Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • wtorek, 28 sierpnia 2012
    • Lilith, Olga Rudnicka

      Wybrałam tę lekturę na czekający mnie lot z Berlina do Bukaresztu. Latanie nie należy do moich ulubionych metod podróżowania, więc potrzebowałam wciągającej lektury, która na dwie godziny przykułaby moją uwagę. I udało się!
      To moje drugie spotkanie z twórczością Olgi Rudnickiej i mam ochotę na więcej. Dobrze, że na półce w bibliotece widziałam pozostałe jej tytuły, to będę mogła sobie pofolgować :)

      Lilith, podobnie jak Natalii 5, to historia wyjątkowych kobiet. Tym razem nie pięciu, ale dwóch. Choć, jakby na upartego dobrze zacząć liczyć uwzględniając także bohaterki zmarłe tudzież mitologiczne, to nawet więcej niż pięć by się nazbierało...
      Trzydziestolatka Lidia przeprowadza się ze swoim mężem do odziedziczonego przez niego wielkiego i starego domu w niewielkiej miejscowości Lipniów. Lipniów może i jest niewielki, ale z pewnością nie jest taki, jak inne małe mieściny. Słynie bowiem z procesu czarownic, jaki odbył się tu przed wiekami oraz z krążących wokół tego miejsca legend i niezwykłych historii. Krótko po przeprowadzce ciężarna Lidka poznaje właścicielkę księgarni Edytę, z którą szybko się zaprzyjaźnia i która odkrywa przed nią sekrety Lipniowa. Nagle w okolicy miasteczka zaczynają ginąć młode dziewczyny, mąż Lidki zaczyna dziwnie się zachowywać, a ją samą dręczą koszmarne sny i nieuzasadniony niepokój...

      Rudnicka potrafi pisać! Tworzy interesujących bohaterów, liczne i niebanalne wątki, a wszystko podane lekkim piórem i w zaskakująco dobrym stylu. W dodatku autorka nie boi się tzw. męskich decyzji i raz po raz uśmierca kluczowych, zdawałoby się, bohaterów. Wybornie! Tylko zakończenie nieco mnie rozczarowało, bo takie na już i po łebkach. A tam był TAKI potencjał, żeby czytelnika troszkę dłużej w niepewności potrzymać....
      Biorąc pod uwagę niezwykle młody wiek autorki, można się tylko cieszyć na jej kolejne utwory i z radością oczekiwać następnej książkowej premiery!

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Lilith, Olga Rudnicka”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 sierpnia 2012 17:25
  • niedziela, 26 sierpnia 2012
    • Wschodnioeuropejskie koty

      Tydzień już minął od powrotu z naszych wakacyjnych wojaży. Czas więc zabrać się za nadrabianie blogowych zaległości. A plany mam ambitne. Przedstawię kilka miejsc, które odwiedziliśmy w krótkich relacjach, na napisanie czekają cztery recenzje przeczytanych książek, a stos urlopowych zdobyczy został sfotografowany i też będzie miał swoje pięć minut.
      Ale zacznę od kotów. Dawno, bo ponad rok, minął od umieszczenia ostatnich kocich zdjęć na tym blogu, czas to naprawić.
      Moim skrytym planem na jesień jest przejrzenie zdjęć z ostatniego roku i nadrobienie kocich zaległości. Póki co prezentuję koty najświeższe. Komentarz przy każdym zdjęciu pozwoli Wam, mniej więcej, zorientować się w naszej wakacyjnej trasie. Miłego oglądania!

      Kot sklepowy. Na jednej z uliczek bukaresztańskiej starówki ta dorodna trikolorka pilnowała wejścia do sklepu z używanymi ubraniami i dodatkami. Nawet dała się pogłaskać :)

       

      Kot portowy. Podczas podróży statkiem po Delcie Dunaju, a konkretniej podczas postoju wymuszonego koniecznością przesiadki, oczekiwanie na mniejszą łódź umilał nam ten szaro-biały, nad wyraz miziasty kocur.

       

      Kot barowy. W niewielkiej knajpce przy plaży, nie zważając na gości i obsługę, leniwie drzemał pod stołem ten oto osobnik. Dobranoc.

       

      A to już okolice Jałty. A konkretnie niewielki placyk, tuż przed windą na plażę... Ten kociak miał towarzysza, który niestety na mój widok umknął w krzaki i nie chciał się więcej pokazać. Może nie lubi natrętnych turystów....

       

      Tego samego dnia, chwilę później, podczas wędrówki plażą do domu natknęłam się na tę przepiękną kocią rodzinę. Był jeszcze drugi maluch, w identycznych jak matka barwach, ale jakoś nie zmieścił się już w kadrze, niestety. Były to niezwykle płochliwe, dzikie koty, które z zapartym tchem obserwowałam czekając na udane ujęcie. Jak widać - opłaciło się  :)

       

      Kot dworcowy. A może powinnam napisać kasowy? No nie wiem sama. Ten osobnik drzemał sobie w najlepsze (było w końcu już po 23:00) przed okienkiem kasy biletowej na dworcu autobusowym w Jałcie. Po tym jak go obudziłam pozował z gracją :)

       

      Kot domowy. Fantastyczny, puchaty mieszkaniec naszej jałtańskiej kwatery. Był biały, miał cudne żółte oczy i przychodził się miziać do gości... Idealny gospodarz!

       


      Kocie trio (Tak, dobrze liczycie. Trzeci kot zwiał.) okupujące trawnik w porcie w Simferopolu.
      Z dystansem. Ze spokojem. I zielenią w tle.

       

      Absolutna kocia GWIAZDA całej dzisiejszej serii. Gospodyni sklepu jubilerskiego mieszczącego się na głównym deptaku Odessy. Pilnie strzegła wejścia do sklepu, a licznym paparazzi (tak, nie byłam jedyna...) pozowała z dumą i odrobiną znudzenia - bo ileż można....

       


      Mijając liczne bramy i podwórza podczas spacerów po Odessie, warto było zaglądać do środka, gdyż dawało to szanse na spotkanie kocich mieszkańców. Cała trójka ze zdjęcia gospodarzyła na jednym podwórku...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wschodnioeuropejskie koty”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 sierpnia 2012 19:36
  • poniedziałek, 20 sierpnia 2012
    • Księga ogni, Jane Borodale

      Druga, po Siostrzycy powieść wydana przez Mała Kurkę, którą przeczytałam. Nie przeżyłam wprawdzie podczas lektury takich radości i uniesień jak to miało miejsce w trakcie czytania pierwszego kurczęcia, ale powieść ma ciekawą tematykę i warto po nią sięgnąć. W dodatku jest przepięknie wydana: elegancka, niemalże aksamitna czarna okładka z tajemniczą księgą oraz ozdobne strony sprawiają, że niezwykle przyjemnie się z Księgą ogni obcuje :))

      Jane Borodale przenosi czytelnika do małej wioski w hrabstwie Sussex, do roku 1752, gdzie poznajemy główna bohaterkę Agnes Trussel, młodą biedną dziewczynę, jakich wiele. Agnes mieszka z rodziną w niewielkiej chacie, pomaga matce w opiece nad licznym rodzeństwem, pracuje w gospodarstwie. I pewnie jej życie nie różniłoby sie niczym, od życia pozostałych mieszkańców wioski, gdyby nie "nieszczęście", które jej się przydarzyło w wyniku gwałtu. Postawiona przed wyborem: wyjść za mąż za znienawidzonego oprawcę i spędzić z nim resztę swoich dni, albo okryć hańbą całą swoja rodzinę. Agnes wybiera trzecie rozwiązanie i postanawia uciec do odległego i tajemniczego Londynu.
      Naiwna i niedoświadczona dziewczyna narażona jest na wiele niebezpeczeństw, ale szczęście jej sprzyja i od razu znajduje pracę u rzemieślnika pałającego się sztuką wyrobu fajerwerków. To nowe zajęcie zapewni Agnes nie tylko dach nad głową i pełny talerz, ale otworzy przed nią nowe możliwości i zmieni jej życie.

      Powieść ta jest kolejnym literackim dowodem na to, że czasem warto się odważyć, podjąć trudną decyzję i zdać się na łut szczęścia, bo można tylko na tym skorzystać :)

      Ocena: 5/6

      WYZWANIE 2012
      Książki z mojej półki

      Cel: 20
      Przeczytanych: 7
      Zostało: 13

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 sierpnia 2012 16:13
    • Papieżyca Joanna, reż. Sönke Wortmann

      Film ten miał swoją światową premierę w 2009 roku, więc do nowości nie należy. Miałam okazję zapoznać się z nim parę tygodni temu -  świetnie się wpisał w falę mojej fascynacji średniowieczem i ówczesnym życiem codziennym.

      Ta kooprodukcja (Hiszpania, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy) z wielkim rozmachem przybliża współczesnemu widzowi legendę niezwykłej kobiety, która stanęła ponoć ok. tysiąca lat temu na czele kościoła (ciekawy artkuł o tym w Wikipedii).
      Poznajemy Joannę jako małą dziewczynkę, niezwyklę mądrą i chłonną wiedzy. W tajemnicy uczy się czytać i podgląda starszych braci podczas nauki. Spotkanie pewnego mądrego mnicha sprawia, że Joanna, wraz z bratem, wysłana zostaje do szkoły i w ten sposób rozpoczyna się jej niezwykłe, dorosłe życie.  

      Trzy godziny filmu minęły mi jak z bicza strzelił i tylko zakończenie wydało mi się zbyt hollywoodzkie i nieco bez sensu. Generalnie dałam się porwać twórcom filmu i przeniosłam się w odległe, dzikie średniowiecze, gdzie kobietom nie wolno było się kształcić, a przedstawiciele władzy kościelnej mogli bezkarnie decydować o życiu i losie zwykłych ludzi.
      Pięknie oddane realia, wartka akcja, plejada dobrych europejskich aktorów. Cóż więcej mogę dodać? Polecam. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 sierpnia 2012 15:42

Zakładki

Kanał informacyjny