Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • środa, 12 września 2012
    • Dać się zabić za ten wygląd, Janice Kaplan

      Czytadło pośledniej jakości - tak można by w skrócie opisać tę powieść. Szybko się ją czyta, dostarcza umiarkowanej rozrywki i równie szybko popada w zapomnienie. Dla porządku streszczę akcję.
      Lucy to niezbyt inteligentna, ale za to bogata trzydziestoparolatka, żona swojego męża, matka trójki dzieci, dekoratorka wnętrz i bogata mieszkanka Beverly Hills. Pewnego wieczoru do jej ogromnego, wystylizowanego domu wtarga policja i aresztuje jej męża, szanowanego i uznanego chirurga plastycznego, pod zarzutem morderstwa początkującej aktorki. Bohaterska Lucy postanawia powalczyć o dobre imię męża i swój święty spokój i na własną rękę wybiera się na poszukiwania prawdziwego mordercy - w oskarżenia wobec własnego małżonka nie wierzy mianowicie ani przez moment. Jej detektywistyczne działania są chaotyczne i częściowo pozbawione sensu, ale Lucy się nie poddaje. Autorka informuje nas przy tym z niezwykłą starannością na niemalże każdej stronie, jakiej marki jej bohaterka ma na sobie buty, kto dizajnował jej torebkę, bądź w którym luksusowym butiku zakupiła noszoną właśnie kreacje... Doprawdy, niemalże spodziewałam się listy sklepów na ostatniej stronie, albo chociaż zdania: książkę sponsorował....

      Można sobie darować. Serio.

      Ocena: 2/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 12 września 2012 20:07
  • sobota, 08 września 2012
    • Od gór niebiańskich do czerwonych piasków, Ella Maillart

      Uwielbiam opowieści o wyjątkowych, odważnych kobietach, które w swoim życiu dokonały czegoś niezwykłego. A jeśli treść książki opiera się na prawdziwej historii, bądź jest pamiętnikiem czy biografią, to już w ogóle jestem zachwycona.
      Jedną z takich niezwykłych kobiet, o której dotychczas nie słyszałam, a która należy do grona najwybitniejszych autorek literatury podróżniczej, była Ella Maillart. Ta pochodząca ze Szwajcarii podróżniczka, fotografka i dziennikarka pokonując niebywałe przeszkody i przeciwności losu odbyła wiele fascynujących podróży m.in. do Mandżurii, Chin, Indii czy Kabulu. Omawiana książka to relacja z wyprawy do odległych krańców Związku Radzieckiego, która miała miejsce na początku lat trzydziestych.

      Pierwsza część opisuje podróż, jaką Ella odbyła razem z czwórką Rosjan z Moskwy do Ałma Aty. Autorka szczerze pisze o trudach i radościach wspólnego pokonywania kolejnych kilometrów. Jej ciekawa i otwarta osobowość jest gwarancją dla czytelnika, że zostanie zabrany na wycieczkę pełną odkryć i niespodzianek. W części drugiej czytamy o samotnym pokonywaniu przez Ellę bezkresnego Turkiestanu pieszo, konno, na łodzi czy pociągiem. Tu nieco przeszkadzały mi zbyt liczne i przydługie wstawki o przywódcach i bohaterach, którzy przed setkami lat żyli na przemierzanych przez Ellę terytoriach i zasłynęli ze swojej odwagi, bądź mądrości...


      Generalnie jest to ciekawa i wartościowa pozycja, której lektura powinna sprawić radość zarówno wielbicielom historii, jak i sympatykom literatury podróżniczej. Mnie towarzyszyła w jedenastogodzinnej podróży pociągiem przez Krym, a mijany za oknem krajobraz ułatwił mi wizualizowanie sobie przygód autorki :)

      Zdjęcie Elli Maillart zrobione w latach 30-tych.
      (źródło: www.literaturundkunst.net)

       

      WYZWANIE 2012
      Książki z mojej półki

      Cel: 20
      Przeczytanych: 9
      Zostało: 11

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      sobota, 08 września 2012 22:57
  • piątek, 07 września 2012
    • Bukareszt

      Stolica Rumunii z pewnością nie znalazłaby się na mojej subiektywnej liście dziesięciu najpiękniejszych miast Europy. Jej urok jest nienachalny i nieoczywisty. Ale jeśli nadarzy się okazja wizyty w Bukareszcie, należy dać temu miastu szansę i odkryć jego piękne strony.
      Dwa - trzy dni w zupełności do tego wystarczą :))

      Najważniejszą budowlą jest w Bukareszcie z pewnością Pałac Parlamentu, który można zwiedzać w zorganizowanych grupach z przewodnikiem w języku angielskim. Budowę pałacu, obecnie drugiej po Pentagonie pod względem wielkości budowli na świece, rozpoczęto w 1983 roku na życzenie ówczesnego rumuńskiego dyktatora Nicolae Ceauşescu. Pałac miał za zadanie sprostać gigantomanii przywódcy. Do dziś budowla nie została ukończona, a w użyciu jest ok. 70% pomieszczeń. Nie chcę podawać zbyt wielu informacji, możecie doczytać w zalinkowanym artykule z Wikipedii. W każdym razie miejsce to koniecznie należy zwiedzić będąc w Bukareszcie.

      Monstrualna budowla Pałacu od frontu.

       

      Widok z głównego tarasu. Na ten temat mam dwie anegdotki. Planując pałacową okolicę Ceauşescu spytał, jaka jest największa aleja w Europie, po czym zbudował ulicę o metr szerszą i o metr dłuższą niż Pola Elizejskie w Paryżu... A taras, z którego zrobiłam zdjęcie miał służyć dyktatorowi do pozdrawiania tysięcy zgromadzonych na widocznym placu ludzi. Ironia historii sprawiła, że on sam tego pomysłu zrealizować nie zdążył. Pierwszym, który w 1992 roku faktycznie przemówił z tego miejsca do tysięcy zgromadzonych był Michael Jackson. Przywitał on przybyłych słowami: "Hello Budapest"....

       

      A tak wyglądają wnętrza. Tony marmuru, złoceń i ogromne żyrandole. To tylko jedna z sal: największa sala balowa. Spełnienie marzeń każdej księżniczki :))

       

      Aby odpocząć po trudach zwiedzania tego kolosa, warto wybrać się na spacer po resztkach starego miasta, które ocalało po przebudowie miasta przez komunistów i powoli odzyskuje świetność. Wprawdzie sporo domów ciągle jeszcze straszy wybitymi oknami i odpadającym tynkiem, ale można znaleźć i świeżo wyremontowane perełki. Wśród nich, zazwyczaj ukryte w cieniu socjalistycznych bloków, stoją małe kościółki i cerkwie.
      Wieczorem, tak po dziewiętnastej, kiedy upał nieco zelżał (średnia temperatura podczas naszego pobytu to 35°C i bezchmurne niebo), uliczki starego miasta budzą się do życia. Knajpka przy knajpce (miłe urozmaicenie stanowią zraszacze, które spryskują gości wodną mgiełką), głośnia muzyka, setki młodych ludzi. Fantastyczna atmosfera i zabawa do białego rana. Naszym faworytem w kategorii napojów bezalkoholowych była "self made" lemoniada, którą można było dostać w każdym lokalu, w minimum pół litrowych dzbanach. PYCHA!

      Jedna z piękniejszych i bardziej reprezentacyjnych ulic starówki, prowadzi do najstarszej restauracji/browaru w mieście Caru cu bere (warto obejrzeć zdjęcia) i pozwala zwiedzającym je gościom  wyobrazić sobie, jak wyglądał Bukareszt sto lat temu.

       

       


      Jedna z najstarszych cerkwi w rumuńskiej stolicy. Piękna. Z tyłu znajduje się widoczny na drugim zdjęciu ogród, tam można schronić się w cieniu i odpocząć, albo się pomodlić. W tle klasztor, w którym mieszkają mniszki.

       

      Aleja prowadząca od Pałacu kończy się na Placu "Piata uniri". W jego centrum stoją monstrualne (jakżeby inaczej), choć wymagające renowacji fontanny. Z tego miejsca codziennie wieczorem w trasę wyruszają angielskojęzyczni przewodnicy. Dołączyć do nich można spontanicznie, bez wcześniejszej rezerwacji. Spacer trwa ok. dwóch godzin, przewodnik opowiada o mieście w języku angielskim, a grupy zwiedzających są bardzo multi-kulti :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Bukareszt”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 07 września 2012 17:59
  • poniedziałek, 03 września 2012
    • Wyższe sfery, Peter Hedges

      Powieść tę zakupiłam pod wpływem pozytywnych recenzji na blogach. I niestety, tym razem się rozczarowałam. Tzn. dramatu jakiegoś nie było, ale powieść wydała mi się nijaka i bez polotu. Jej lektura nic nie wniosła i równie dobrze, mogłabym ją sobie darować.

      Wyższe sfery to historia małżeństwa Tima i Kate. On jest nauczycielem historii, ona zajmuje się wychowaniem dwóch małych synków. Pewnego pięknego dnia Kate dostaje propozycję dobrze płatnej pracy i role małżonków się odwracają. Tim i Kate biedy wprawdzie nie klepią, ale zawsze mogłoby być lepiej. Mieszkają w przerażająco małym mieszkanku, położonym w "dobrej" dzielnicy Nowego Jorku i w sumie ich życie płynie powoli i zwyczajnie. Pewnego dnia do ogromnego domu w okolicy sprowadza się Anna Brody, milionerka (tudzież żona milionera), z którą ona chce się zaprzyjaźnić, a on przespać.

      Narratorami jest w tej powieści kilka osób. Głównie para głównych bohaterów, czyli Tim i Kate, ale czasem do głosu dochodzą m.in. nielubiana uczennica Tima czy sama Anna Brody. No i tak się miotają w tym trójkącie, czy może nawet czworokącie. Rozważają, gdybają, wartościują, ryzykują.... Mnie ta powieść nie przekonała. Albo zbyt głęboko autor ukrył drugie dno, albo go w tej książce zwyczajnie zabrakło, a to oznacza, że lekturę można sobie darować.

      Ocena: 3/6 

      WYZWANIE 2012
      Książki z mojej półki

      Cel: 20
      Przeczytanych: 8
      Zostało: 12

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 września 2012 18:35
  • wtorek, 28 sierpnia 2012
    • Lilith, Olga Rudnicka

      Wybrałam tę lekturę na czekający mnie lot z Berlina do Bukaresztu. Latanie nie należy do moich ulubionych metod podróżowania, więc potrzebowałam wciągającej lektury, która na dwie godziny przykułaby moją uwagę. I udało się!
      To moje drugie spotkanie z twórczością Olgi Rudnickiej i mam ochotę na więcej. Dobrze, że na półce w bibliotece widziałam pozostałe jej tytuły, to będę mogła sobie pofolgować :)

      Lilith, podobnie jak Natalii 5, to historia wyjątkowych kobiet. Tym razem nie pięciu, ale dwóch. Choć, jakby na upartego dobrze zacząć liczyć uwzględniając także bohaterki zmarłe tudzież mitologiczne, to nawet więcej niż pięć by się nazbierało...
      Trzydziestolatka Lidia przeprowadza się ze swoim mężem do odziedziczonego przez niego wielkiego i starego domu w niewielkiej miejscowości Lipniów. Lipniów może i jest niewielki, ale z pewnością nie jest taki, jak inne małe mieściny. Słynie bowiem z procesu czarownic, jaki odbył się tu przed wiekami oraz z krążących wokół tego miejsca legend i niezwykłych historii. Krótko po przeprowadzce ciężarna Lidka poznaje właścicielkę księgarni Edytę, z którą szybko się zaprzyjaźnia i która odkrywa przed nią sekrety Lipniowa. Nagle w okolicy miasteczka zaczynają ginąć młode dziewczyny, mąż Lidki zaczyna dziwnie się zachowywać, a ją samą dręczą koszmarne sny i nieuzasadniony niepokój...

      Rudnicka potrafi pisać! Tworzy interesujących bohaterów, liczne i niebanalne wątki, a wszystko podane lekkim piórem i w zaskakująco dobrym stylu. W dodatku autorka nie boi się tzw. męskich decyzji i raz po raz uśmierca kluczowych, zdawałoby się, bohaterów. Wybornie! Tylko zakończenie nieco mnie rozczarowało, bo takie na już i po łebkach. A tam był TAKI potencjał, żeby czytelnika troszkę dłużej w niepewności potrzymać....
      Biorąc pod uwagę niezwykle młody wiek autorki, można się tylko cieszyć na jej kolejne utwory i z radością oczekiwać następnej książkowej premiery!

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Lilith, Olga Rudnicka”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 sierpnia 2012 17:25
  • niedziela, 26 sierpnia 2012
    • Wschodnioeuropejskie koty

      Tydzień już minął od powrotu z naszych wakacyjnych wojaży. Czas więc zabrać się za nadrabianie blogowych zaległości. A plany mam ambitne. Przedstawię kilka miejsc, które odwiedziliśmy w krótkich relacjach, na napisanie czekają cztery recenzje przeczytanych książek, a stos urlopowych zdobyczy został sfotografowany i też będzie miał swoje pięć minut.
      Ale zacznę od kotów. Dawno, bo ponad rok, minął od umieszczenia ostatnich kocich zdjęć na tym blogu, czas to naprawić.
      Moim skrytym planem na jesień jest przejrzenie zdjęć z ostatniego roku i nadrobienie kocich zaległości. Póki co prezentuję koty najświeższe. Komentarz przy każdym zdjęciu pozwoli Wam, mniej więcej, zorientować się w naszej wakacyjnej trasie. Miłego oglądania!

      Kot sklepowy. Na jednej z uliczek bukaresztańskiej starówki ta dorodna trikolorka pilnowała wejścia do sklepu z używanymi ubraniami i dodatkami. Nawet dała się pogłaskać :)

       

      Kot portowy. Podczas podróży statkiem po Delcie Dunaju, a konkretniej podczas postoju wymuszonego koniecznością przesiadki, oczekiwanie na mniejszą łódź umilał nam ten szaro-biały, nad wyraz miziasty kocur.

       

      Kot barowy. W niewielkiej knajpce przy plaży, nie zważając na gości i obsługę, leniwie drzemał pod stołem ten oto osobnik. Dobranoc.

       

      A to już okolice Jałty. A konkretnie niewielki placyk, tuż przed windą na plażę... Ten kociak miał towarzysza, który niestety na mój widok umknął w krzaki i nie chciał się więcej pokazać. Może nie lubi natrętnych turystów....

       

      Tego samego dnia, chwilę później, podczas wędrówki plażą do domu natknęłam się na tę przepiękną kocią rodzinę. Był jeszcze drugi maluch, w identycznych jak matka barwach, ale jakoś nie zmieścił się już w kadrze, niestety. Były to niezwykle płochliwe, dzikie koty, które z zapartym tchem obserwowałam czekając na udane ujęcie. Jak widać - opłaciło się  :)

       

      Kot dworcowy. A może powinnam napisać kasowy? No nie wiem sama. Ten osobnik drzemał sobie w najlepsze (było w końcu już po 23:00) przed okienkiem kasy biletowej na dworcu autobusowym w Jałcie. Po tym jak go obudziłam pozował z gracją :)

       

      Kot domowy. Fantastyczny, puchaty mieszkaniec naszej jałtańskiej kwatery. Był biały, miał cudne żółte oczy i przychodził się miziać do gości... Idealny gospodarz!

       


      Kocie trio (Tak, dobrze liczycie. Trzeci kot zwiał.) okupujące trawnik w porcie w Simferopolu.
      Z dystansem. Ze spokojem. I zielenią w tle.

       

      Absolutna kocia GWIAZDA całej dzisiejszej serii. Gospodyni sklepu jubilerskiego mieszczącego się na głównym deptaku Odessy. Pilnie strzegła wejścia do sklepu, a licznym paparazzi (tak, nie byłam jedyna...) pozowała z dumą i odrobiną znudzenia - bo ileż można....

       


      Mijając liczne bramy i podwórza podczas spacerów po Odessie, warto było zaglądać do środka, gdyż dawało to szanse na spotkanie kocich mieszkańców. Cała trójka ze zdjęcia gospodarzyła na jednym podwórku...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wschodnioeuropejskie koty”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 sierpnia 2012 19:36
  • poniedziałek, 20 sierpnia 2012
    • Księga ogni, Jane Borodale

      Druga, po Siostrzycy powieść wydana przez Mała Kurkę, którą przeczytałam. Nie przeżyłam wprawdzie podczas lektury takich radości i uniesień jak to miało miejsce w trakcie czytania pierwszego kurczęcia, ale powieść ma ciekawą tematykę i warto po nią sięgnąć. W dodatku jest przepięknie wydana: elegancka, niemalże aksamitna czarna okładka z tajemniczą księgą oraz ozdobne strony sprawiają, że niezwykle przyjemnie się z Księgą ogni obcuje :))

      Jane Borodale przenosi czytelnika do małej wioski w hrabstwie Sussex, do roku 1752, gdzie poznajemy główna bohaterkę Agnes Trussel, młodą biedną dziewczynę, jakich wiele. Agnes mieszka z rodziną w niewielkiej chacie, pomaga matce w opiece nad licznym rodzeństwem, pracuje w gospodarstwie. I pewnie jej życie nie różniłoby sie niczym, od życia pozostałych mieszkańców wioski, gdyby nie "nieszczęście", które jej się przydarzyło w wyniku gwałtu. Postawiona przed wyborem: wyjść za mąż za znienawidzonego oprawcę i spędzić z nim resztę swoich dni, albo okryć hańbą całą swoja rodzinę. Agnes wybiera trzecie rozwiązanie i postanawia uciec do odległego i tajemniczego Londynu.
      Naiwna i niedoświadczona dziewczyna narażona jest na wiele niebezpeczeństw, ale szczęście jej sprzyja i od razu znajduje pracę u rzemieślnika pałającego się sztuką wyrobu fajerwerków. To nowe zajęcie zapewni Agnes nie tylko dach nad głową i pełny talerz, ale otworzy przed nią nowe możliwości i zmieni jej życie.

      Powieść ta jest kolejnym literackim dowodem na to, że czasem warto się odważyć, podjąć trudną decyzję i zdać się na łut szczęścia, bo można tylko na tym skorzystać :)

      Ocena: 5/6

      WYZWANIE 2012
      Książki z mojej półki

      Cel: 20
      Przeczytanych: 7
      Zostało: 13

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 sierpnia 2012 16:13
    • Papieżyca Joanna, reż. Sönke Wortmann

      Film ten miał swoją światową premierę w 2009 roku, więc do nowości nie należy. Miałam okazję zapoznać się z nim parę tygodni temu -  świetnie się wpisał w falę mojej fascynacji średniowieczem i ówczesnym życiem codziennym.

      Ta kooprodukcja (Hiszpania, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy) z wielkim rozmachem przybliża współczesnemu widzowi legendę niezwykłej kobiety, która stanęła ponoć ok. tysiąca lat temu na czele kościoła (ciekawy artkuł o tym w Wikipedii).
      Poznajemy Joannę jako małą dziewczynkę, niezwyklę mądrą i chłonną wiedzy. W tajemnicy uczy się czytać i podgląda starszych braci podczas nauki. Spotkanie pewnego mądrego mnicha sprawia, że Joanna, wraz z bratem, wysłana zostaje do szkoły i w ten sposób rozpoczyna się jej niezwykłe, dorosłe życie.  

      Trzy godziny filmu minęły mi jak z bicza strzelił i tylko zakończenie wydało mi się zbyt hollywoodzkie i nieco bez sensu. Generalnie dałam się porwać twórcom filmu i przeniosłam się w odległe, dzikie średniowiecze, gdzie kobietom nie wolno było się kształcić, a przedstawiciele władzy kościelnej mogli bezkarnie decydować o życiu i losie zwykłych ludzi.
      Pięknie oddane realia, wartka akcja, plejada dobrych europejskich aktorów. Cóż więcej mogę dodać? Polecam. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 sierpnia 2012 15:42
  • piątek, 27 lipca 2012
    • Dysonans, Ewa Stachniak

      Ta historia niezwykłego miłosnego trójkąta nie spodoba się każdemu, chociażby ze względu na niezwykle powolną akcję, wiele opisów i język stylizowany na dziewiętnastowieczny. Ale wielbicieli historii powieść ta może ponieść i oczarować - tak, jak uczyniła to ze mną.
      Głównymi bohaterami książki są pisarz Zygmunt Krasiński oraz dwie kobiety jego życia: kochanka Delfina Potocka oraz małżonka Eliza Branicka. Powoli poznajemy historię ich wzajemnej fascynacji oraz małżeństwa zawartego z rozsądku. Podczas wspólnie spędzonych wakacji w całej wyrazistości pojmujemy głębię uczuć, które targają bohaterami. I choć większość opisywanych drobnych wydarzeń i dialogów powstała dzięki wyobraźni autorki, to swoją wiedzę na temat bohaterów i czasu, w którym żyli, czerpała Ewa Stachniak głównie z listów Krasińskiego do Potockiej.

      Autorce udało się na kartach powieści odtworzyć świat, który od dawna już nie istnieje. Obudzić ducha dziewiętnastowiecznego patriotyzmu polskiej arystokracji na wygnaniu. Opisać Paryż oraz francuskie wybrzeże, które udzieliło schronienia uciekinierom. Z miłością do detalu opisywała suknie, bibeloty, wystrój wnętrz. Mnóstwo w powieści duchowych rozterek, emocjonalnych walk i przejmującej tęsknoty za krajem, za dzieckiem, za miłością....
      Idealna powieść na słoneczny leniwy dzień, którą można się rozkoszować.... Polecam.

      A tak wyglądały główne bohaterki dramatu (obrazki pochodzą z wikipedii i wikimedii):

         

       Delfina Potocka                                     Eliza z Branickich Krasińska

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dysonans, Ewa Stachniak”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 27 lipca 2012 14:23
    • Histeria, reż. Tanya Wexler

      Niebanalna komedia o powstaniu wibratora :)
      Tak przynajmniej głosi reklama filmu, który polecam wszystkim miłośnikom historycznych komedii.
      Główny bohater, młody i baaardzo przystojny lekarz Mortimer Granville nie potrafi na dłużej zagrzać miejsca w żadnej pracy, czego powodem są jego "rewolucyjne" poglądy medyczne, które nie podobają się starszym kolegom po fachu (jak chociażby elementarne zasady higieny, czyli mycie rąk...) Po wielu perypetiach trafia on do prywatnej praktyki doktora Roberta Dalrymple'a, specjalisty od chorób kobiecych. Szczególnie histerii, którą w dziewiętnastym wieku przypisywano ponad połowie kobiet z wyższych sfer, a leczyć próbowano ją między innymi operacyjnie, usuwając pacjentkom macicę...
      Jednak tak drastycznych metod nasz główny bohater nie stosuje. Wręcz przeciwnie sława przystojnego lekarza szybko obiega Londyn i już wkrótce pacjentki muszą czekać tygodniami na kolejny termin ... masażu ręcznego, który lekarz wykonuje na określonej części kobiecego ciała.
      Tak, tak krótko mówiąc doprowadza szacowne damy z wyższych sfer do orgazmu za pieniądze :)

      Mortimer dostaje pracę, mieszkanie i widoki na żonę - jedną z córek doktora Dalrymple'a, piękną, wrażliwą, dobrze wychowaną, dbającą o dom Emmę.... I wszystko byłoby super, gdyby nie druga córka w domu Dalrymple'ów. Charlotte jest mianowicie kompletnym przeciwieństwem swojej siostry. Marzy o studiach i prawie wyborczym dla kobiet, nie dba za bardzo o swój strój i fryzurę, a cały swój czas spędza opiekując się chorymi i potrzebującymi robotnikami... W dodatku nie trzepocze rzęsami na widok Mortimera, za to wymusza na nim pomoc dla swoich podopiecznych i nieustannie wciąga w różnorodne dyskusje...

      W filmie znajdziemy jeszcze kilka innych, równie barwnych postaci, jak na przykład najlepszy przyjaciel Mortimera - milioner i wynalazca Edmund. Pomimo niezwykle lekkiej fabuły, film porusza kilka bardzo istotnych społecznych kwestii i wiele z nich krytykuje. Reasumując Histeria to gwarancja świetnej rozrywki na wysokim poziomie. POLECAM!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Histeria, reż. Tanya Wexler”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 27 lipca 2012 11:09

Zakładki

Kanał informacyjny