Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • piątek, 30 września 2011
    • Za worek kości, Lluis-Anton Baulenas

      Mimo wyświechtanego zapewnienia na okładce, że "To nie przypadek, że porównuje się autora do Carlosa Ruisa Zafóna." powieść ta jest naprawdę warta polecenia (pomijam fakt, że klimatu Zafóna u Baulenasa nie znalazłam ani odrobinki). Dla miłośników historii i Hiszpanii, to po prostu mus.

      Napisana prostym, momentami bardzo szczerym, wręcz brutalnym, językiem jest to opowieść o dorastaniu w wyjątkowo trudnych czasach, o chęci odwetu, o zemście. Wydarzenia przedstawione w książce mają miejsce za czasów reżimu generała Franco, a dokładniej w latach czterdziestych ubiegłego wieku. Narracja przebiega dwutorowo: narrator i zarazem główny bohater, Genís Aleu, opowiada o swoim dzieciństwie, któremu beztroskę odbiera nieobecnośc ojca oraz pobyt chłopca w kościelnym sierocińcu. Wspomnienia te przeplatają się z relacją dorosłego, dwudziestoparoletniego, Genisa, żołnierza Legii, który w 1949 roku wyrusza do miejscowości Miranda de Ebro, aby spełnić obietnicę złożoną ojcu na łożu śmierci. Nie wie, że tam, na końcu świata, spotka go przeznaczenie...

      Książka ma prostą, nieskomplikowaną akcję. Jej olbrzymim atutem jest w moich oczach świetnie zarysowane tło historyczne. Mnóstwo informacji o okrucieństwach i absurdach życia w Hiszpanii za czasów reżimu. Dwa główne motywy to: fakt istnienia tam obozów koncentracyjnych, w których więziono przeciwników systemu, albo po prostu tych, którzy mieli pecha oraz informacja o handlowaniu dziećmi, których rodzice zostali zabici lub byli więzieni przez reżim (noworodki odbierano matkom tuż po urodzeniu). Tutaj jest link do artykułu na ten temat opublikowanego w Wyborczej. Są to karty hiszpańskiej historii, które przeciętnemu Polakowi są raczej mało znane. Przyznam, że niełatwo mi było dopisać do moich wyobrażeń o uśmiechniętych i wyluzowanych Hiszpanach te fragmenty ich bolesnej przeszłości.


      A książkę gorąco polecam!

      Ocena: +5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 30 września 2011 18:02
  • czwartek, 29 września 2011
    • Car Brooklynu, Ulrich Schmid

      Powieść ta jest bardzo rosyjska w klimacie, mimo, że jej autor jest Szwajcarem. A dokładnie szwajcarskim dziennikarzem, który był zagranicznym korespondentem gazety "Neue Züricher Zeitung", m.in. także w Rosji. Miał więc, jak sądzę, okazję poznać rosyjską duszę oraz specyfikę Moskwy i jej mieszkańców.

      Główny bohater powieści, Sasza, jest moskiewskim dziennikarzem, który wygrywa konkurs i w nagrodę leci na dwa tygodnie do Nowego Jorku, by tam opisać życie rosyjskich emigrantów. Nieco naiwnie i nieostrożnie nawiązuje Sasza nowe znajomości, które kończą się powiązaniami z mafią. Po powrocie do Moskwy dostaje wiadomość, że główny bohater jego arykułu nie żyje, a jego żona zniknęła. Na zaproszenie swojej amerykańskiej kochanki Sasza wraca do Stanów, by złożyć zeznanie na policji, a to tylko pogarsza jego osobistą sytuację. Mafia depcze mu po piętach, partnerka wyrzuca go z domu i w dodatku traci pracę....

      Baaardzo długo, bo kilka tygodni, miałam tę książkę "w czytaniu". Ale taki właśnie jest jej klimat: powolny, szczegółowy, lekko filozoficzny. Momentami nieco nudnawy, ale co szczególnie mi się podobało, to bardzo trafne, często kąśliwe, obserwacje, np. na temat grubych Amerykanów. Dla osób lubiących "rosyjskie klimaty" i nie pragnących szczególnie wartkiej akcji, tylko leniwie płynącej opowieści, jest to lektura godna polecenia.

      Ocena:+4/6 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      czwartek, 29 września 2011 11:04
  • sobota, 03 września 2011
    • Trzynasta opowieść, Diane Setterfield

      Trudno mi uwierzyć, że dopiero teraz, w dodatku zupełnym przypadkiem, książka ta wpadła w moje ręce. Jestem nią absolutnie zachwycona i oczarowana - a w związku z brakiem jakiejkolwiek krytyki nie bardzo zdolna do recenzji. Diane Setterfield zabrała mnie, podobnie jak tysiące innych czytelników, w cudowną podróż i to bez wampirów, magii czy budowania winnic. Wystarczył jej piękny, plastyczny język (BRAWA dla tłumaczki) i mocne oparcie warsztatu na najlepszych angielskich wzorcach - echo "Wichrowych Wzgórz" czy "Jane Eyre" wyziera z każdej strony "Trzynastej opowieści". 

      A o co chodzi? O książki. O miłość do nich i sztukę pisania. To w pierwszej kolejności. A w drugiej o przejmującą i dramatyczną historię małej dziewczynki i jej siostry bliźniaczki... Tak w skrócie, oczywiście.

      Margaret Lea młoda, początkująca biografka, córka właściciela antykwariatu, w którym sama pracuje, zostaje zaproszona do współpracy. Jej zadaniem jest spisanie biografii najpopularniejszej i jednocześnie najbardziej tajemniczej autorki wszech czasów Vidy Winter. Margaret odwiedza pannę Winter w jej położonym na kompletnym odludziu, wśród rozległych wrzosowisk, olbrzymim domu. Tam, w ogromnej bibliotece, przy huczącym w kominku ogniu, słucha niezwykłej opowieści z ust samej autorki, by potem w zaciszu sypialni spisać kolejne rozdziały czerwonym ołówkiem. Z upływem kolejnych dni Margaret staje się nierozerwalną częścią tej historii.

      Zresztą: kto czytał, pewnie przyzna mi rację, a kto nie czytał, czym prędzej powinien!

      P.S. Wyczytałam w necie, że autorka od 2006 roku pracuje nad kolejną powieścią - trzymam kciuki, by niebawem skończyła...

      Ocena: 6/6 (bez jakichkolwiek wątpliwości :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Trzynasta opowieść, Diane Setterfield”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      sobota, 03 września 2011 14:49
    • Słońce na miedzy. U Pana Boga na Podlasiu, Józef Rybiński

      Książka ta wpadła mi w oko w księgarni w Gołdapi. Moją uwagę przyciągnęła słoneczna okładka i perspektywa opowieści o Podlasiu, na które się wybieraliśmy. Opis na obwolucie zachęcał: "Plastyczny i wyjątkowo sugestywny opis codziennego dnia zwykłego mieszkańca Podlasia przywodzi na myśl magiczny świat dzieciństwa. Uczestniczymy w podróży po powiecie sokólskim i jego "długich wioskach" z wianuszkiem drzew: jabłoni, czereśni i wiśni. Poznajemy bardzo urokliwy zwyczaj sadzenia drzew owocowych, które były swoistym tabu, świętością nawet. Urzekają portrety ludzi, zawsze serdecznych, otwartych i ciepłych. Pośród przyjaznych dusz można przywołać obraz pełen słodyczy najsmaczniejszych na świecie gruszek i śliwek zerwanych z sadu oraz zapachu pierwszej odwalonej skiby na wiosnę." Sielanka po prostu.

       

      Dałam się skusić i kupiłam. Po fakcie dopiero doczytałam we wstępie, że nie są to oryginalne wspomnienia wydane jeszcze za życia autora ("Słońce na miedzy" I i II), ale zapiski "odnalezione po latach" przez jego córkę. Takie niestety też sprawiają wrażenie: niepowiązane ze sobą luźne opowieści, w których chronologii i obsadzie ciężko się połapać. Zwłaszcza bałagan czasowy oraz brak szerszego kontekstu uniemożliwia czytelnikowi uporządkowanie tych wspomnień. Podejrzewam, że autor sam te teksty wysortował z poprzednich dwóch wydań i pewnie miał ku temu swoje powody. Szkoda, niektóre (te bardziej zrozumiałe) fragmenty czytało się przyjemnie, między innymi wspomniane w cytowanym fragmencie zwyczaje i tradycje związane z hodowlą drzew owocowych. Zachęciły mnie one do poszukiwań dwóch pierwszych tomów "Słońca na miedzy". Dopiero wtedy powstanie całość, którą będę w stanie ocenić.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      sobota, 03 września 2011 14:12

Zakładki

Kanał informacyjny