Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • piątek, 28 maja 2010
    • Muskając aksamit, Sarah Waters

      "Muskając aksamit to historia o poszukiwaniu - miłości, szczęścia i tożsamości, również seksualnej. [...] Jest to również wpaniała powieść historyczna; autorka niesłychanie dokładnie przedstawia społeczne tło epoki oraz mentalność ludzi, których przysłowiowa wręcz pruderia skrywała perweresyjne skłonności." Taki opis książki znajdziemy na jej okładce. To, co w niej jest szczególne, to fakt, że w powieści rozchodzi się o miłość między kobietami....

      Główna bohaterka, Nancy Astley, pochodzi z małej nadmorskiej miejscowości, gdzie spędza dnie pracując przy obrabianiu ostryg w małej knajpce rodziców. Pewnego dnia w teatrze obserwuje gwiazdkę wodewilu - pannę Kitty Butler, w której bez pamięci się zakochuje. Porzuca dawne życie, pakuje mała walizkę i przenosi się wraz z Kitty do Londynu. Tam już niebawem zetknie się z codziennością Londynu i dość brutalnie pozna "uroki" życia w obcym mieście. Powieść podzielona została n trzy części, z której każda opisuje osobny rozdział życia bohaterki.
      Nancy przeżyje wiele bólu, upokorzeń, romansów zanim przekona się, co i kto jest tak naprawdę ważny w jej życiu.... W tle zmieniające się społeczeństwo angielskie pod koniec XIX wieku, ruch sufrażystek, walki robotników o lepsze życie, zmiany w kanonach mody, itd.

      Pierwszy raz czytałam książkę o miłości lesbijskiej. I muszę przyznać, że to bardzo ciekawe przeżycie literackie. Polecam wszystkim otwartym na poznanie nowego i nieznanego wymiaru miłości. Także fizycznej, gdyż namiętność i seks odgrywają sporą rolę w tej powieści...

      Postanowiłam na koniec każdej recenzji dodawać oceny - jak w szkole od 1 do 6.

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 28 maja 2010 15:17
  • poniedziałek, 24 maja 2010
    • Dom w Riverton, Kate Morton

      Zabrałam tę cegłę w podróż jako towarzyszkę licznych godzin spędzonych w powolnie sunących pociągach. No i to zadanie spełniła z pewnością, nudzić się nie nudziłam, ale miałam też dużo czasu i cierpliwości, bo i nie miałam wyjścia...

      Od tej powieści oczekiwałam zdecydowanie więcej. Pasji, napięcia i przyjemności czytania, jakie zafundowało mi Ostatnie lato. A tak niestety nie było. Historię arystokratycznej angielskiej rodziny na początku dwudziestego wieku opisywanej z perspektywy służącej możnaby z pewnością napisać bardziej porywająco. Momentami przydługie opisy nużą, a liczne wątki zaczynane i nie prowadzone do końca wzbudzały we mnie irytację. Miałam wrażenie, że autorka na siłę chce tworzyć atmosferę tajemniczości, ale wysiłek ten był naderemny i te napoczęte lub zainsynuowane tajemnice rozpływały się wśród innych wydarzeń.

      Może, gdyby Morton zamiast 567 stron napisała swoją powieść na 350, to i akcja byłaby bardziej wartka, a tak... No ale, żeby znaleźć coś pozytywnego: ciekawie scharakteryzowano czas akcji, jest także wątek miłosny i kryminalny. I tyle.

      Moim zdaniem można, ale niekoniecznie trzeba.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Dom w Riverton, Kate Morton”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 maja 2010 14:46
    • Koty wschodnioeuropejskie

      Zanim zabiorę się za sporządzanie relacji z naszej podróży, chciałabym przedstawić zdjęcia napotkanych po drodze kotów. Jako, że w odwiedzonych krajach na ulicach żyje mnóstwo bezdomnych kotów i psów, to i zdjęć jest sporo...

       

      Pierwszy kot spotkany we Lwowie. Niestety był bardzo płochliwy i nie miał ochoty na sesję zdjęciową...

       

      Czerniowce: Ten kotek miał coś w rodzaju posłania w piwnicznym oknie i nieco jedzenia w plastikowym pojemniku. Jak na ukraińskie standardy, to bardzo dużo...

       

      Czerniowce. Naprzeciw uniwersytetu, z dostojną miną popatrywał na ulicę kot - puchacz :)

       

      Târgu Mureş. Pierwszy i jedyny napotkany kot rasowy. Ze względu na szybę za którą siedział ciężko go było sfotografować. Podczas moich prób dołączył do niego drugi taki sam, ale już go na zdjęciu nie widać, bo wolał pozostać za firanką.

       

      Sighişoara. W średniowiecznym miasteczku ze stoickim spokojem przechadzała się ta śliczna tricolorka. Pogłaskać się jednak nie dała. Uciekła, muśląc pewnie: "Ach, ci natrętni turyści..."

       

      Nowy Sad. Obok licznych malarzy posiadających swoje atelier na terenie twierdzy Petrovaradin ten biało-czarny koci artysta wygrzewał się wsród nielicznych tego dnia promieni słońca.

       

      Belgrad. I na koniec dwie Śpiące Królewny. Na szczęście po przebudzeniu nie uciekły, tylko zapozowały, całkiem uroczo, do zdjęcia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Koty wschodnioeuropejskie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 maja 2010 14:19
  • niedziela, 16 maja 2010
    • Rumunia

      Minelo kilka dni, ja nadal bez polskich znakow, ale tym razem w Rumunii. A dokladniej w Siedmiogrodzie. A jeszcze dokladniej, w miescie Cluj-Napoca.

      Musze przyznac, ze po wczorajszym dniu pelnym wrazen (6 godzin w przepelnionym ukrainskim autobusie, przy zamknietych oknach..., postoju przy punkcie wyznaczajacym centrum Europy, przeprawie na pieszo przez most graniczny wsrod wreczajacych celnikom lapowki Ukraincow oraz podrozy taksowka do miasta Viseu de Sus, gdzie diabel mowi dobranoc) dzisiejsza podroz pociagiem (tylko 4 godziny i jedna przesiadka) oraz pozniejszy spacer po miescie to po prostu czysty luksus....

      Dodam tylko, ze do Viseu de Sus (strona nieco stara, bo z 2003, ale mniej wiecej widac, co nam, niestety, umknelo), czyli na koniec swiata, pojechalismy tylko i wylacznie po to, aby odbyc przejazdzke kolejka waskotorowa wsrod karpackiej puszczy. Niestety cala noc i ranek padal deszcz i kolejka ze wzgledow bezpieczenstwa turystow nie zabrala. A tak to moglo wygladac:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 maja 2010 19:00
  • piątek, 14 maja 2010
    • Ukraina

      Tym razem bedzie krotko - bez zdjec i polskich liter. Ale bardzo chcialam napisac pare zdan na goraco :)

      W srode przylecielismy z Warszawy do Lwowa. To moja druga wizyta w tym miescie. Od 2006 roku wiele sie zmienilo. Przede wszystkim przepiekny stary rynek, ktory wtedy byl rozkopany i zaniedbany, teraz tetni zyciem. Mnostwo kafejek, w ktorych siedza mlodzi ludzie. Pieknie. Zdjecia wrzuce, jak tylko technika mi na to pozwoli :)

      Szesc godzin w pociagu i jestesmy teraz w Czerniowcach, na poludniowym-zachodzie Ukrainy. Piekne miasto. Takie kompletne pomieszanie stylow. A jutro do Rumunii. A nie pisalam...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 14 maja 2010 13:09
  • poniedziałek, 10 maja 2010
    • Białe zęby, Zadie Smith

      Tym razem prezentuję pozycję, która już od paru lat podbija serca polskich czytelników (po raz pierwszy wydana w 2002 roku). Ja już od jakiegoś czasu miałam na nią ochotę i nawet zastanawiałam się nad kupnem, ale jakoś nie wyszło. No, ale od czego są biblioteki? Co się odwlecze, to nie uciecze i w związku z tym mogę dziś napisać parę zdań o Białych zębach

      Przyznaję od razu, że pierwsze sto stron szło mi jak krew z nosa. Nie mogłam się wgrzyźć w tekst, nadążyć nad specyficzną narracją Smith, zrozumieć wielowarstwowości powieści. Ale powoli, jak w układance, wszystko zaczęło do siebie pasować i już nie mogłam się od lektury oderwać. Bohaterami powieści są trzy rodziny (Jonesów, Iqbalów i Chalfenów) mieszkające w Londnynie ORAZ ich skomplikowane historie rodzinne. Najpierw poznajemy ojców: Anglika Archibalda Jonesa  i pochodzącego z Bangladeszu Samada Iqubala, których losy splatają sie podczas drugiej wojny światowej. Następnie do gry wkraczają pochodząca z Jamajki żona Archibalda Clara oraz wybrana mu przez rodzinę małżonka Samada - Arsana. Na końcu pojawiają się dzieci (córka pierwszej pary Irie oraz bliźniaki Samada - Millat i Magid), które zawierają znajomość z rodziną typowych przedstawicieli angielskiej klasy średniej: Marcusa i Joyce Chalfenów. Tak złożona lista głównych bohaterów odzwierciedla, mniej więcej, skomplikowaną strukturę książki, której nie sposób streścić, nie spłycając jej przy tym. A tego bym nie chciała.

      W swojej wielowątkowej powieści Smith porusza całą masę problemów współczesnych społeczeństw Europy Zachodniej, które są wymarzonym celem milionów potencjalnych emigrantów z całego świata. Po osiągnięciu tego celu niejednokrotnie okazuje się jednak, że wspólne życie w zachodniej kulturze pełne jest problemów i konfliktów. Tolerancja, akceptacja, dorastanie, konflikt pokoleń, patriotyzm, religia, tożsamość, fanatyzm, dojrzałość, zrozumienie, rasizm, przemoc - wszystko to, i wiele więcej, można znaleźć śledząc pogmatwane losy bohaterów, tak nierozerwalnie ze sobą związanych. A całość napisana wartkim językiem, pełnym humoru i w dodatku dobrze przetłumaczona :) 

      Polecam gorąco!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Białe zęby, Zadie Smith”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 maja 2010 11:45

Zakładki

Kanał informacyjny