma ucieczki. Dominik, w pułapce własnych uczuć, wplątany w śmiertelną intrygę, straci to, co w życiu najcenniejsze... 

      "Sala samobójców" to film Jana Komasy jednego z najzdolniejszych reżyserów młodego pokolenia. Pierwszy raz udało się w Polsce stworzyć film, w którym wirtualny świat awatarów jest równie ważny, jak rzeczywista gra aktorów. Ponad rok powstawało animowane, drugie życie głównego bohatera - Dominika. Szokująca historia i genialne aktorstwo sprawiają, że jest to film tylko dla ludzi o mocnych nerwach."
      Opis pochodzi ze strony internetowej filmu zalinkowanej powyżej.

      W sumie to, co najważniejsze, zawarte jest w opisie. Film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jest świetnie zrobiony i do bólu współczesny. Fantastyczna gra Jakuba Gierszała w roli Dominika oraz Agaty Kuleszy w roli jego matki zwróciła moją szczególną uwagę. Na film zabrały mnie przyjaciółki i zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Odbyłam podróż rollercosterem bez trzymanki i chcę więcej!

      POLECAM GORĄCO!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Sala samobójców”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 kwietnia 2011 17:07
  • wtorek, 01 lutego 2011
    • Ondine

      Nadarzyła się okazja obejrzenia TEGO filmu, który połączył Alicję Bachledę z Colinem, więc z niej skorzystałam i w sumie zostałam pozytywnie zaskoczona.

      Nie zrozumcie mnie źle: Ondine nie umywa się nawet do opisanych w poprzednim poście filmów, ale idąc do kina miałam bardzo skromne wymagania. Dzięki temu było miło. Trochę kiczowato, monentami zabawnie oraz zaskakująco. W sumie bez fajerwerków, ale może być.
      Syracuse, irlandzki rybak wyławia z morza piękną i tajemniczą kobietę. Od tej chwili jego życie ulega przemianie. Jego córka Annie wierzy, że zagadkowa kobieta jest czarodziejską morską istotą - Ondine, a Syracuse zakochuje się w niej bez pamięci. Jednak, jak w każdej baśni, magiczny czar przeplata się z mrocznym przeznaczeniem.
      (źródło opisu: www.filmweb.pl)

      Do gry Alicji Bachledy nie mam większych zastrzeżeń, ale też nie jestem ekspertką. Uwagę widza jednakże z pewnością zwróci fakt, że w większości scen Ondine jest bardzo niekompletnie ubrana i podczas gdy Farrell biega po okolicy w grubym swetrze, ona paraduje w letniej sukieneczce... Ale to w sumie szczegół.
      Podsumowując: nic ambitnego, nic szczególnego. Można, nie trzeba.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Ondine”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 lutego 2011 20:14
  • poniedziałek, 31 stycznia 2011
    • Sagi rodzinne z historią w tle

      Chciałabym podzielić się z Wami zachwytem nad dwoma filmami, które w ostatnim czasie obejrzałam i które zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

      Pierwszy z nich nosi tytuł Kropla słońca (org. Sunshine), film nakręcony w 1999 roku w reżyserii Istvána Szabó. Krótko o treści:
      Historia trzech pokoleń żydowskiej rodziny Sonnenscheinów na Węgrzech, od 1900 roku po dzień dzisiejszy. Akcja skupia się na trzech kolejnych męskich potomkach odtwarznych przez Ralpha Fiennesa. Ich losy ściśle łączą się z historią. Dotyczą ich związków z kobietami, dróg do kariery i zmagań z własną duszą. Rewolucje, obie wojny światowe, stosunek społeczeństwa do ich pochodzenia. Wszystko to ma wpływ na ich życie. Zmieniają nazwisko na bardziej "węgierskie", potem przechodzą na wiarę katolicką, co jednak nie uchroni ich przed najgorszymi doświadczeniami w historii XX wieku. (źródło opisu: www.filmweb.pl

      Tragiczne losy rodziny Sonnenscheinów od ponad tygodnia siedzą mi w głowie. Przewrotność historii, ludzkie słabostki, siła miłości, nierozerwalność więzów krwi i dużo, dużo więcej. W tle burzliwa historia Węgier, często absurdalna, ale i wyjątkowo ciekawa. Pięknie zrobiony film, który choć długi (140 minut) wciągnął mnie bez reszty i nie daje o sobie zapomnieć.

      Drugi tytuł, to nakręcony w 1993 roku na podstawie powieści Isabell Allende film z absolutnie genialną obsadą z polskim tytułem Dom dusz, reżyseria Bille August:
      Wielowątkowa historia rozpoczynająca się opowieścią o ubogim właścicielu plantacji Estebanie, posiadającym wielkie ambicje i pragnienie zrealizowania wszystkich swoich marzeń, którego cały świat nagle legnie w gruzach w wyniku tragicznej śmierci narzeczonej. Po pewnym czasie Esteban poślubia jej młodszą siostrę Clarę, posiadającą niezwykły dar przepowiadania przyszłości. Z ich związku rodzi się dziewczynka - Blanka. Mijają lata, w czasie których Esteban zmienia się w okrutnego człowieka, który karierę polityczną i zdobywanie bogactwa przedkłada nad najbliższą rodzinę, od której się powoli oddala. Esteban popada również w konflikt z Blanką, sprzeciwiając się jej związkowi z ubogim rewolucjonistą Pedrem. Uporządkowany świat Estebana zaczyna się gwałtownie rozpadać kiedy komuniści przejmują kontrolę nad rządem w Chile. Jest to początek koszmaru dla jego rodziny, gdzyż Blanka dostaje się do więzienia, w którym oficerowie starają się wyciągnąć od niej informacje na temat Pedra, który związał się z komunistami. Przyjdzie czas, kiedy Esteban zrozumie wszystkie swoje winy, starając się uwolnić Blankę i odzyskać to, co w swoim życiu po drodze utracił... (źródło opisu: www.filmweb.pl)

      Pierwowzoru literackiego dotychczas nie czytałam, podobnie jak żadnej innej książki Allende. ALE Portret w sepii leży już na półce i niebawem zainauguruje moją przygodę z tą autorką. Po Dom duchów także sięgnę, aby móc porównać z doskonałym filmem.

      Choć oba tytuły do nowości nie należą, warto po nie sięgnąć. To dobre, klimatyczne kino, którego uniwersalne prawdy nie przemijają z czasem. Nie jestem obiektywna, to fakt, uwielbiam historię i sagi rodzinne, a tego w obu filmach pod dostatkiem. Z pewnością warto się wybrać w tę filmową podróż w czasie i przestrzeni na Węgry i do Chile. GORĄCO POLECAM!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Sagi rodzinne z historią w tle”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 stycznia 2011 17:40

Zakładki

Kanał informacyjny