Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • piątek, 25 czerwca 2010
    • Zatopiona zima, James Hopkin

      Sięgnęłam po Zatopioną zimę z kilku powodów. Historia miłosna między Polką, a Anglikiem, Kraków i jego mieszkańcy widziani oczami owego Anglika, a do tego pozytywne recenzje na okładce i rekomendacja Olgi Tokarczuk. A więc sięgnęłam, a potem się męczyłam. Dokładnie 351 i pół strony.

      O co chodzi? O miłość życia. Między Polką - Martą i Anglikiem - Josephem. Wszystko zaczęło się w lecie, podczas stypendium naukowego Marty w Londynie. Ale teraz jest zima. Marta wróciła z córką do domu, do męża. Joseph przyjeżdża, żeby ją odwiedzić, poznać jej kraj, ratować tę miłość. Niby pomysł dobry i ciekawy. Ale realizacja ani trochę mnie nie przekonała.

      Dlaczego?

      Po pierwsze ta zima. Szara, ponura, brudna, przeraźliwie zimna i samotna. Po drugie Kraków. Szary, biedny, pełen skinheadów, alkoholików i bezdomnych, nietolerancyjny i w ogóle jakiś taki zacofany. Po trzecie miłość. Żyje tylko w listach i w głowie głównego bohatera. Marta po powrocie do Polski jedynie pisze o miłości, ale nie czyni zupełnie nic, aby ją ratować. No i wreszcie sam Anglik - Joseph. Bezdomny wędrowca. Artysta alkoholik. Bez planu na życie. Ale za to zakochany. Co nie przeszkadza mu iść do łóżka z inną, ładną Polką. Jest w tym Krakowie, choć nie do końca wiadomo po co i dlaczego. Głównie chodzi bez celu. A dookoła szaro, zimno, ciemno, ponuro, beznadziejnie i w dodatku niebezpiecznie.

      Przyznaję, że znalazłam w tekście kilka promyczków. Ciekawych opinii czy spostrzeżeń. Ale to zdecydowanie za mało, by moje zdanie o całości poprawić. Na okładce jest napisane: "Cechujące się głębokim wyczuciem obserwacje Anglika ukazują Polskę pełną niezwykłości, na które sami nie zwracamy uwagi." Ja tych niezwykłości nie odnalazłam, raczej małe koszmarki czające się za każdym rogiem. W takiej Polsce, jaką opisuje Joseph, nikt nie chciałby żyć. Jego wizja przypomina raczej jakiś absurdalny sen alkoholika.

      Ocena 2/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 25 czerwca 2010 16:43
    • Jadąc do Babadag, Andrzej Stasiuk

      Duży wpływ na odbiór tej książki miało na mnie niedawne spotkanie z jej autorem. Bo Babadag to Stasiuk. Czytając niektóre fragmenty miałam w pamięci jego uśmiech, sposób poruszania się i drapania po czole, charakterystyczny sposób definiowania rzeczywistości oraz, nie zapominajmy, absolutną i bezwarunkową miłość do prowincji, bez względu na to czy to prowincja polska, węgierska, rumuńska czy albańska... To niezwykła przygoda, odkrywać na kartach książki ślady jej autora.

      Problem w tym, że gdyby nie spotkanie z autorem, to dotarcie do końca tej podróży byłoby trudne. Jestem fanką reportażu - niektóre teksty były publikowane wcześniej w prasie właśnie jako reportaże - ale jakoś tak mi się zdaje, że w tym przypadku nie miałam do czynienia z jego klasyczną postacią. Jadąc do Babadag to raczej zbiór fotografii, których motywem przewodnim jest prowincjalizm i Europia Wschodnia. Fotografie te są pomieszane, brak w nich chronologii i kontynuacji. Ot, po prostu obrazki z podróży. Często bardzo do siebie podobne wioski i miasteczka, po różnych stronach granic. Kraj i narodowosć nie mają znaczenia. Wszystkie są tak samo nieznane, a to co je łączy, to uczynni i pomocni mieszkańcy, brud, bieda, wysokie spożycie alkoholu i jakaś taka postsocjalistyczna beznadzieja. Oraz Cyganie - lud, który Stasiuka nieustannie fascynuje.

      Sam Stasiuk o swoim stylu pisze: "Pewnie łączy mnie z nimi [Cyganami] jakieś bękarcie pokrewieństwo: niby nauczyłem się pisać, składam jakoś słowa, które potem gdzieś zostają, ale nie potrafię za pomocą tych opowieści stworzyć sensownej historii, historii do uwierzenia. Te wszystkie rzeczowniki, czasowniki i reszta odklejają się od świata, odpadają jak stary tynk, i w końcu wracam do legend, do bajduł i ballad, do rzeczy, które wprawdzie się zdarzyły, ale sa czystym kłamstwem, kitem i metaforyczną farmazonia. Po prostu trwały za krótko, żeby mieć jakiekolwiek znaczenia. Albo trwały tylko w mojej głowie." (str. 216)

      Jeśli ktoś ma ochotę na melancholijną wyprawę w świat bajduł i ballad, to bez wątpienia powinien zaopatrzyć się w bilet do Babadag.

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Jadąc do Babadag, Andrzej Stasiuk”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 25 czerwca 2010 10:40
  • czwartek, 17 czerwca 2010
    • Spotkanie z Andrzejem Stasiukiem

      Nieczęsto się to zdarza, ale tym razem i ja mogę się pochwalić uczestnictwem w spotkaniu ze znanym pisarzem. I to nawet bardzo znanym :)
      W ubiegły wtorek (15 czerwca) Andrzej Stasiuk był gościem miejscowej biblioteki, która tego dnia wyjąkowo pękała w szwach (i dobrze, bo wstydu przynajmniej nie było, że to prowincja i ludzie książek nie czytają :) No więc ludzie byli, oczytani, jak najbardziej i zadawali bardzo intelektualne pytania, które pana Stasiuka czasem w niemałe zakłopotanie wprawiały. O prowincji rzecz jasna też było...

      Spotkanie uważam za wyjątkowo udane, a pan Andrzej to po prostu równy facet, który ma ogromny talent i pisze świetne książki. Ale żaden tam z niego intelektualista-filozof czy też moralny przewodnik. Przynajmniej on siebie za takiego nie uważa. Stasiuk sam otwarcie przyznaje, że na literaturze nie kończy się świat.

      Ja za to przyznaję (i to całkiem dobrowolnie), że dopiero teraz jestem w trakcie lektury - jakże by inaczej - Jadąc do Babadag. Książki, która od kilku lat stała na mojej półce. I tak jakoś tak nie mogłam się zabrać... Ale już jestem w trakcie podróży i za kilka dni na blogu pojawi się recenzja. Początek już za mną i to, co mnie fascynuje, to fakt, że Stasiuk w tej książce opisuje między innymi miejsca, które sama niedawno odwiedziłam. Autor odbył dotychczas dwanaście podróży do Rumunii i jest tym krajem niezmiennie zafascynowany. Dlaczego? Ponoć częściowa odpowiedź na to pytanie kryje się w określeniu "Ruskie Włochy", jakiego autor w odniesieniu do Rumunii używa.

      I na koniec mała zabawa dla znawców prozy Stasiuka. Dwa Pytania: W której książce pojawia się "świnia z dużą dozą wolności" -wypowiedź samego autora. Oraz drugie: włodarze jakiego miasta odmówili autorowi nadania tytułu honorowego obywatela (za niebywałą promocję miasta) argumentując, że tytuł ten to ma Jan Paweł II.

      A teraz jadę do Babadag...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 czerwca 2010 15:49
  • środa, 09 czerwca 2010
    • Ukraina, Rumunia, Serbia

      W międzyczasie od naszej podróży minęło już nie tyle parę dni, co tygodni. Najwyższa pora pokazać kilka wybranych zdjęć i podzielić się wrażeniami.

      UKRAINA

      Na początek pierwszy przystanek: LWÓW

       

      Stare miasto

      Katedra ormiańska

      Przepiękne miasto z duszą i historią, które nieustannie się zmienia. Byłam tu cztery lata temu i muszę przyznać, że nie oczekiwałam aż takich zmian. Dotyczą one głównie rynku starego miasta, który obecnie tętni życiem kolorowych kafejek. Cztery lata temu, wszystko było rozkopane, szare i puste. A teraz mnóstwo tu zarówno turystów jak i młodych Ukraińców. Na nocleg polecam niedrogi i centralnie położony hostel SUN.

      CZERNIOWCE

      Uniwersytet

      Główna ulica

      Miasto pod wieloma względami ciekawe i warte odwiedzin. Ratusz, teatr i szereg kamienic w centrum sprawia, że ma się wrażenie, iż jest się w Austrii. Wystarczy jednak zapuścić się w którąś z bocznych uliczek i już wiadomo, że to jedna z byłych republik radzieckich....

      Po trwającej 6,5 godziny (dystans: 200 km) podróży zdezelowanym autokarem przy zamkniętych wszystkich oknach i temperaturze wewnątrz ok. 40 stopni, dotarliśmy do miejscowości Rachów, gdzie znajduje się geograficzne centum Europy. A potem mostem i piechotą do EU...

      RUMUNIA

      Podróż pociągiem umożliwiła nam podziwianie fenomenalnej natury Karpat. Niestety tylko przez okno. O nieudanej wycieczce kolejką wąskotorową do karpackiej głuszy pisałam tu.

       

       

      Potem zaliczyliśmy dwa miasta: Kluż-Napoka oraz Târgu Mureş, które polecone zostały w naszym przewodniku, a które równie dobrze mogliśmy sobie odpuścić. No ale byliśmy, co niniejszym fotograficznie dokumentuję:

       

       

      Katedra prawosławna w Kluż-Napoka

      Wbrew pozorom, Kluż-Napoka to trzecie pod względem wielkości miasto Rumunii. Bardzo urokliwe, ale wystarczy pół dnia na spacer po centrum. Jakby jednak ktoś się skusił na nocleg, to polecam Hostel Retro

       

      Centrum Kultury w stylu secesyjnym      oraz    piękna (niestety zamknięta) synagoga

      I to by było na tyle, więcej zabytków nie ma. Godzina na spacer po mieście w zupełności wystarczy.

      SIGHISOARA

      Przepiękne miasteczko w Transylwanii. Najlepiej zachowane średniowieczne centrum w tej części Europy. Historia wygląda z każdego kąta. Może choć trochę wyjrzy także ze zdjęć...

      Jest także coś dla Draculowych turystów...         Widok z wieży ratuszowej

      W związku z tym, że od momentu przekroczenia granicy z Rumunią niebo było pochmurne i co rusz padało, klimat w tym "miasteczku wampirów" było po prostu nieziemski. Bez końca spacerowaliśmy uliczkami, rozkoszując się w pełni magiczną atmosferą Sighişoary.

      Na nocleg polecam z całego serca mieszczący się w pochodzącym z 1797 roku budynku, części murów obronnych, pensjonat "Am Schneiderturm". Przemiły właściciel mówi płynnie po angielsku i niemiecku i jest pomocny we wszystkim :) A na śniadanie zaserwował nam całą paletę lokalnych produktów, mmmm....

      SYBIN (rum. SIBIU)

      To ostatni nasz przystanek w Rumunii. Sibiu (jakoś nie przekonuje mnie polska nazwa) było w 2007 roku Europejską Stolicą Kultury. Z tej okazji odnowiono wtedy stare miasto, inwestując w to grube miliony. No i się opłaciło, bo Sibiu, a przynajmniej jego centrum to miasto w 100% europejskie.

      Główna ulica centrum

      Dachy baaardzo starych kamienic, których   nie zdołano jeszcze odnowić

      Widok z wieży ratuszowej. W tle Karpaty.

      Odnowione kamienice w centrum.

      I tu także chciałabym polecić nocleg. Nieco droższy, ale za to położony w samym centrum miasta hotel Casa Luxemburg.

      Z Sibiu pociągiem opuściliśmy Siedmiogród i jego piękny krajobraz. O północy dotarliśmy do Timişoary, miasta, w którym w w grudniu 1989 rozpoczęła się rumuńska rewolucja. Nie mieliśmy jednak czasu na zwiedzanie, bo już z samego rana udaliśmy się taksówką w kierunku rumuńsko-serbskiej granicy. W ogóle podczas tego urlopu niejednokrotnie zmuszeni byliśmy finansować wschodnioeuropejskich taksówkarzy....

      SERBIA

      BELGRAD

      W związku z faktem, że i tak właśnie popełniam najdłuższy wpis na tym blogu oraz z drugim, równie ważnym faktem, że Belgrad wcale mi sie nie podobał, zamieszczam tylko jedno zdjęcie, na którym widnieje ujście Sawy do Dunaju, widziane z wzgórza twierdzy Kalemegdan. Jakby ktoś był w pobliży, to można zajrzeć, ale szału nie ma :)

      I tyle. Do Berlina wróciliśmy samolotem, więc już nie ma o czym pisać.

      Polecam z całego serce Bukowinę i Karpaty. Przepiękne tereny. Na Ukrainie i w Rumunii nie roi się od turystów. Można odbyć bezpieczną i pełną wrażeń podróż. Oraz rozkoszować się wspaniałą kuchnią tych krajów :) Miejscowi są uprzejmi i uczynni i chętnie pomagają. Ja na pewno tam wrócę. Ze względu na słabo rozwinięty system komunikacji kolejowej, pozostało nam jeszcze wiele do odkrycia....

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Ukraina, Rumunia, Serbia”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 09 czerwca 2010 18:56
    • Pokazuję twarz :)

      Pomyślałam sobie, że skoro mój blog ma już dziewięć miesięcy, to może warto by tak skończyć z tą całkowitą anonimowością i pokazać się. A że niniejsze zdjęcie na wieży ratuszowej w mieście Sighisoara wyjątkowo się udało, to proszę, oto ja :))

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Pokazuję twarz :)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 09 czerwca 2010 18:26
  • wtorek, 01 czerwca 2010
    • Mapa miłości, Ahdaf Soueif

      To pierwsza przeczytana przeze mnie książka z popularnej ostatnio na wielu blogach serii z miotłą wydawnictwa WAB. Pierwsza i z pewnością nie ostatnia.

      Powieść ta jest powolna. Przepełniona ciepłem, blaskiem słońca i zapachem orientalnych kadzideł. Przyjemnie się nią rozkoszować, gdzy za oknem co rusz pada deszcz...

      Ale do rzeczy. Mapa miłości to kolejna książka rozgrywająca się jednocześnie w kilku czasoprzestrzeniach - ostatnio mam słabość do takich. Mamy zatem trzy bohaterki: Annę, Isabel i Amal. Pierwsza z nich jest prababką i babką dwóch pozostałych i to jej historia jest główną osią powieści. Czytając razem z Amal listy i dzienniki Anny poznajemy fragment jej życia i miłości do Szarifa Baszy. Akcja rozgrywa się na początku XX wieku w Egipcie rządzonym przez Brytyjczyków - i to właśnie czyni ją taką wyjątkową i interesującą. Mnóstwo w niej informacji dotyczących historii i polityki Egiptu, kultury i obyczajowości arabskiej, kwestii dotyczących praw kobiet, religii i wolności. No i oczywiście wielka, choć niełatwa miłość angielskiej damy i arabskiego Baszy.

      Isabel i Amal, których losy splatają się przypadkiem i wiążą ze sobą na dobre, gdy kobiety odkrywają łączące je pokrewieństwo, żyją pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Łatwo jednak dostrzec, że ich prywatne życie zdominowane jest przez problemy podobne do tych, jakie miała Anna, a i sytuacja polityczna między Egiptem, a Zachodem niewiele się zmieniła...  Polecam.

      Ocena: -5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Mapa miłości, Ahdaf Soueif ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 czerwca 2010 16:30

Zakładki

Kanał informacyjny