Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • czwartek, 17 maja 2012
    • Podróże konika morskiego, Petr Šabach

      Niewielka książeczka czeskiego pisarza i satyryka Petra Šabacha to bardzo osobista opowieść młodego ojca, który podejmuje się opieki nad synkiem, podczas gdy jego partnerka poświęca sie pracy naukowej.

      Bohater z wielkim zapałem i zaangażowaniem, choć nie bez pewnej obawy, rozpoczyna swoje nowe życie w roli opiekuna małego chłopca. Szybko okazuje się, że normy i zasady panujące w świecie dorosłych może odłożyć do lamusa, gdyż od teraz jego codzienność przybierze zupełnie nowy kształt. Nowy rytm dnia wydzielany przez poranny spacer, poobiednią drzemkę i układanie piramid z klocków, raz po raz urozmaicany przejażdżką tramwajem bądź przywozem węgla i składowaniem go w piwnicy. Dwaj chłopcy, z których każdy dba o drugiego na swój własny sposób.

      Ciepła, zabawna opowieść, w której autor nie ubarwiając, przyznaje, że chwile spędzone z synkiem to najpiękniejszy czas w jego życiu. Nawet, jeśli na początku nie wszystko przebiegało bezproblemowo.
      Polecam i to nie tylko młodym rodzicom 

      Ocena: 5/6

      Za książkę dziękuję wydawnictwu Afera.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 maja 2012 19:20
  • środa, 16 maja 2012
    • Londyńczycy, Ewa Winnicka

      Już ponad dwa tygodnie minęły od lektury Londyńczyków, ale bardzo mi zależy na podzieleniu się kilkoma uwagami na temat tego niewielkiego tomiku.

      Autorka w dziewięciu reportażach-esejach naświetla kilka interesujących aspektów dotyczących polskiego rządu w Londynie oraz związanych z nim środowisk. Porusza tematy, których próżno szukać w książkach historycznych. Zaliczają się do nich między innymi trudności w porozumieniu z Brytyjczykami polegające nie tyle na słabej znajomości języka, ale o wiele bardziej na kompletnej nieznajomości różnic kulturowych. Przykład: ""Biorą za aprobatę swoich poglądów nasze przyjazne, a nawet wylewne podejście do nich - pisał Hankey [o generałach Andersie i Sikorskim] - Ulegają nagminnemu złudzeniu, biorąc nasze ciepłe stosunki urzędowe za dowód serdecznej przyjaźni." Politycy brytyjscy mają teraz problem: jak technicznie wyraźić uprzejmą obojętność." (str. 105)

      Reportaże Winnickiej pozwalają uświadomić sobie wiele faktów znanych z historii i powiązać wątki. Z przemysleń tych wyłania się niezbyt optymistyczny obraz. Polscy oficerowie przybywali do Londynu w glorii chwały, ale nie znając języka szbko poznawali prozę życia, zmuszeni do pracy w fabrykach, by jakoś utrzymać siebie i rodziny. Ich sytuacja w Anglii zależała od bieżącej sytuacji politycznej, stosunków kolejnych brytyjskich rządów z Rosją, itp...

      Za niezwykle interesujące uważam także informacje o życiu prywatnym polskich imigrantów: jak na przykład ogólnie w książce ujęte ich związki z Brytyjkami, bądź też bardzo osobista historia generała Andresa, ukazujaca go nie w roli bohatera, a kochanka raniącego wierną żonę, która niczym Penelopa oczekiwała sześć lat na jego powrót... Rozmowy z dziećmi owych wojennych imigrantów są dowodem na to, jak trudny i skomplikowany był ich los oraz jak niewielki mieli nań wpływ. Liczne materiały źródłowe stanowią dodatkowy plus książki znacznie ją wzbogacając.

      Irytowało mnie jedynie, że pod zdjęciami barakowało podpisów. Niby wiem, że to przypadkiem odnalezione fotografie bezimiennych ludzi, którzy w większości pewnie od dawna już nie żyją, ale i tak mi to przeszkadzało.

      Zainteresowanym tematem serdecznie polecam.

      Ocena: 5/6

      

      WYZWANIE 2012
      Książki z mojej półki

      Cel: 20
      Przeczytanych: 4

      Zostało: 16

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 16 maja 2012 19:46
  • piątek, 27 kwietnia 2012
    • British Library

      To miejsce powinno być punktem obowiązkowym w programie każdego książkochłona zwiedzającego Londyn. Olbrzymi budynek położony niedaleko stacji King Cross samym swoim wyglądem wzbudzał i podejrzewam, że nadal wzbudza kontrowersje wśród Londyńczyków, a pewnie i w pozostałej części kraju można znaleźć zwolenników i przeciwników takiej architektury:

      Biblioteka rozpoczęła swoją działalność w nowej siedzibie prawie czternaście lat temu i na dzień dzisiejszy posiada w swoich zbiorach ponad 150 milionów* dzieł! Każdego roku zasoby biblioteki powiększają się o kolejne 3 miliony, tzn. o ok. 8.000 książek DZIENNIE. Trafia tu egzemplarz każdej książki wydanej w Wielkiej Brytani i Irlandii.

      British library posiada jedenaście czytelni z miejscami dla 1.200 użytkowników. Każdego dnia z zasobów biblioteki (online i na miejscu) korzysta ok 16.000 (!) osób.

      Dla odwiedzających ciekawskich przygotowano niezwykle interesującą wystawę. Zobaczyć na niej można między innymi pierwsze wydania dzieł Szekspira oraz "Alicji w krainie czarów", notatnik Leonarda da Vinci czy też historyczny dokument "Magna Carta". Manuskrypty powieści Jane Austin czy Jamesa Joyce'a, wydanie powieści Oscara Wilde'a z odręcznymi notatkami pisarza czy też dziennik Wirginii Woolf bądź Charlsa Dickensa wywołają szybsze bicie niejednego serca.... Tak wygląda owa wystawa:

      To jedyne zdjęcie, jakie udało mi się zrobić, gdyż ze względu na ochronę praw autorskich fortografowanie zbiorów jest zabronione. Jednak sporo informacji i zdjęć można znaleźć na stronie internetowej British Library. Na korytarzu jest miejsce na wystawy czasowe oraz prezentację kolekcji filatelistycznej, która zawieraja szczególnie cenne znaczki pocztowe z całego świata.
      Popijając kawę czy herbatę w kawiarence na piętrze można podziwiać kolejną atrakcję biblioteki, mianowicie księgozbiór królewski, tzw. King George Library, który został tu przeniesiony z biblioteki w British Museum.

      Na koniec warto zajrzeć do mieszczącej się na lewo od głównego wejścia księgarni, która niejednego zwiedzie na pokuszenie :) Miałam nie kupować w Londynie żadnych książek, gdyż zwyczajnie nie czytam po angielsku, ale jak zobaczyłam te, to nie mogłam się oprzeć:

      Pierwsza z lewej leży niewielka książeczka z tytułem jak najbardziej pasującym do okazji "The library book". Zawiera ona dwadzieścia trzy wyznania miłosne poczynione bibliotekom przez pisarzy, m.in Zadie Smith. Cytat na okładce: "Reading is not just an escape. Is is access to a better way of life" Karin Slaughter.

      W środku leży absolutne cudeńko. Zbiór obserwacji Jane Austin na przeróżne tematy pt. "The Wicked Wit of Jane Austen" stworzony i opatrzony komentarzem przez Dominique Enright. Cytaty pochodzą z powieści oraz z prywatnych listów pisarki do rodziny i przyjaciół. Oto przykład zamieszczony na stronie 51, w rozdziale dotyczącym książek i pisania:

      "'But you never read novels, I dare say?'
      'Why not?'
      'Because they are not clever enough for you - gentleman read better books.'
      'The person, be it gentleman or lady, who has not pleasure in a good novel, must be intoreably stupid."'

      Catherine Morland & Henry Tilney, NORTHANGER ABBEY, 1818

      Trzecia książeczka "The 10.30 Limited. A railway book for boys of all ages" to prezent dla męża. Przyznam, że do zakupu skłoniła mnie druga część tytułu :)) Jest to wznowienie wydanej w 1923 roku niewielkiej książeczki informującej o pociągu "Cornish Riviera Express", który łączył Londyn z Zachodnim Wybrzeżem. Można znaleźć w niej wprowadzenie do historii trasy, techniczne szczegóły oraz nostalgiczne anegdotki z codziennych podróży.

      * Korzystałam z informacji podanych na stronach British library oraz Wikipedii (wersji niemieckiej)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 27 kwietnia 2012 20:51
  • środa, 25 kwietnia 2012
    • Cambridge

      W minioną sobotę wybrałam się na wycieczkę poza miasto. Mimo, iż pogoda mnie nie rozpieszczała - było zimno i padało (choć w sumie zdziwiłabym się, gdyby było inaczaj, taka aura utrzymuje się tu już od ponad tygodnia...) - nic nie powstrzymało mnie przed wyjazdem na prowincję. Ale za to na jaką prowincję!
      Postanowiłam sprawdzić, czy mity krążące na temat Cambridge, jakoby było to miasto idealne dla studentów, mają cokolwiek wspólnego z prawdą.

      Odpowiedź jest prosta: mają. Jest to miasteczko jak z marzeń i snów o brytyjskim systemie szkolnictwa wyższego - tych sprzed paruset lat i tych jak najbardziej współczesnych. Pozniżej kilka zdjęć dokumentujących, że wszystkie stereotypy dotyczące Cambridge są jak najbardziej uzasadnione:

      Na zdjęciach widoczne są między innymi, najważniejsze w tym mieście, przybytki nauki, czyli liczne college i uniwersytet. To właśnie budynki tych pierwszych dominują w panoramie miasta i robią na przybyszach niesamowite wrażenie. Wyglądem przypominają one bowiem kilkusetletnie zamki. Wstęp na teren większości z nich mają tylko studenci i pracownicy danej instytucji. Turystom wolno wejść, jeśli w ogóle, tylko w określonych godzinach i najlepiej z przewodnikiem, coby się pospólstwo nie rozłaziło i we wszystkie konty nie zaglądało...

      Ja postanowiłam zajrzeć za bramę Queen's College, którego najstarsza część "Old Court" została zbudowana między 1448 a 1451 rokiem. Niesamowite wrażenie, przejść się tak starymi krużgankami i poczuć atmosferę tego miejsca. A tak ono wygląda:

       

      Z Londynu jest szalenie łatwo dostać się do Cambridge. Co 15 minut odjeżdżają pociągi ze stacji King Cross, podróż zajmuje godzinę. Bilet w obie strony kosztuje 22 funty. A na miejscu bez problemów dotrzemy na piechotę (ok. 20 minut) do historycznego centrum i rzeki Cam.

      P.S. W nadchodzący weekend wybieram się do Oksfordu, aby móc obiektywnie wybrać mojego osobistego faworyta na studenckie miasto marzeń :) Relacja oczywiście pojawi się na blogu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Cambridge”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 25 kwietnia 2012 00:13
  • poniedziałek, 23 kwietnia 2012
    • Pod osłoną nocy, Sarah Waters

      Gdybym czytała tę powieść w innych okolicznościach przyrody, pewnie nie zrobiłaby ona na mnie większego wrażenia i szybko uległaby zapomnieniu. Bo tak szczerze, to oprócz rozbudowanych wątków miłości homoseksualnej, niewiele wyróżnia ją spośród setek podobnych czytadeł.
      ALE jej akcja toczy się w LONDYNIE, w latach czterdziestych. Poznajemy perypetie czworga głównych bohaterów, którzy próbują wieść w miarę normalne życie w mieście dręczonym nocnymi nalotami niemieckich bombowców. Tocząca się wojna wywiera ogromny wpływ na życie każdego z nich i przynosi ze sobą nieprzewidziene i nieodwracalne zmiany. Kay, Helen, Viv i Duncana poznajemy w 1947 roku, jako osoby w różnym stopniu naznaczone piętnem wojny i wydarzeniami z przeszłości. Razem z nimi cofamy się przez rok 1944 do 1941, w którym to opisywane w pierwszej części powieści wydarzenia mają swój początek, a na wiele pytań czytelnik pozna odpowiedź.

      A co sprawiło, że zapamiętam tę książkę na długi czas? Pod osłoną nocy czytałam głównie w trakcie jazdy londyńskim metrem, którego stacje służyły podczas wojny za schrony dla ludności cywilnej, a ich nazwy, znane z kart książki, migały za oknami. Natomiast podczas wczorajszej wizyty w Museum of London miałam okazję zobaczyć, między innymi, fragment stałej ekspozycji dotyczącej historii miasta, który poświęcony jest czasom Drugiej Wojny. Nie tylko orginalne rekwizyty z lat czterdziestych (między innymi strój sanitariuszki), ale przede wszystkim ówczesne zdjęcia i fragmenty filmów dokumentalnych zrobiły na mnie ogromne wrażenie, wizualizując sceny opisane przez Waters.

      Ocena: 4+/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Pod osłoną nocy, Sarah Waters”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 kwietnia 2012 23:01
  • piątek, 13 kwietnia 2012
    • Kudłata, Dorota Berg

      Banalna historia jakich wiele. Nie ma niespodzianek, ani radości z czytania...

      Główna bohateka, tytułowa Kudłata, to trzydziestolatka z dwójką dzieci i "bagażem doświadczeń" w postaci nieudanego małżeństwa... Do jej inwentarza należy jeszcze grono "szalonych" przyjaciółek, rodzice, kotka i przejawiająca chorobliwą ciekawość koleżanka z pracy. Kudłata dużo myśli, działa nielogicznie i nieustannie poszukuje sensu w życiu, nie zauważając, że szczęście jest tuż obok... Takich i innych banałów w tej powieści znaleźć można sporo - nie należy wiele oczekiwać, bo można szybko się rozczarować.

      Oczywiście prędzej czy później na horyzoncie musiał pojawić się mężczyzna, a żeby nie było za prosto za moment pojawił się (ni z gruszki ni z pietruszki) drugi. I tak się to kręci, aż do przesłodzonego happy endu, z drobnym dramatycznym przecinkiem po drodze.

      Ciężko mi doprawdy coś sensownego o tej książce napisać, bo po prostu sensu w niej nie znalazłam. Niestety.

      Ocena: 1/6

       

      WYZWANIE 2012
      Książki z mojej półki

      Cel: 20
      Przeczytanych: 3

      Zostało: 17

       

       

      ---------------------------------

      Jutro wyjeżdżam na dwa tygodnie do Londynu. Będę się intensywnie uczyła angielskiego, czytała o mieście i zwiedzała je z przewodnikiem w ręce. Książki, które w najbliższym czasie zrecenzuję będą związane z angielską stolicą. Postaram się też wrzucić kilka zdjęć i opisać wrażenia :)

      Do napisania!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 13 kwietnia 2012 22:32
    • Podmorska wyspa, Isabel Allende

      Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu, a wszystko to wina Isabel Allende, która mnie porwała i zaczarowała. Uwielbiam ją po prostu, a z każdą kolejną powieścią uczucie to się pogłębia... Przeczytałam wprawdzie dopiero dwie (łącznie z Podmorską wyspą), ale mam zamiar i ogromną ochotę, by pochłonąć wszystko, co wyszło spod jej pióra. Po prostu WSZYSTKO!

      Podmorska wyspa to z jednej strony wspaniale opowiedziana historia barwnego życia niewolnicy Zarité, jej właściciela Toulouse Valmorain'a, ich wspólnych dzieci i przyjaciół. Historią pełną smaczków i niespodzianek, której bohaterowie targani są często sprzecznymi emocjami i namiętnościami. Jest opowieścią przepełnioną magią, zapachami dżungli i krwi oraz tętniącą muzyką afrykańskich bębnów...
      Tłem historycznym powieści jest niewolnictwo oraz system kolonialny - akcja toczy się na przełomie XVIII i XIX wieku. Jest to także wprowadzenie do niezwykle ciekawej, ale i pełnej przemocy historii dzisiejszego Haiti i jej mieszkańców oraz, w drugiej części książki, amerykańskiego stanu Luizjana. Wiedzieliście na przykład, że Napoleon sprzedał ten "kawałek ziemi" ówczesnemu prezydentowi USA Thomasowi Jeffersonowi? Ja nie wiedziałam.

      Nie chcę zdradzać treści tym z Was, którzy zamierzają po książkę sięgnąć. Ograniczę się do stwierdzenia, że to w moim przekonaniu kawał dobrej literatury, powieść którą czyta się błyskawicznie i która na dobre zapada w pamięć. Dodam jeszcze, że nie zgadzam się z zarzutami, że to literatura mało ambitna, że Allende wysmażyła średnio smaczny kotlet na starym tłuszczu. Mnie zaczarowała i nic tego nie zmieni :) POLECAM SERDECZNIE!

      Ocena: 6/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Podmorska wyspa, Isabel Allende”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 13 kwietnia 2012 19:49
  • niedziela, 18 marca 2012
    • Wiosenny stos

      Odebrałam wczoraj na poczcie paczkę, z zawartości której udało się ułożyć całkiem niezły stos :) A z jakiej to okazji? Po prostu - w mojej ulubionej księgarni internetowej na m były (znowu) poromocje. I (znowu) nie potrafiłam się oprzeć. Wiele tytułów polecaliście na Waszych blogach, inne kupiłam w ciemno, sugerując się jedynie nazwiskiem autorek... Przedstawiam zatem najświeższe zdobycze w wiosennej aranżacji :)

      Od góry:

      ELISABETH I JEJ OGRÓD, Elisabeth von Arnim - książka polecana na wielu blogach, mam nadzieję na oryginalną i interesującą opowieść.

      JEST TAKIE MIEJSCE..., Wojciech Zawioła - strzał w ciemno, powieść ma świetne oceny na lubimy czytać i na biblionetce, więc zaryzykowałam.

      JEDWAB, Penny Jordan - była mocno w promocji :) Rodzinna saga i interesujące historyczne tło, to wystarczyło, by mnie zciekawić.

      SIOSTRZYCA, John Harding - nowość, która bardzo jest chwalona przez wielu blogerów, postanowiłam więc sama się przekonać, w czym rzecz.

      ZAPACHY MIAST, Dawid Rosenbaum - odkąd przeczytałam o tej książce, pragnęłam ją mieć. Jest to zbiór esejów o wyjątkowych miastach: Paryż, Moskwa, Amsterdam, Londyn, które przedstawione zostały przez pryzmat charakteryzujących je zapachów...

      EWA LUNA, Isabell Allende - aktualnie pochłaniam Podmorską wyspę i bez wahania kupiłabym każdą jedną powieść Allende. Jestem tą autorką zachwycona i zauroczona.

      KLEJNOT, Maria Rodziewiczówna - wstyd się przyznać, ale to będzie pierwsze moje literackie spotkanie z tą znaną autorką. Jednak biorąc pod uwagę liczne pozytywne opinie, które czytałam na blogach, jest to dobry wybór.

      SHIRLEY, Charlotte Brontë - w tym przypadku nazwisko autorki sprawia, że komentarz staje się niepotrzebny :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Wiosenny stos”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 marca 2012 20:17
    • Poczekajka, Katarzyna Michalak

      Zeszły tydzień spędziłam w doborowym towarzystwie w Karpaczu, na relaksie i robieniu samych przyjemnych rzeczy :) Do walizki zapakowałam więc lekturę, która miała za zadanie dodatkowo uprzyjemnić mój urlop. I co? Udało się! Poczekajka zapewniła rozrywkę i kilka miłych chwil nad książką - jestem zadowolona do tego stopnia, że wybaczam autorce kilka błędów gramatycznych (np. "Temu koniu jakoś dziwnie z oczu patrzy." str. 207), a wydawcy literówki.

      Główną bohaterka powieści jest Patrycja, młoda lekarka weterynarii, która, zgodnie z popularnym schematem dominującym obecnie w polskiej literaturze tak zwanej kobiecej, porzuca stolicę dla prowincji i pięknej chatki na uboczu, aby wieść szczęśliwe życie i - jakżeby inaczej - znaleźć tę jedyną, prawdziwą miłość...
      Jednak na tym podobieństwo, chociażby do nieszczęsnej Sosnówki, na szczęście się kończy i otrzymujemy skrzącą sie od humoru i ironii opowieść, zawierającą elementy magii, kryminału i komedii pomyłek. Ubawiłam się przednio czytając o próbach Patrycji zintegrowania się z autochtonami, czy też o jej metodach leczenia swoich podopiecznych w ZOO, że o myciu krowy mydłem poziomkowym, albo bieganiu nago nocą po ogrodzie nie wspomnę :)

      Sporo świetnych pomysłów, wartka akcja, ciekawy styl - no po prostu nie mam się do czego przyczepić :) W dodatku Poczekajka to podobno pierwsza część trylogii - muszę więc sprawdzić, czy moja biblioteka ma w swoich zbiorach pozostałe dwa tomy. A jeśli tak, to już się na nie cieszę!

      Ocena: +4/6   

      A na moim balkonie zawitała WIOSNA! Oto dowody:

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Poczekajka, Katarzyna Michalak”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 marca 2012 16:19
  • poniedziałek, 05 marca 2012
    • Biblioteka cieni, Mikkel Birkegaard

      Biblioteka cieni to thriller z elementami fantastyki. A zatem gatunek, do którego zazwyczaj mnie nie ciągnie. Chyba, że głównym tematem powieści są książki, a motywem przewodnim umiejętność wpływania na losy ludzkości poprzez .... czytanie.

      Głównym bohaterem powieści jest Jon - młody i bardzo uzdolniony adwokat, którego życie ulega kompletnemu przewartościowaniu po śmierci ojca. Dzieje się tak pomimo faktu, iż przez kilka lat Jon nie miał żadnego kontaktu ze swoim rodzicem. Będąc jedynym spadkobiercą Jon nie tylko zostaje właścicielem niezwykłego antykwariatu, ale poznaje także tajemnicę związaną z umiejętnością manipulowania ludźmi poprzez czytanie. Na świecie istnieją bowiem, oprócz zwykłych czytelników, także ci obdarzeni wyjątkowymi zdolnościami. Są to Lektorzy potrafiący poprzez czytanie wpływać na myśli i zachowanie obcych zupełnie ludzi oraz Odbiorcy, którzy są w stanie wyłapywać myśli innych podczas lektury. Ojciec Jona był nie tylko znanym i poważanych antykwariuszem, ale także wyjątkowo zaangażowanym i uzdolnionym Lektorem. Do momentu, aż został zamordowany. Sam Jon natomiast odkrywa w sobie niezwykle silne zdolności Lektora i wskutek tego odkrycia wpada w poważne kłopoty. 

      Szybko okazuje się bowiem, że są ludzie, którzy chcą wykorzystać jego talent do niecnych celów. Rozpoczyna się walka z czasem, tajemnica goni tajemnicę. Jest kilka trupów i powiązań z przeszłością oraz, oczywiście, wątek romantyczny.
      Mnie powieść ta wciągnęła od pierwszej strony i czytałam ją z ogromnym zainteresowaniem. Nie do końca zrozumiałam wprawdzie wszystkie szczegóły nieco przydługiej sceny finałowej, ale nie osłabiło to moich pozytywnych wrażeń z lektury. Uważam, że Birkegaard stworzył fascynująca opowieść bazując na ciekawej teorii i sprawnie posługując się językiem. Serdecznie polecam.

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 marca 2012 21:53

Zakładki

Kanał informacyjny