Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • niedziela, 01 stycznia 2012
    • Mariola, moje krople..., Małgorzata Gutowska-Adamczyk

      Na koniec jeszcze kilka zdań o kroplach. Książeczce, którą czyta się szybko i bezboleśnie i po której niewiele w głowie czytelnika pozostaje.

      Akcja powieści dzieje się w prowincjonalnym dolnośląskim teatrze w listopadzie 1981 roku. Na przestrzeni trzech tygodni w tym przybytku kultury ma miejsce ponadprzeciętna ilość zadziwiających zdarzeń, w efekcie których 13 grudnia na placu przed teatrem pojawią się czołgi...
      Książkę czyta się piorunem, do czego przyczynia się z pewnością styl powieści, przypominający nieco scenariusz sztuki teatralnej. Bohaterowie wchodzą i wychodzą, szukają i znajdują i nieustannie przy tym gadają... Jest trochę zabawnie, trochę ironicznie, trochę refleksyjnie. Szczerze pisząc spodziewałam się jednak czegoś więcej.

      Jeden z moich czytelniczych planów na 2012 to lektura trylogii o cukierni, mam nadzieję, że można się nią rozkoszować w spokoju i bez pośpiechu....

      Ocena: +3/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 stycznia 2012 18:35
    • Służące, Kathryn Stockett

      Książkę Służące kupiłam już parę miesięcy temu, po serii pozytywnych recenzji na wielu blogach. Przeczytać postanowiłam ją właśnie teraz, gdyż już za moment w moim kinie pojawi się jej ekranizacja, a ja wolę najpierw przczytać pierwowzór, a dopiero potem obejrzeć jego filmową wersję. Po prostu większą mam wtedy frajdę i mogę ocenić, na ile wizja reżysera pokrywa się z moją :))

      Nie zdziwię chyba nikogo pisząc, że lektura tej powieści była prawdziwą przyjemnością. Niezwykle istotne problemy poruszone przez autorkę, szczegółowo odmalowany świat białych i (nie znoszę tego słowa) kolorowych mieszkańców Jackson, galeria barwnych i różnorodnych postaci oraz wspaniały styl i świetne tłumaczenie to tylko niektóre z zalet książki. Bardzo ciekawe wydało mi się także posłowie autorki wyjaśniające motywy, które sprawiły, że postanowiła napisać powieść na ten - trudny do dziś - temat. Mimo faktu, iż obawia się, że napisała zbyt mało, że "... życie wielu czarnych kobiet pracujących w domach w Missisipi było znacznie gorsze" (str. 580) jej przesłanie jest klarowne i zrozumiałe. Wspomniana oszczędność świadczy, moim zdaniem, o klasie jej pisarstwa.

      Jako hobby-feministkę uderzył mnie także genialnie przedstawiony przez autorkę temat społecznej roli, jaka w Ameryce lat 60-tych przypadała kobietom z tzw. wyższych sfer. Utarte wzorce, zakłamanie, wszechobecna gra pozorów, a pod tą maską samotność, niepewność i często także depresja. Rzesze znudzonych, niewykształconych i niedocenianych kobiet, które nie pracowały, nie zajmowały się dziećmi, a całe dnie spdzały na graniu w brydża, działalności charytatywnej, zakupach i plotkowaniu - niekoniecznie w tej kolejności. Świat białych pań, który nawet dla ich własnych mężów stanowił inny wymiar, do którego nie mieli wstępu. W postaci Hilly Stockett skumulowała wszystkie negatywne cechy takiej sfrustrowanej kobietki, charakteryzując przy tym kolejny ewenement amerykańskiego społeczeństwa. Mam na myśli znaną także z wielu filmów tendencję do wybierania niekwestionowanego lidera danej grupy, któremu jej członkowie muszą się podporządkować, gdyż w przeciwnym razie narażają się na krytykę lub wręcz ostracyzm. Sprzeciwienie się takiej na przykład Hilly, nawet w najbardziej banalnych sytuacjach to bohaterstwo, na które rzadko kto się decyduje. Mogłabym tak długo, gdyż wiele wątków i tematów poruszonych w Służących skłoniło mnie do refleksji i przemyśleń... Ale kończę już, a książkę polecam!

      Ocena: 6/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Służące, Kathryn Stockett ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 stycznia 2012 18:18
    • Update

      Chwilkę mnie tu nie było, a przerwa związana była ze świątecznym wypadem na plażę. W związku z tym darowałam sobie bożonarodzeniowe życzenia i nie wklejałam zdjęć choinki.Ale to było w 2011...

      Dzisiaj, już w nowym roku, przy dźwiękach trójkowego topu wszech czasów wrzucam zaległe recenzje trzech ostatnich przeczytanych w 2011 książek. Na koniec zrobię jeszcze małe książkowe podsumowanie minionego roku i zaprezentuję nowe czytelnicze wyzwanie, do którego z chęcią się przyłączę.

      Życzę Wam, Kochani, szęśliwego Nowego 2012 Roku -  przede wszystkim wielu wspaniałych chwil z książką w ręku!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 stycznia 2012 17:47
    • Lalki, Karolina Święcicka

      Monika jest młodą mamą, która świadomie zdecydowała się na dziecko oraz na chwilową rezygnację z kariery i roczny urlop wychowawczy. Szybko okazało się jednak, że dwunastogodzinna praca w roli prawej ręki szefa w agencji reklamowej to pikuś w porównaniu z obowiązkami towarzyszącymi opiece nad noworodkiem i tzw. "prowadzeniem domu". Zwłaszcza, jeśli babcia nie widzi się w roli babci i nie pała chęcią zajęcia się wnuczęciem, a mąż, mimo powiększenia rodziny, nadal ma dwunastogodzinny dzień pracy i częste wyjazdy służbowe.

      Chcąc uciec od codzienności i zapewnić sobie odrobinę rozrywki Monika zaprzyjaźnia się z nową sąsiadką i odkrywa w sobie miłość do japońskich lalek. Nie domyśla się nawet, że niewinne z pozoru zajęcie, doprowadzi do dramatycznych wydarzeń...

      Karolina Święcicka popełniła powieść, którą bardzo przyjemnie i szybko sie czyta. Jako mama trójki dzieci doskonale zna blaski i cienie macierzyństwa, a słodko-gorzkie przemyślenia na ten temat sprawnie włożyła do głowy swojej głównej bohaterki. Dzięki temu czytanie Lalek przypomina nieco pogaduszki z przyjaciółką. Takie szczere i od serca. Na zmianę z historią Moniki poznajemy szereg informacji na temat lalek, czarnej magii i okultyzmu, które to powoli składają się w jedną całość, która prowadzi do interesującego finału.

      Lalki to powieść warta przeczytania i gorąco ją polecam! Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę Karoliny Święcickiej! Oby więcej w 2012 tak udanych debiutów!

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 stycznia 2012 17:02
  • wtorek, 20 grudnia 2011
  • wtorek, 13 grudnia 2011
    • Dom na Zanzibarze, Dorota Katende

      Autorka zabrała mnie w niezwykle interesującą, egzotyczną podróż i za to jestem jej bardzo wdzięczna. Na wstępie zaznaczam jednak, że jej książka nie zachwyciła mnie stylem i językiem, ale doceniam jej ogromną wartość poznawczą. Razem z Dorotą Kadende i jej afrykańskim przewodnikiem odbyłam kilka wypraw w głąb Czarnego Lądu. Miałam okazję poznać zwyczaje Masajów, zachowania dzikich zwierząt, zasady panujące na safari.
      Jednak opisy afrykańskiego stałego lądu to dopiero preludium do wyprawy na rajską wyspę, jaką dla autorki bez wątpienia jest Zanzibar. Dzięki pani Dorocie miałam okazję poznać tę wyspę na Oceanie Indyjskim, kulturę i zwyczaje jej mieszkańców oraz szereg trudności, jakie może napotkać na swej drodze biały człowiek, który postanowił się na Zanzibarze osiedlić.

      Szczerze podziwiam autorkę za jej niezachwianą wiarę w słuszność podejmowanych decyzji, ogromną odwagę i sporą dozę pozytywnego szaleństwa, które pozwoliło jej spełnić swoje marzenia: wybudować dom na krańcu świata, poznać mężczyznę swojego życia i stworzyć od podstaw dobrze działającą firmę. Momentami dziwiła mnie naiwność autorki, tym bardziej jestem więc pod wrażeniem, że projekt jej życia pt. „Afryka” zakończył się sukcesem... Oby więcej takich odważnych i zdecydowanych kobiet!

      Ocena: +4/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Dom na Zanzibarze, Dorota Katende”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 grudnia 2011 16:19
  • poniedziałek, 05 grudnia 2011
    • Zasłodzona w Sosnówce...

      Na wstępie zaznaczam, że nie jest to wpis skierowany do fanów książki, chyba, że są skłonni do dyskusji :) "Sosnowe dziedzictwo" oraz jego druga część to dla mnie zdecydowanie największe książkowe rozczarowanie kończącego się roku. Bardzo jestem wdzięczna swojej bibliotece, że mogę oba tomy szybko tam oddać i równie szybko o nich zapomnieć, inaczej zmarnowałabym prawie sześćdziesiąt złotych i szkoda by było...

      Nie wiem, co w tej książce jest najgorsze - doprawdy z całej listy trudno mi wybrać. Zacznę od głównej bohaterki - już na jej przykładzie możnaby zaliczyć "Sosnowe dziedzictwo" do fantasy, gdyby nie fakt, że jest to gatunek literacki, a omawiana książka przypomina mi raczej szkolne wypracowanie na temat zakładania pensjonatu lub instrukcję uszczęśliwiania wszystkich ludzi dookoła. Tak, to chyba najpoważniejszy zarzut: brak literackości w tekście. Jest to raczej sprawozdanie zawierające mnóstwo nazwisk i nieistotnych detali, a imię głównej bohaterki pojawia się średnio w co trzecim zdaniu, gdyż KAŻDY bohater potrzebuje jej mądrej rady lub chce zostać jej przyjacielem. Ale miało być o cudownej Annie: pięknej, mądrej, idealnej po prostu, która miała wprawdzie kilka problemów w życiu, ale to już dawno za nią. Teraz wszyscy ją kochają, mniejsze lub większe kłopoty rozwiązują się same - sielanka po prostu.
      Ponadto Ulatowska uwielbia się powtarzać: albo podejrzewa swoich czytelników o początki Alzheimera, albo o nieumiejętność czytania ze zrozumieniem. W każdym razie szereg informacji o bohaterach powtarza się co kilkadziesiąt stron, tak dla pewności. Zdecydowana większość wydarzeń jest przewidywalna aż do bólu, co po kilku rozdziałach przestaje bawić. Ponadto w tekście mnóstwo jest zdrobnień, a tony cukru aż szeleszczą pomiędzy skartkami....

      Mogłabym tak jeszcze długo, ale skończy się na tym, że najdłuższy wpis w historii bloga poświęcę książkom, które wcale mi się nie podobały. Zapytacie może, czemu nie rzuciłam ich w kąt? Nie bardzo mogłam, zabrałam je w pięciogodzinną podróż pociągiem (5 h w jedną stronę) i w obliczu kompletnej nudy wybrałam jednak Sosnówkę... No i teraz mogę sobie poużywać :)

      Na koniec porównanie z Kalicińską, które w temacie ucieczka ze stolicy + mężczyzna po przejściach + pensjonat na prowincji, nad jeziorem, itd., itp... jakoś tak samo się nasuwa. Trzy tomy rozlewiska połknęłam w swoim czasie bez popijania i byłam zachwycona. W swojej kategorii tamte powieści spełniły w zupełności moje oczekiwania, zdziwiły mnie zatem dość liczne negatywne opinie na jej temat, które można znaleźć w sieci. Jasne, że to lekka literatura na tzw. kobiece tematy, ale moim zdaniem świetnie napisana, a poruszane w niej tematy były - wtedy przynajmniej - świeże i orginalne. A tego o "Dziedzictwie" powiedziec nie mogę: autorka zebrała nie swoje pomysły, przemieliła je i ugotowała coś nowego. Jednak jej danie smakuje właśnie jak odgrzewane resztki.

      Na okładce widnieje taka oto informacja o autorce: "Czyta całe swoje życie. Czytając, uwierzyła,  że może uda się coś napiać. Spróbowała i powstało "Sosnowe dziedzictwo". Otóż nie, droga pani, to, że czytam nie oznacza wcale, że musżę pisać książki. Do tego trzeba się urodzić. I mieć talent....

      Ocena: 2/6 (za pierwsze sto stron, które nie zdążyło mnie zirytować)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Zasłodzona w Sosnówce...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 grudnia 2011 21:40
  • piątek, 25 listopada 2011
    • Niebieski autobus, Barbara Kosmowska

      Tytułowy Niebieski autobus jest dla głównej bohaterki z jednej strony symbolem uwolnienia się od nieprzyjemnej codzienności, obietnicą wielkiego świata i zapowiedzią ogromnych zmian, jednocześnie oznacza on zerwanie lub przynajmniej spore rozluźnienie rodzinnych więzów oraz wyrwanie się młodej osoby z oswojonego i znajomego otoczenia. 

      Barbara Kosmowska napisała powieść, którą połknęłam niemalże w pędzie i muszę przyznać, że bardzo mi smakowała. Autorce świetnie udały się dwie rzeczy: do bólu wiernie odtworzyła klimat późnego PRL-u oraz pozwoliła czytelnikowi dorastać razem z główną bohaterką. Niezwykle ciekawy zabieg językowy pozwolił na obserwację jak naiwna Miśka przekształca się w mądrą i dojrzałą kobietę. 

      Miśka dorasta w rodzinie bimbrowników, gdzieś na polskiej prowincji w połowie lat siedemdziesiątych, abo na początku osiemdziesiątych. Jest smutno i szaro, w rodzinnej miejscowości brak perspektyw, a dziewczynkę prześladuje piętno rodziny z marginesu. Ostoją w tej szarości jest dla niej przyjaciel Krzyś oraz piękny rozłożysty kasztan rosnący na podwórku przed domem. Starsza siostra i brat głównej bohaterki opuszczają "rodzinne gniazdo" tuż po osiągnięciu pełnoletności, znikając przy tym jednocześnie z kart powieści. Ona sama decyduje się na wyjazd niebieskim autobusem do dużego miasta i na studia psychologii, w nadziei, że zdobyta wiedza pomoże jej się uporać z traumą dziecka alkoholików. Wbrew swoim planom Miśka wcześnie zostaje mamą i za wszelką cenę stara się stworzyć swojemu synkowu bezpieczny i stabilny świat bez alkoholu i szemranych interesów. Młoda kobieta dzielnie stawia czoło codzienności, a w sercu ciągle nosi ze sobą nadzieję...

      Kosmowska pisze pięknym językiem. Jej powieść ma wiele płaszczyzn i porusza sporo ważnych problemów. A przy tym czyta się ją szybko i z przyjemnością. Polecam!

      Ocena: +5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Niebieski autobus, Barbara Kosmowska”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 25 listopada 2011 14:31
  • czwartek, 24 listopada 2011
    • Archiwista z Łubianki, Travis Holland

      Sporo już czasu minęło od lektury tej powieści, ale dla porządku chciałabym o mniej wspomnieć. Niestety, nie pamietam już ani imienia głównego bohatera, ani szczegółów z jego życia. Wiem, że jest około trzydziestoletnim wdowcem i pracuje w archiwach Łubianki - choć to żadna sztuka o tym pamiętać, sktoro tę właśnie informację zawiera tytuł :). Jego główne zadanie to porządkowanie, czasem i niszczenie akt i dzieł literatów, którzy popadli w niełaskę systemu.
      Pewnego dnia w oko naszemu bohaterowi wpada szczególnie, jego zdaniem, wartościowe opowiadanie, które postanawia wykraść z archiwum, ponosząc przy tym ogromne ryzyko. Po co i dlaczego to robi, sam do końca nie wie, ale tajny egzemplarz ląduje ukryty w piwnicy bloku, w którym mieszka....

      Poza samotnym i raczej nieciekawym głównym bohaterem w książce odnajdujemy jeszcze kilka innych postaci: jego chorą matkę i rodzinę (2+2) z którą kobieta mieszka, sympatyczną sąsiadkę Natalię, niesympatycznego przełożonego oraz starego przyjaciela rodziny i jego małżonkę. To chyba wszyscy. O samej akcji niestety niewiele mogę powiedzieć, jeśli nie chcę od razu streszczać całości - ot kilka scen z życia głównego bohatera i wymienionych powyżej postaci.

       
      Sceptycznie podchodzę do powieści rozgrywającej się w Rosji za czasów stalinowskiego terroru napisanej przez Amerykanina. Widać, że autor bardzo się starał: z tekstu przebija jego ogromne zafascynowanie opisywaną epoką i miejscem. Niestety, wykreowany przez niego świat jest zbyt powierzchowny, problemy lekko liźnięte, atmosfera strachu i zagrożenia niewyraźnie zarysowana, a całość trąci Disneyem. Pan Holland bardzo chciał, ale nie bardzo mu wyszło. Ode mnie dostanie dwóję. Z plusem :)

      Ocena: 2+/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Archiwista z Łubianki, Travis Holland”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 listopada 2011 10:52
  • środa, 02 listopada 2011
    • Kartografia, Kamila Shamsie

      Autorka tej powieści, wydanej w 2009 roku, pochodzi z Pakistanu i mieszka w Londynie oraz w Karaczi. Swoją twórczością zabrała mnie w niezwykle klimatyczną podróż, nieco przypominającą tę odbytą parę miesięcy temu w towarzystwie Tłumaczki snów. Myślę, że to właśnie wyjątkowa atmosfera powieści oraz szczególny sposób, w jaki bohaterowie mówią o swoich uczuciach i wyrażają emocje, tak różny od naszego, tak bardzo mnie w tej książce ujęły.

      Kartografia to historia szczególnego związku Raheen i Karima, dwojga młodych ludzi znających się od zawsze oraz ich rodziców i ich poplątanych losów. Jest to także wyznanie miłosne złożone przez autorkę miastu Karaczi, które pomimo niebezpieczeństw wynikających z odbywających się tam ciągłych walk, jest dla bohaterów jedynym prawdziwym domem. Uderzająca w działaniach bohaterów jest siła więzów rodzinnych oraz przyjaźni, ale także, nie zawsze dla nas Europejczyków zrozumiała, wrogość czy wręcz nienawiść wynikająca z podziałów rasowych i społecznych. W tle swojej powieśći Kamila Shamsie rysuje obraz kraju i kultury, obraz, który nie jest pozbawiony krytyki i nie omija bolesnych prawd.
      Polecam tę powieść osobom chcącym poznać światek pakistańskiej elity. A na zachętę cytat, który w kilku słowach odzwierciedla poetycki charakter języka powieści:
      "Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, jak to jest - być częścią miasta portowego; zostawiać ślady po łyżeczkach umoczonych w herbacie na nazwach miast, które wolą kawę; kojarzyć te dziwne obce sylaby z miejscowym handlem; patrzeć na człowieka siedzącego dwa stoliki dalej i zadawać sobie pytanie, czy mimo swego pozornego ubóstwa wie, jak słowo "ocean" brzmi w trzydziestu innych językach albo czy zna smak ryby przyrządzanej w tysiącach różnych przypraw i czy mimo wszystkich swoich podróży wie, że dom to ta alejka, te podkładki i te różne, wirujące wokół niego dialekty." (str. 368)

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Kartografia, Kamila Shamsie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 02 listopada 2011 16:21

Zakładki

Kanał informacyjny