Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • sobota, 28 maja 2011
    • Back in The DDR i inne opowiadania, Andrzej Kasperek

      "W maju przychodziliśmy na plażę całymi klasami, kwitły mlecze, rozpoczynała się pora walki ze stonką. Plaża zawalona była tym paskudnym chrząszczem, który tylko czekał, żeby zeżreć nasze kartofle. W szkolnej gablocie wisiał plakat, z którego wzywano nas: MŁODZIEŻY! WSZYSCY, KTÓRYM LEŻY NA SERCU DOBRO NASZEJ OJCZYZNY, STAŃCIE DO WALKI ZE STONKĄ!" (Str. 103)

      Back in The DDR to jedna z książek, które kupiłam podczas tegorocznych Targów Książki. Dlaczego zdecydowałam się właśnie na nią, choć do wyboru były setki innych tytułów? I to nie znając wcześniej ani autora ani samego tytułu?

      Wpłynęły na to dwa fakty. Rok urodzenia Andrzeja Kasperka: 1958, to także rok urodzenia mojego taty, więc pomyslałam, że może dowiem się więcej o czasach jego dzieciństwa i dorastania. Po drugie zaintrygował mnie skrót DDR w tytule :) Jako mieszkanka pogranicza automatycznie reaguję na tę tematykę.

      Opowieści Kasperka czytałam z największa przyjemnością i jestem zachwycona jego gawędziarskim sposobem opisywania rzeczywistości PRL-u, która nie zawsze była miła i bajkowa. Autor wspomina dzieciństwo, rodzinny dom na Żuławach, podstawówkę, letnie wakacje, studia. Powoli jego opowieści zmieniają swój charakter: początkowo miękkie i ciepłe, beztroskie lata dzieciństwa zdominowane tęsknotą za lodami waniliowymi i gumą balonową. Później okres studiów: szare i siermiężne lata stanu wojennego, spędzone w lęku i niepewności, suto zakrapiane alkoholem, zdominowane tęsknotą za normalością i pragnieniem wolności.
      Niezliczone anegdoty, smutne i wesołe życiowe historie, pięknie, prosto i szczerze spisane. Od serca. Na okładce jest napisane, że to "książka dla starszych i zaawansowanych". Nie zdadzam się z tym. Uważam, że to książka dla każdego, kto pragnie odbyć podróż w czasie do skupów butelek, sklepów z pustymi półkami i na rozgrzane słońcem łąki. Szansa na odwiedzenie kraju, którego już nie ma, a który tak silnie ukształtował pokolenie naszych rodziców. Myślę, że nam, pokoleniu trzydziestolatków, wiele pomoże zrozumieć. Na koniec jeszcze jeden z moich ulubionych fragmentów:

      "Tak, Pancerni to był serial, którym żyła cała Polska. Wszyscy chcieliśmy należeć do Klubu Pancernych, bo z telewizji szczęśliwcom przysyłano nie tylko legitymacje, ale nawet hełmofony! Na koloniach furorę robił chłopak ze starszej grupy, który był właścicielem cudownej koszulki, na której zadziwiającą techniką wydrukowano kolorowe wizerunki Olgierda, Janka, Szarika, Grigorija i Gustlika. Nie zapomniano też o czołgu Rudy 102 i o stosownym napisie. Każdy z nas chciał mieć taką, ale ich cena była zaporowa i pozostawały tylko w naszych marzeniach. (...) Koleżka chodził dumny jak paw. Do chwili, kiedy oblał się mandarynką. W obawie przed gniewem matki postanowił sam wyprać swoją cudowną koszulkę. Mydełko IXI 65 naprawdę było skuteczne. Z satysfakcją obserwowaliśmy, jak wizerunki pancernych, nie wyłączając czołgu i psa, zniknęły z bluzki wprost rewelacyjnie." (str. 41-42)

      Ocena: 6/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Back in The DDR i inne opowiadania, Andrzej Kasperek ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      sobota, 28 maja 2011 14:29
  • wtorek, 24 maja 2011
    • Kot z jadeitu, Suzanne Brøgger

      Temat dzisiejszego wpisu: literatura duńska. Dla mnie, przyznaję, to raczej terra incognita. Pobieżnie przejrzałam w Wikipedii listę autorów pochodzących z tego kraju i dotychczas czytałam książki "aż" dwóch z nich: Andersena i Henrika Ibsena. Teraz dojdzie do nich pisarka Suzanne Brøgger, której powieść towarzyszyła mi przez ostatnie tygodnie.  

      Ta dosyć pokaźnych rozmiarów (566 stron) książka opisuje historię żydowskiego rodu Løvin, a konkretnie jego czterech pokoleń. Całość rozgrywa się na przestrzeni pięćdziesięciu lat, począwszy od sylwestrowej nocy roku 1940. Głównymi bohaterkami, nieszczęśliwymi z założenia, są trzy kobiety: babka, córka, wnuczka, tak przynajmniej wynika z genealogii, bo role życiowe Katze, Li i Zesty nie zawsze były zgodne z kolejnością ich urodzenia. Emocje, uczucia i myśli owych kobiet stanowią oś powieści.
      Jej zdecydowanym plusem jest fakt, że oprócz skomplikowanej historii nieprzeciętnej rodziny, nad którą unosi się ciemna chmura holokaustu, podczas lektury odwiedzamy z bohaterami egzotyczne kraje (m.in. Algierię i Tajlandię), w których przyszło im mieszkać.

      Kot z jadeitu, to kolejna skandynawska powieść, którą w ostatnim czasie przeczytałam. I powoli zaczynam się zastanawiać, czy wpadnie mi kiedyś w ręce powieść z północy, której bohaterowie, będą normalnymi ludźmi o zdrowej psychice (już nawet nie wspominam o ludziach szczęśliwych i spełnionych). Mam bowiem wrażenie, że absolutnie obowiązkowym elementem powieści skandynawskiej są bohaterowie cierpiący na poważne choroby psychiczne i skłonności samobójcze, uzależnieni od alkoholu i/lub narkotyków, skłonni do przemocy i niezdolni do kochania dzieci/ rodziców/ partnera. Jeśli ktoś z Was ma odmienne obserwacje, uprzejmnie proszę o info :)

      Zainteresowanych autorką i powieścią  odsyłam na bloga małej_z_Aarhus.

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Kot z jadeitu, Suzanne Brøgger ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2011 21:24
  • wtorek, 17 maja 2011
    • Warszawskie zdobycze

      Nareszcie znalazłam chwilkę, by móc się pochwalić :) Pierwszy stos to zakupy wyłącznie targowe. Byłam w PKiN-ie w czwartek - plus: było bardzo mało zwiedzających, minus: nie było możliwości spotkań z autorami, a obsługa stoisk niestety nie bardzo była zainteresowana klientami. Ogólnie spodziewałam się, sama nie wiem dlaczego, że całość wypadnie nieco bardziej reprezentatywnie i z większą pompą. Ale pewnie tak właśnie było w weekend. To pierwsze targi książki, jakie odwiedziłam i mam nadzieję, że nie ostatnie.
      Szczególnie miło wspominam interesującą rozmowę z tłumaczką i wydawczynią książki "Bombaj" (którą oczywiście MUSIAŁAM kupić), panią Martą Bręgiel-Benedyk. Jest to pierwsza książka młodego wydawnictwa Namas, na lekturę której już teraz się cieszę.
      Pierwszą od góry książkę Kasperka połknęłam już do połowy w pociągu, więc pewnie jej recenzja pojawi się na blogu jako pierwsza.

      W piątek nie wchodziłam już na teren Targów, ale za to miałam ogromną przyjemność wypić kawę w towarzystwie dwóch sympatycznych blogerek. Dotarcie na miejsce opłaciło się podwójnie, gdyż przed głównym wejściem do Pałacu Kultury rozłożono kilka kramów z perzecenionymi książkami. Upolowałam tam trzy powieści, które od dawna miałam na liście. Są to egzemplarze wystawowe (podobno, bo nic po nich tego nie widać) kupione za połowę oryginalnej ceny...

      Dwa drobiazgi na szczycie to efekt wizyty we Wrzeniu świata. Akurat odbywało się tam spotkanie z autorem tej małej niebieskiej książeczki o tak intrygującym tytule :)

      P.S. Jak się domyślacie walizka lekka nie była, ale czego się nie robi z miłości do książek!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Warszawskie zdobycze”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 maja 2011 19:23
    • Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny, Kamila Sławińska

      Tytuł książki jest nieco mylący, gdyż nie mamy do czynienia z przewodnikiem w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jest to raczej pamiętnik, zbiór osobistych refleksji o mieście i jego mieszkańcach oraz relacji ze spacerów autorki po Nowym Jorku. Treść podzielona została na tematyczne rozdziały zawierające po kilka osobnych tekstów o budynkach, zwyczajach, dzielnicach, mostach, mieszkańcach i wielu innych rzeczach, z których składa się miasto. Wędrówka, w którą zabiera nas pani Kamila, jest fascynująca i pełna interesujących informacji, zarówno tych powszechnie znanych, które można bez trudu znaleźć w Wikipedii, jak i tych prywatnych, intymnych, wyszukanych historii.
      Każdy, kto fascynuje się Wielkim Jabłkiem powinien po tę pozycję sięgnąć, aby swoją więdzę pogłębić - o mniej lub bardziej znaczące fakty.

      Mimo to mam pewien problem z tą książką. Z jednej strony odczuwałam silne duchowe porozumienie z autorką piszącą o wyobcowaniu, życiu w zawieszeniu pomiędzy dwoma krajami: tym ojczystym i tym na ojczyznę (nawet przejściową) wybranym. Sądzę, że pani Sławińska sprawnie opisała przemyślenia i emocje, które towarzyszą osobom mieszkającym na stałe poza Polską. Z drugiej strony momentami irytowała mnie jej maniera wyższości, ciągłe podkreślanie wyjątkowego "My - Nowojorczycy" kontra głupi turyści / reszta świata. Nie w porządku wydało mi się także nazywanie Polaków, którzy za czasów PRL-u kosztem wielu wyrzeczeń wyjeżdżali na Greenpoint, by ciężko tam pracować Szczuropolakami. Ale to w sumie drobnostki.

      Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się odwiedzić to zmieniające się stale, wyjątkowe miasto.

      Ocena: -5/6 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny, Kamila Sławińska ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 maja 2011 17:24
  • poniedziałek, 16 maja 2011
    • Erratum

      W minony weekend, obok wielu innych przyjemności, miałam także możliwość obejrzenia wyjątkowego filmu. Wyjątkowego, bo rzadko udaje się filmowym twórcom osiągnąć tak wiele przy użyciu tak niewielu środków.

      Gdyby można było cofnąć czas i zacząć wszystko od nowa... Żona, syn, dobra posada - w życiu Michała wszystko jest poukładane. Pewnego dnia odwiedza swoje rodzinne miasto, żeby załatwić sprawę, o którą prosi go szef. Ma odebrać sprowadzone ze Stanów auto i od razu wracać. Sprawy przybierają jednak inny obrót... Michał musi pozostać kilka dni dłużej w miejscu, z którego kiedyś tak bardzo chciał uciec. Powracają wspomnienia, kumple z  zespołu, marzenia, o których dawno zapomniał i zdarzenia z przeszłości, które zmieniły jego życie. A może są rzeczy, które można jeszcze odwrócić? (Opis pochodzi z oficjalnej stony filmu).

      Obraz ten jest do bólu minimalistyczny. Lekko dołujący. Przejmujący. Skłania widza do refleksji. Główny bohater - zagrany mistrzowsko przez Tomasza Kota - zmaga się z duchami przeszłości, ale i ze swoim obecnym życiem, w którym wiele elementów, m.in. kontakty z ojcem i synem, dalekich jest od ideału. Drugim ważnym bohaterem filmu jest bezdomność. Zarówno ta "klasyczna", czyli wyobcowanie i wykluczenie ze społeczeństwa ludzi bez adresu, jak i duchowa pustka, brak przynależności i swojego miejsca w życiu.

      Warto znaleźć czas na ten film. Przystanąć na moment. Przemyśleć. Dać się ponieść. Polecam.

      Ocena: +5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 maja 2011 16:06
  • poniedziałek, 09 maja 2011
  • poniedziałek, 02 maja 2011
    • Szachista, Robert Löhr

      Tematem książki jest historia jednego z największych oszustw w historii - automatu szachowego, który powstał w XVIII wieku na życzenie cesarzowej Marii Teresy. Słynny Turek, czyli kukła umieszczona na drewnianej skrzyni, został skonstruowany w pracowni Wolfganga von Kempelena i miał zapewnić swojemu twórcy sławę i bogactwo. W rzeczywistości w skrzyni ukryty był człowiek, który sterował ręką kukły i w ten sposób wygrywał kolejne partie.
      Mocną stroną powieści jest fakt, że opisuje prawdziwe wydarzenia: automat i jego wynalazca istnieli naprawdę, natomiast reszta postaci i szereg pobocznych wydarzeń zrodziła się w głowie Löhra.

      Nie znałam wcześniej tej historii i choćby ze względów poznawczych warto było sięgnąć po Szachistę. Powieść ta jest prosto skonstruowana, autor sprawnie i bezboleśnie wprowadza czytelnika w ówczesne realia i tajemnicę automatu. Mnie bakowało w tym wszystkim głębi. Sam temat, który jest niezwykle fascynujący i daje pole do fantazjowania, został potraktowany bardzo dosłownie i jednotorowo. Również określenie "historyczny thriller", jest w tym przypadku lekkim nadużyciem. Ten, kto spodziewa się dreszczyku emocji i tajemnic, z pewnością zostanie rozczarowany. Jeśli jednak zależy Wam na poznaniu historycznej ciekawostki i spędzeniu miłych chwil podczas lektury - to jest to pozycja dla Was!

      A tak mógł wyglądać wspomniany automat szachowy vel Turek:

      Ocena: 4/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 maja 2011 17:04

Zakładki

Kanał informacyjny