Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • piątek, 29 lipca 2011
    • Żniwo gniewu, Lucie Di Angeli-Ilovan

      Dostałam tę książkę jako spóźniony prezent urodzinowy - dziękuję Natalko! Z listy zawierającej kilka nieznanych mi tytułów mogłam sobie wybrać jeden. Z pomocą opisów w księgarni internetowej zdecydowałam się szybko i strzeliłam w dziesiątkę!


      Powieść Lucie Di Angeli-Ilovan zawiera wszystkie elementy, które stanowią dla mnie o dobrej książce. Autorka opisuje wojenne losy dwóch młodych kobiet, które wygnane z Kresów wyruszają na wojenną tułaczkę. Dwie siostry: Maruszka, wdowa po polskim oficerze z dwójką małych dzieci i Kaszmira, której męża Szuryka, Żyda i komunistę, Niemcy zabili na początku wojny, mogą liczyc jedynie na siebie nawzajem i szczęście, które mimo wojennej niedoli ich nie opuszcza. Obie uciekają przed sowietami ze swoich domów położonych na wileńszczyźnie, ich celem jest dwór rodziny Zygmunta, męża Maruszki, położony niedaleko Krakowa. Dotarcie tam zajmie im kilka lat. Będą mieszkać w obcym "pożydowskim" domu, pracować przymusowo u Niemców, i spędzać niezliczone godziny na dworcach i peronach. Spotkają na swojej drodzie wielu ludzi, dobrych i okrutnych, Niemców, Żydów, Polaków, Rosjan, Ukraińców - wszyscy wbrew własnej woli zostali wciągnięci w machinę wojenną i na swój sposób próbują przeżyć.


      Historię opowiada Magda, córka jednej z sióstr, która po śmierci matki otrzymuje w spadku pamiętniki, listy i fotografie, a wraz z nimi historię swoją i swojej rodziny, której matka nie miała odwagi sama jej opowiedzieć. Tak o "Żniwie gniewu" pisze Nina Terentiew: "Ta książka zawiera doświadczenia, które były udziałem tysięcy anonimowych kobiet rzuconych w czasie wojny na szlak wędrówki z polskich Kresów często donikąd. Takie historie nadal przechowuje się w wielu polskich domach. Chociaż to mężczyźni wywołują i prowadzą wojny,najwyższe rachunki płacą za nie kobiety. Może dlatego rzadko mamy okazję śledzić wojenne wydarzenia ich oczmi. Lucie Di Angeli-Ilovan tworzy swą narrację ze szczegółów, które zwykle uchodzą uwagi; za smaków, zapachów, ulotnych wrażeń. Ale jest to również książka o cierpieniu, wytrwałości i nadziei oraz o niezwykłej sile kobiet. I dlatego z całego serca polecam tę powieść." (Tekst pochodzi z okładki książki)


      Cóż, polecam i ja.


      Ocena: +5/6 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 29 lipca 2011 10:27
  • środa, 27 lipca 2011
    • Kino multi-kulti

      Dawno nie pisałam o filmie, a dziś chciałabym wspomnieć o dwóch tytułach, które w ostatnich dniach kompletnie mnie porwały i zachwyciły. Obydwa filmy to komedie produkcji francuskiej, które powstały w 2010 roku. Są bardzo zabawne, ale przy sporej dawce rozrywki zawierają także ziarenka goryczy, momentami prawie niewyczuwalne, momentami dominujące. Ta goryczka ma związek z tematem przewodnim filmów, czyli z emigrantami, w obydwu przypadkach, z Algierii, którzy żyjąc we Francji i posiadając obywatelstwo tego kraju nie czują się pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, któremu rzekomo przyświecają: "wolność, równość i braterstwo". Ale bez obaw. To nie są poprawne politycznie, pełne schematów filmy pokazujące tylko jedną stronę medalu. Wręcz przeciwnie. W lekki i niewymuszony sposób poruszają ważne kwestie, stawiając pytania i prowokując. Dla mnie bomba :))

       

      Pierwszy film nosi polski tytuł "Po nazwisku", który, moim zdaniem nie został wybrany zbyt szczęśliwie. Tytuł orginalny brzmi "Le nom de gens", podobnie przetłumaczono go na niemiecki: "Der Name der Leute", czyli w sumie powinno być "Imię ludzi" albo "Nazwisko ludzi". Zresztą zostawmy tytuł, bo nie o niego przecież chodzi, ale o film. Wyreżyserował go Michele Leclerc, a w rolach głównych wystąpili genialna Sara Forestier (na zdjęciu poniżej podczas akcji ratowania krabów) oraz Jacques Gamblin. Portal stop klatka, tak pisze o filmie: "Bahia Benmahmoud jest wojowniczką współczesnych czasów. Ta młoda wyzwolona kobieta silnie zaangażowana w ruchy socjalistyczne, święcie wierzy w swoje opinie polityczne. Tak bardzo, że nie waha się przed chodzeniem do łóżka z prawicowymi mężczyznami, których chce przekonać do swoich racji. Zwykle jej się to udaje. Aż do dnia, w którym spotyka Arthura Martina, niczym nie wyróżniającego się czterdziestolatka. Bahia myśli, że skoro nosi takie nazwisko, Arthur musi mieć pociąg do faszyzmu. Bardzo się myli!"

      Tyle o treści filmu w zarysie, w rzeczywistości zawiera on wiele płaszczyzn, które splatają sie w jeden spójny i barwny obraz współczesnego francuskiego społeczeństwa, którego sporą część stanowią emigranci. Ponadto film w lekki sposób zahacza o poważny temat, mianowicie o narodową tożsamość i rolę, jaką w życiu każdego człowieka odgrywa - mniej lub bardziej świadomie - pochodzenie. Co stanowi o tym, że się jest Francuzem, Polakiem czy Algierczykiem? Miejsce urodzenia, kraj pochodzenia rodziców, ojczysty język, a może już narodowość dziadków jest decydującym wyznacznikiem? Po raz kolejny uświadomiłam sobie jak głupi potrafią być ludzie i że dla wielu pozory znaczą najwięcej...

                 

       

      Nie znalazłam niestety polskiego tytułu drugiej komedii. Po francusku nazywa się ona "L'Italien" a po niemiecku "Fasten auf italienisch" czyli "Post po włosku". Dla ciekawych zalinkowałam stronę z niemieckim trailerem. W rolę głównego bohatera wcielił się znany z filmu "Jeszcze dalej niż Północ" czyli "Bienvenue chez les Ch'tis" (2008) Kad Merad, którego powoli zaczynam bezwarunkowo kochać :) Jego bohater to Mourad Ben Saoud vel Dino Fabrizzi, czterdziestokilkuletni przystojny Francuz pochodzenia algierskiego, który nie mogąc znaleźć pracy i mieszkania pod prawdziwym nazwiskiem w Marsylii, przeprowadza się do Nicei i rozpoczyna błyskotliwą karierę handlarza luksusowych samochodów podając sie przy tym za Włocha. Swojej rodzinie, mieszkającej nadal w Nicei, opowiada, że dostał świetną pracę w Rzymie. Przez kilka lat jego świat zbudowany na kłamstwach funkcjonuje, przy odrobinie wysiłku, idealnie i nikt, ani rodzice, ani przyjaciółka czy szef nie podejrzewają nawet, że Dino to tak naprawdę Mourad, a Mourad na co dzień jest szarmanckim Włochem. Do czasu... Komedia nie byłaby komedią, gdyby z takim trudem budowany domek z kart w pewnym momencie nie runął. Ojciec Mourada, pobożny muzułmanin, dostał zawału serca i podczas rekonwalescencji nie może przestrzegać zasad ramadanu, gdyż to zagrażałoby jego życiu. Prosi więc syna o poszczenie w jego imieniu, a ten, dotąd raczej ateista, postanawia spełnić prośbę. Nieoczekiwanie dla samego siebie odkrzwa głębszy sens modlitwy i powoli odnajduje drogę do swojego prawdziwego ja. Jednak jego dziwne zachowanie podczas ramadanu sprawia, że jego podwójne życie wychodzi na jaw.... Film cudownie zagrany i przyjemny w odbiorze porusza, podobnie jak poprzedni, szereg ważnych tematów związanych z pochodzeniem, tożsamością i szczerością wobec samego siebie.

      Oba filmy oglądałam w kinie w Niemczech i nie wiem, czy można je zobaczyć w Polsce. Ale w sumie, od czego jest internet :) Gorąco je polecam - warto się potrudzić i poszukać.                   

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 27 lipca 2011 20:55
  • poniedziałek, 11 lipca 2011
    • Malarz cieni, Esteban Martin

      Różne krążą na temat tej książki opinie wśród jej czytelników. Generalnie, jak to zwykle bywa, część z nich jest zachwycona, reszta zdegustowana. Cóż, ja przyznam bez bicia, że należę do tej pierwszej grupy i wcale się tego nie wstydzę :))

      Powieść podzielona jet na dwie części, które diametrialnie się od siebie różnią: stylem, osobą narratora oraz dynamiką i charakterem opisywanych zdarzeń. I to mnie w Malarzu cieni najbardziej urzekło: niesamowita zdolność autora do konstruowania zupełnie odmiennych stylów narracji. Całość dzieje się na początku ubiegłego stulecia w Barcelonie. Poznajemy młodego malarza, Pabla Picassę, który świadomy swojego ogromnego talentu, sprzeciwia się klasycznemu pojmowaniu malarstwa i poszukując własnej artystycznej drogi oddaje się uciechom nocnego życia w towarzystwie przyjaciół. Młody malarz zakochuje się w pięknej prasowaczce, która chwilę później znika mu z oczu, by pojawić się ponownie w niespodziewanych okolicznościach. Krótko potem w mieście dochodzi do brutalnych morderstw prostytutek, które były zaprzyjaźnione z Picassem. Oskarżony o morderstwo malarz ląduje w więzieniu...

      [KURTYNA ]

      Uważam, że autor ciekawie oddał panującego ówcześnie ducha przemian, który zmuszał artystów do poszukiwań, a dla "zwykłych" ludzi był zapowiedzią nowych czasów... Przekonała mnie także stanowiąca oś pierwszej części próba rekonstrukcji młodości Picassa.

      [KURTYNA ] Część druga, to opis śledztwa prowadzonego przez (jakżeby inaczej) Sherlocka Holmesa i jego pomocnika, tudzież przez pierwowzory tychże postaci. Styl narracji staje się bardzo angielski i w sumie mamy do czynienia z klasycznym kryminałem. Dodam jeszcze, że poszukiwanym zabójcą, jest nikt inny, jak słynny Kuba Rozpruwacz :)) 
      W necie znalazłam opinie, że jest to przesadzone, że za duzo pomieszanych postaci i w ogóle bez sensu. Jednak po przeczytaniu posłowia autora, który przyznaje, że zwyczajnie zaryzykował i świadomie sięgnął po bohaterów - instytucje, przyznaję, że mnie przekonał. Swoją książką Martin dostarcza przedniej rozrywki bawiąc się konwencjami i prowokując. Mnie się podobało.

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Malarz cieni, Esteban Martin”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lipca 2011 15:59
  • poniedziałek, 04 lipca 2011
    • Anioły powodzi, Joanna Hines

      Anioły powodzi - tak nazywani byli młodzi ochotnicy z całej Europy, którzy po ogromnej powodzi we Florencji jesienią 1966 roku, licznie przybywali do miasta, aby pomóc w jego porządkowaniu i ratowaniu bezcennych dzieł sztuki. Właśnie wśród wesołej grupy takich pomocników spędzały swój czas także Kate i Francesca. Dwie dziewczyny, które połączyła przyjaźń, mimo, że wiele je różniło. Przyjaciołom dni upływają na ciężkiej pracy, ale i na imprezowaniu, kochaniu i zabawie. Niestety cudowne miesiące włoskiego dolce vita brutalnie przerywa tragiczna śmierć Franceski.

      Po dwudziestu latach Kate, uznana konserwatorka sztuki, otrzymuje do naprawy dwa cenne obrazy, na których zaszyfrowana jest wiadomość - zaproszenie do rodzinnej posiadłości Franceski, które zostało przysłane przez siostrę zmarłej przyjaciółki - Simonę. Wyjazd Kate do Włoch stanowi preludium do wyjaśnienia tajemnic sprzed lat....

      Powieść jakich wiele. Miła, lekka, przyjemna. Ze względu na włoskie klimaty będzie dobrą lekturą na wakacje. Ale to chyba tyle. Niedługo o niej zapomnę.

      Ocena: 3/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Anioły powodzi, Joanna Hines ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 lipca 2011 09:49
  • piątek, 01 lipca 2011
    • Jarmark odmieńców, Katherine Dunn

      To jest książka inna niż wszystko, co do tej pory przeczytałam. Jednak nie wzbudziła ona we mnie zachwytu, tylko odrazę i wstręt. Oraz wątpliwości: w jakim celu powstała powieść, która momentami jest obrzydliwa i okrutna do bólu?

      Według lakonicznej informacji na okładce powieść przedstawia losy cyrkowej rodziny Biniewskich, która swoim wozem przemierza Amerykę wzdłóż i wszerz. Rodzice, którzy fizycznie są "normalni", bardzo się postarali, aby ich dzieci normalne nie były i mogły występować jako atrakcje w rodzinnym cyrku. W czasie ciąży pani Biniewska poddawała się szeregowi chemicznych i pseudomedycznych eksperymentów męża, które miały na celu uszkodzenie płodów i narodziny "niezwykłych dzieci" (już sam ten pomysł jest chory, a to dopiero początek) I tak w skład trupy wchodzą śpiewające siostry syjamskie, Arty - człowiek wodnik, który zamiast kończyn ma płetwy oraz karlica albinoska (narratorka powieści). W słoikach z naftaliną podróżuje z nimi jeszcze kilkoro rodzeństwa, zmarłych we wczesnym dzieciństwie wskutek swoich deformacji. Pewnego dnia na świat przychodzi się Kurczak, chłopiec, który na pierwszy rzut oka jest normalny i niczym się nie różni od zwykłych ludzi. Szybko się jednak okazuje, że jego talent przewyższa zdolności rodzeństwa, a sam Kurczak ma szanse zostać największą gwiazdą cyrku. 

      Opowieść Oly, karlicy-albinoski, toczy się dwutorowo. Wspomnienia z czasów młodości spędzonej z rodziną przeplatają się z opisem samotnej codzienności Oly czterdziestoparoletniej, która mieszka w pensjonacie ze starą schorowaną matka oraz piękną córką Mirandą, której jedynym defektem jest ogonek. Pewnego dnia na horyzoncie pojawia się tajemnicza milionerka o dziwnych skłonnościach, która składa Mirandzie ofertę nie do odrzucenia... Więcej zdradzać nie będę, bo i tak już można było się pogubić w zawiłej fabule.

      Powieść Dunn jest opisem rzeczywistości jak z krzywego zwierciadła. Mnóstwo w niej bólu, nienawiści i bezsensownie zadawanego cierpienia. Człowiek wodnik zdobywa kontrolę na całą rodziną i postępując jak pan życia i śmierci przeprowadza na rodzeństwie chore eksperymenty. Dotatkowo jest on przywódcą storzonej przez siebie sekty artutrian, której członkowie dobrowolnie poddają się amputacji kolejnych kończyn, aby dostąpić oczyszczenia....
      W książce jest jeszcze mnóstwo innych wątków, które łączą: opaczne pojmowanie piękna, niezwykle silne więzy rodzinne oraz olbrzymia świadomość własnej odmienności.

      Lektura do łatwych i przyjemnych nie należy, ale kto ma lekko masochostyczne skłonności, powinien być zadowolony. Ja daję trójkę i postaram się szybko o Jarmarku odmieńców zapomnieć.

       Ocena: 3/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 01 lipca 2011 11:04

Zakładki

Kanał informacyjny