Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • wtorek, 27 lipca 2010
    • Arbuzowy sezon, Liliana Fabisińska

      Kupiłam tę książkę podczas ostatnich szaleństw w księgarni internetowej, bo po pierwsze spodobała mi się letnia okładka i tytuł, a po drugie książka była po obniżonej cenie. No i co? No i przeczytałam. Żadna rewelacja. Arbuzowy sezon powędruje w darze do biblioteki....

      Książka pani Fabisińskiej to historia "dramatycznej" miłości. Dramatycznej, bo nieszczęśliwej. Nieszczęśliwej, bo jednostronnej. Całe to nieszczęście spotęgowane faktem, że o swoich uczuciach opowiada facet - Adam. Jego wynurzenia są momentami zabawne, momentami smutne, ale z pewnością skłaniają czytelnika do stwierdzenia, że on jest romantycznym bohaterem (prawie) bez skazy, a ona wredną, bezlitosną suką, która uczuć Adama docenić nie potrafi i w perfidny sposób go opuszcza. No więc on pije i pije bez końca, traci sens życia i już nawet ulubione zajęcie - czyli tłumaczenie klasyki włoskiej literatury z włoskiego na trzy języku afrykańskie (!) - nie sprawia mu żadnej radości. I tak się dzieje na pierwszych 200 stronach. W kółko Macieju: picie, rozpacz, tęsknota i ciągłe wróóóóćććć..... Na ostatnich 40 wszystko się zmienia, bo pojawia się nowy obiekt westchnień i życie Adama jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odzyskuje sens....
      Moim zdaniem, odbiera raczej Adamowi i jego cierpieniom z poprzednich dwustu stron całą wiarygodność... No cóż. Można, nie trzeba.

      Ocena: -3/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 lipca 2010 09:29
  • czwartek, 22 lipca 2010
    • Stosik %-towy....

      To wcale nie jest takie proste. Powstrzymać się, nie dać sie skusić. Pokusa czai się za każdym rogiem, nawet wirtualnym... Uzależnienie obejmuje zatem już nie tylko kupowanie ubrań, niekoniecznie potrzebnych, uzasadnione wyłącznie widniejącym na kartoniku z ceną znaczkiem %. TERAZ są to także książki. A one - WIADOMO - są do życia niezbędne. Źródłem wszelkiego zła są, oczywiście, wyprzedaże. No, bo sami oceńcie, czy można się było powstrzymać? Przecież to grzech byłby. Śmiertelny.

      1. ŚMIERĆ NA ULICY UNZUETA, Edmundo Paz Soldán
      2. KAMCZATKA, Marcelo Figueras
      3. NIKT KOGO ZNASZ, Michelle Richmond (ze względu na okładkę w kolorze lila...)
      4. WODA DLA SŁONI, Sara Gruen
      5. BARBARA RADZIWIŁŁÓWNA Z JAWORZNA-SZCZAKOWEJ, Michał Witkowski
      6. DUNAJ, Claudio Magris
      7. PAMIĘTNIK PANI HANKI, Tadeusz Dołęga-Mostowicz
      8. HORMON NIESZCZĘŚCIA, Danuta Noszczyńska (za 5 zł!)
      9. MOJA TECZKA, Ewa Berberyusz
      10. ERICH MARIA REMARQUE. OSTATNI ROMANTYK , Hilton Tims
      11. SENS NOCY. SPOWIEDŹ, Michael, Cox

      Koniec końców, średnio zapłaciłam za każdą książkę mniej niż 20 zł. Pomiesznie z poplątaniem, ale wszystkie wydały mi się ciekawe... A wszystkiemu winna księgarnia internetowa na m i jej letnia "oferta cenowa", eh....

      I kiedy ja to wszystko przeczytam.... Na emeryturze chyba :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Stosik %-towy....”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 lipca 2010 10:36
  • środa, 21 lipca 2010
  • poniedziałek, 19 lipca 2010
    • Efekty świetlne, Miranda Beverly-Whittemore

      To może zacznę od opisania, o czym ta książka jest. Główna bohaterka Myla (na początku występująca jako Kate Scott) jest nauczycielką akademicką, specjalistką od angielskiej literatury średniowiecznej, ma trzydzieści lat i jednego jedynego przyjaciela - geja. Oraz tajemnicę z przeszłości. Otóż kiedy Myla i jej młodsza siostra były małymi dziewczynkami, przyjacółka rodziny Ruth, za zgodą dziewczynek i ich ojca, robiła im mnóstwo artystycznych fotografii. Zdjęcia te, powstałe z miłości do sztuki i dalece rozwiniętego poczucia estetyki, doprowadziły do tragedii.... Czytelnik poznaje historię trzydziestoleniej Myli i jej relacji z Samuelem przeplataną opisem wydarzeń sprzed trzydziestu lat oraz samych fotografii.

      Pomysł wydał mi się bardzo ciekawy, ale niestety książka momentami niebotycznie mnie nudziła. W dodatku w tekście, aż się roi od błędów językowych, co oprócz nudy dodatkowo powodowało irytację. Nie doznałam podczas lektury miłego uczucia przyjemności czytania :(

      ALE Efekty świetlne powienien przeczytać każdy miłośnik sztuki, a w szczególności fotografii oraz historii sztuki i filozofowania o sztuce. Dużo w tekście ciekawych teorii i przemysleń na temat roli i wartości sztuki oraz jej wpływu na ludzkie życie. Ważna wydaje się także kwestia metod wychowawczych: jakie są granice rodzicielskiej odpowiedzialności, jaki wpływ mają poglądy rodziców na życie ich dzieci oraz na ile powinno się w swoich decyzjach uwzględniać brutalność i zło otaczającego nas świata.

      Ocena: -4/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Efekty świetlne, Miranda Beverly-Whittemore ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 lipca 2010 11:00
  • czwartek, 15 lipca 2010
  • poniedziałek, 12 lipca 2010
    • Wakacyjny łańcuszek okołoksiążkowy...

      Przyjęłam zaproszenie (po raz pierwszy) do zabawy w "okołoksiążkowy łańcuszek" wysłane przez Maioofkę. Chętnie odpowiem na pytania bo są krótkie i nieskomplikowane :) Większość odpowiedzi postanowiłam odnieść do książkek prezentowanych przeze mnie na blogu.

      1. Do jakiego kraju, miasta chciałabyś pojechać zainspirowana lekturą?

      Takie podróże inspirowane lekturą odbywam od jakiegoś czasu. Albo odwrotnie: mając wybrany cel podróży szukam o nim książek. W zeszłym roku była to Hiszpania i Paryż. W maju oczywiście Rumunia. Po koniec tegorocznego lata wybieram się do Grecji. I tam towarzyszyć mi będzie Wyspa Victorii Hislop. Ochotę miałabym jeszcze na Londyn i Wiedeń, ale już pewnie nie starczy czasu.

      2. Jakie jest Twoje ulubione miejsce do czytania latem?

      Oczywiście plaża. Nad morzem, nad jeziorem. W cieniu. Blisko wody. Mogę wtedy czytać cały dzień :)

      3. Poleć mi jedną książkę do przeczytania na wakacje.

      Jedną? Niemożliwe :)

      Lekka: Blondynka moralnego niepokoju

      Egzotyczna: To właśnie Kuba

      Z latem w tytule: Ostatnie lato

      Orientalna: Mapa miłości

      Hiszpańska: Władca Barcelony

      Bardzo, bardzo dobra: Niezwykłe akty prawdziwej miłości

      4. Jaka jest Twoja najnowsza wakacyjna lektura? Co zaczęłaś czytać? (dodatkowe pytanie)

      Obecnie czytam jeszcze książki wypożyczone w maju z biblioteki. Ale już jutro dotrze do mnie zamówiony letni stos. Od razu się pochwalę :)

      Moje pytanie:

      5. Czytania jakiej książki w żadnym wypadku nie polecasz latem?

      Do zabawy zapraszam: Skarletkę, atram_78 oraz Dededan.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wakacyjny łańcuszek okołoksiążkowy...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 lipca 2010 21:11
    • Córka heretyczki, Kathleen Kent

      Po lekturze książki na szóstkę zawsze ciężko mi rozpocząć romans z nową powieścią. Poprzeczka jest wtedy ustawiona bardzo wysoko i automatycznie porównuję czytaną powieść z tą poprzednią i zazwyczaj ta aktualna lektura wypada blado.

      Tak było i, niestety, tym razem. A zapowiadało się obiecująco. Córka heretyczki to historia Sary, córki Marthy Carrier, która została posądzona i skazana za czary podczas procesów w Salem. TYCH słynnych procesów w Salem. Dodatkowego smaczku całości dodaje fakt, że autorka powieści Kathleen Kent jest potomkinią Marthy Carrier w dziesiątym pokoleniu. Dla takiej jak ja wielbicielki historii kobiecych z historią w tle, zdawałoby się gratka. No, ale jednak nie.

      Powieść napisana, moim zdaniem, słabo i bez polotu. Brakuje zaangażowania, jakiejś osobistej nuty, co dziwi zwłaszcza, że autorka nie opisuje jakiejś tam historii, tylko przeszłość swojej własnej rodziny. Kent przez pierwsze 250 stara się budować napięcie, co idzie jej dość opornie. Tzn. czytelnik już po pierwszej tego typu aluzji jest w stanie sie domyślić, że rodzinę Sary spotka coś złego, ale te "zapowiedzi zła" zamiast budować napięcie, mnie po prostu irytowały.

      Córka heretyczki przypomina mi trochę dzieło rzemieślnika. Jest to solidnie, z troską (czasem nadmierną) o szczegóły, sporządzone sprawozdanie. Ale jak na literaturę piękną to trochę za mało. W porównaniu z cudownym językiem Scheinmanna pani Kent po prostu nie miała szans.

      Ocena: 3/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Córka heretyczki, Kathleen Kent ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 lipca 2010 15:51
  • czwartek, 08 lipca 2010
    • Niezwykłe akty prawdziwej miłości, Danny Scheinmann

      Już dawno żadna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Jestem absolutnie zachwycona!

      Przyznaję, że okładka mnie nie zachwyciła, a i tytuł z lekka trąci tanim romansidłem. Ale zaryzykowałam i zabrałam tę książkę z biblioteki. I warto było.

      W powieści Scheinmanna poznajemy losy dwudziestopięcioletniego Leo, który podczas podróży po Ameryce Południowej traci swoją dziewczynę. Eleni ginie w wypadku autobusowym w Ekwadorze. Winą za jej śmierć Leo obwinia siebie. Wraca do domu, do rodziców, a ból i tęsknota za ukochaną oraz olbrzymie wyrzuty sumienia doprowadzają go na skraj szaleństwa.

      Moritz jest polskim Żydem, który podczas I Wojny Światowej zostaje wcielony w szeregi Armii Austro-Węgierskiej. Zanim opuści dom rodzinny przysięga dozgonną miłość Lotte, dziewczynie, z którą jedynie kilka razy rozmawiał. Jako jeniec wojenny Moritz zostaje zesłany na Syberię, niedaleko Mongolskiej granicy. Powodowany chęcią powrotu do ukochanej podejmuje próbę ucieczki z obozu. Pieszo pokonuje ponad 6.000 kilometrów, przedzierając się przez ogarniętą rewolucją Rosję, by dotrzeć do swojej wytęsknionej Lotte. Przez trzy lata tułaczki przy życiu utrzymuje go wspomnienie dziewczyny oraz pisane do niej listy.

      Historie tych dwóch mężczyzn oraz ich miłości w pewnym momencie splatają się ze sobą. Jak i kiedy nie zdradzę.
      Język Scheinmanna jest bardzo plastyczny. W niezwykle wyrazisty sposób autor opisuje uczucia bólu i strachu. Początek powieści to relacja z pierwszych godzin po wypadku Leo i Eleni. Niezwykle autentyczna i przejmująca. Skłania do refleksji i pozwala uświadomić sobie, jak to dobrze, że nasi bliscy są obok...
      Duży plus także za świetne tłumaczenie.

      Serdecznie polecam.

      Ocena: 6/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Niezwykłe akty prawdziwej miłości, Danny Scheinmann ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      czwartek, 08 lipca 2010 11:02
  • środa, 07 lipca 2010
    • Słoneczny weekend w Dreźnie

      Jeśli ktoś ma ochotę na weekendową wyprawę do naszych zachodnich sąsiadów, to z całego serca polecam Drezno. W sercu miasta mieści się mozolnie rekonstruowana starówka, leniwie płynąca Łaba, mnóstwo zabyktów, kafejek i innych fajnych miejsc. A na otaczających saksońską stolicę zielonych wzgórzach rozciągają się tarasy winnic oraz liczne wille i pałacyki, które przetrwały wojnę i zachwycają swoim wyjątkowym stylem.

       Na zachęte: panorama miasta. Wykonana w dzielnicy Oberloschwitz. Na wzgórze wjechaliśmy kolejką podwieszaną, najstarszą tego typu na świecie. I bardzo powolną. Tempo podróży umożliwia robienie wielu zdjęć :)

       

       

       

       

      Tak wygląda ulica prowadząca do dolnej stacji owej kolejki. Obrzeża Drezna są zabudowane stylowymi kamienicami i willami, które stoją wśród zieleni licznych ogrodów i w cieniu starych drzew.

       

       

       

       

       

              

      A to już ścisłe centrum miasta i jego symbol - odbydowany w latach 1994-2005 Kościół Najświętszej Maryi Panny. Te ciemne punkty widoczne w ścianach budynku to kamienie pochodzące z oryginalnego kościoła zniszczonego podczas bombardowania w lutym 1945 roku. W czasach NRD na tym miejscu stała ruina, która spełniała funkcję pomika przeciw wojnie. Dwie trzecie kosztów odbudowy pochodziły z datków, od sponsorów i ze sprzedaży cegiełek.

      W 2006 roku w salach Zamku Rezydencyjnego otwarto ponownie zielone sklepienie - skarbiec Augusta II Mocnego założony w 1721 roku. Jest to kolekcja klejnotów i przedmiotów ozdobnych wystawiona w bogatych, pełnych przepychu salach. Wnętrza muzeum odbudowano zgodnie z pierwowzorem, a znaczna część kolekcji przetrwała wojnę w ukryciu i powróciła na swoje miejsce w zamku.
      Wejście kosztuje 10 euro i obejmuje korzystanie z audioprzewodnika - także w języku polskim!

       

       asisi Panometer

      W tym budynku nieczynnego gazometru można odbyć podróż w czasie. Gigantyczna panorama miasta wykonana przez berlińskiego artystę Yadegara Asisi przenosi odwiedzających do Drezna roku 1756. Trzeba pokonać kilka kondygnacji, aby znaleźć się na wieży kościoła z widokiem na miasto sprzed stuleci. Taka drezdeńska Panorama Racławicka :) Na miejscu można także obejrzeć wystawę dotyczącą tego okresu historii miasta oraz krótki film o powstawaniu dzieła.

       

      Po takiej dawce historii, jeszcze mała wyprawa w precyzyjny świat współczesnej techniki. W Dreźnie znajduje się Szklana Manufaktura Volkswagena, w której jest produkowany, w 97% ręcznie, luksusowy model tej marki - Volkswagen Phaeton. Budynek niezwykle interesujący architektonicznie - zarówno z zewnątrz, jak i w środku. Manufakturę można zwiedzać w grupach z przewodnikiem i dowiedzieć się, w jaki sposób na 35 stanowiskach jednocześnie składane są samochody na indywidualne zamówienie klientów (zapłacone z góry).

      Może kiedyś...

      Lawendowe pole przed hotelem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Słoneczny weekend w Dreźnie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 07 lipca 2010 13:30
    • Rozleniwione upałem

      W ubiegły weekend w Dreźnie było ponad 35°C. Spotkanym przez nas futrzakom było z pewnością jeszcze bardziej gorąco niż nam. Pierwszy polegiwał w cieniu, po czym znudzony głaskaniem uciekł za ogrodzenie domu na bezpieczną odległość i wylegiwał się dalej.

      Natomiast ten rudzielec spał w najlepsze przed wejściem do naszego hotelu. Po drugim sobotnim meczu i wędrówce po starówce było już dobrze po północy. Spał w najlepsze. a ja, niedobra, nie dość, że ten błogi sen przerwałam, to jeszcze bezczelnie robiłam zdjęcia z lampą błyskową... Ale rudy był cool. Dał się pogłaskać, poczekał aż odeszliśmy i po prostu kontynuował...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 07 lipca 2010 11:22

Zakładki

Kanał informacyjny