Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • poniedziałek, 29 listopada 2010
    • Książki do wymiany - Dorzucam dwie!

      Chciałabym zaproponować Wam wymianę książek. Jeśli pomysł się przyjmnie, to chętnie będę urządzać takie wymiany regularnie. Na pierwszy ogień pójdą dwie powieści z tzw. nurtu literatury kobiecej, które czyta się lekko, łatwo i przyjemnie. W sobotę 4 grudnia, dorzuciłam jeszcze dwie książki. A są to:

      Recenzję Między słowami oraz Ruskiego miesiąca umieściłam kilka miesięcy temu na swoim blogu. Klub Tenko i Jędzę w domu czytałam jeszcze w epoce przedblogowej, więc nie dysponuję rezenzją, ale odsyłam na stronę wydawnictwa MUZA i Drzewo Babel, gdzie możecie przeczytać o czym te książki są :) Wszystkie zostały przeczytane tylko raz i są w dobrym stanie (Ruski miesiąc posiada jedynie moje inicjały na stronie tytułowej).

      Chętnych do wymiany proszę o pozostawienie komentarza z informacją, którą powieść chcielibyście mieć i co oferujecie w zamian. Na oferty poczekam jeszcze kilka dni. Najpóźniej w nastepny poniedziałek (13.12.) napiszę, co na co wymieniam :)

      Pozdrawiam wszystkich i zapraszam do zabawy!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Książki do wymiany - Dorzucam dwie!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 listopada 2010 16:29
    • Dziennik ciężarowca, Tomasz Kwaśniewski

      Kolejna powieść z mojego ogromniastego bibliotecznego stosu. Zainteresował mnie temat: ciąża (prędzej czy później ten odmienny stan będzie mnie dotyczyć, więc warto zapoznać się z materią zawczasu).

      Dziewięć miesięcy rozwoju dziecka w brzuchu mamy opisane zostało przez przyszłego tatusia. Dziennik Kwaśniewskiego jest zabawny, do bólu szczery, momentami bardzo intymny i osobisty. Dzień po dniu, wśród trosk, radości, problemów i nieustannego oczekiwania docieramy wraz z rodzicami do szczęśliwego finału i narodzin Tosi.
      Ciekawym eksperymentem było dla mnie poznanie męskich przemyśleń i przeżyć związanych z ciążą i zmianami w życiu, które się z tym wiążą. Przyłapywałam się co rusz na dumaniu, jak w takiej, bądź innej sytuacji zachowałby się mój mąż :) No i w sumie niczego mądrego nie wydumałam - poczekamy, zobaczymy!

      Dziennik ciężarowca nie ma dla mnie wartości literackiej, ale niebywałą wartość poznawczą i za to pięknie autorowi dziękuję. A skoro Tosia cała zdrowa i w międzyczasie już trzyletnia, to z pewnościa przy najbliższej okazji sięgnę po Dziennik taty.

      Ocena: -4/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 listopada 2010 15:12
  • niedziela, 28 listopada 2010
    • Przesilenie zimowe, Rosamunde Pilcher

      To moje pierwsze zetknięcie z tą, podobno poczytną, autorką. Myślę także, że na jakiś czas jedyne. Po lekturze Przesilenia nie mam potrzeby poznania innych powieści tej autorki.

      Powieść opowiada historię kilkorga bohaterów, których losy mniej lub bardziej przypadkowo, splatają się ze sobą. Łączy je osoba głównej bohaterki, sześćdziesięcioletniej Elfridy, byłej aktorki, która wyprowadza się z Londynu na prowincję, by w spokoju i towarzystwie swojego psa Horacego przeżyć jesień życia. Niewiele jednak z tych planów wyniknie, bo już kilka miesięcy póżniej Elfrida wyląduje w położonym w północnej Szkocji starym domostwie z mężczyzną przy boku. Wyjątkowe Święta Bożego Narodznia owa para spędzi w towarzystwie dalekiej młodej krewnej Elfridy, jej siostrzenicy oraz przypadkowego gościa - młodego mężczyzny, który niebawem rozpocznie pracę w okolicy. OCZYWIŚCIE te kilka wspólnie spędzonych dni kolosalnie zmieni życie wszystkich bohaterów.

      Muszę przyznać, że pierwsze trzysta stron czytało się przyjemnie. Bardzo angielski klimat, sympatyczni bohaterowie, wartka akcja. Ale potem przestało mi się podobać. Autorka uwielbia detale, szczególiki i drobnostki, a w dodatku ma wyjątkowo irytującą manierę wyjaśniania czytelnikowi niezbyt skompikowanej akcji po kilka razy i z taką dokładnością, jakby chodziło o wyjątkowo trudne do zrozumienia wątki. Im bliżej końca, tym łatwiej się domyślić, że wszystko musi się dobrze skończyć, więc bohaterów spotykają same (przewidywalne) przyjemne rzeczy i co rusz wpadają oni na cudowne rozwiązania wszelkich problemów, nieustannie się przy tym podniecając (co wydaje mi się również bardzo angielskie).

      Można, nie trzeba. Choć to dobra, nie wymagająca intelektualnego zaangażowania lektura na zimowe podróże tramwajem lub pociągiem.

      Ocena: 3/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 listopada 2010 21:18
  • sobota, 27 listopada 2010
    • Coolturalny weekend

      Tak się zbierałam do sporządzenia tego wpisu, że minął tydzień od mojego powrotu z Warszawy. Ale co sie odwlecze.... Zatem nadrabiam nadległości i niniejszym prezentuję krótkie recenzje dwóch spektakli, które miałam przyjemność obejrzeć oraz książkowy stosik, który przywiozłam ze sobą.

       

      Najpierw kilka słów o spektaklu "Dziewczyny z kalendarza" w Teatrze Komedia. Nie miałam szans na zakup "normalnego" biletu, gdyż zbyt spontanicznie zaplanowałam swój wyjazd, a bilety na to przedstawienie trzeba kupować jakieś dwa miesiące naprzód. No, ale od czego są wejściówki :) Dzięki miłej pani bileterce siedziałam w drugim rzędzie podziwiając z bliska wspaniałe aktorki. A było na co patrzeć, bo obsadę stanowiły same gwiazdy z Marią Pakulnis, Barbara Bursztynowicz, Bożeną Dykiel oraz Grażyną Wolszczak na czele. Męską wisienką na torcie był dla mnie Bartosz Obuchowicz, którego po raz pierwszy widziałam na scenie. Swoją grą najbardziej zachwyciły mnie niesamowita Barbara Bursztynowicz oraz Maria Pakulnis - wprost nie mogłam się napatrzeć. Mimo takiego stężenia kobiecości na scenie nie miało się wrażenia, że panie ze sobą konkurują. Wręcz przeciwnie: gra i żywiołowa reakcja publiczności wyrażnie sprawiała im przyjemność.
      Sama historia jest pewnie wielu z Was znana z filmu: oto grupka przyjaciółek po pięćdziesiątce postanawia wydać kalendarz, do którego zapozują nago, i w ten sposób zebrać pieniądze na cel charytatywny. To tak w wielkim skrócie. Dziewczyny z kalendarza to komedia, która niejednokrotnie bawi widza do łez, ale jednocześnie zawierdz głębsze refleksje na temat życia, choroby, umierania... Raz miałam łzy w oczach i to nie z radości. Krótko mówiąc spędziłam cudowne chwile i polecam ten spektakl z całej siły!

      Zupełnie odmienne wrażenia wywołał na mnie piątkowy wieczór w Teatrze Żydowskim na przedstaweniu pt. "Żyć, nie umierać". Przede wszystkim sam teatr przenosi nas swoim wystrojem i atmosferą w lata siedemdziesiąte - pilnie potrzebuje renowacji i nowej kurtyny. Samo przedstawienie tak opisano na stronie internetowej teatru: Przedstawienie kabaretowo-muzyczne, w którym muzyka, śpiew i taniec przeplatają się ze skeczami, dowcipami i monologami przepełnionymi żydowskim i warszawskim humorem. Spektakl składa się z dwóch części: w pierwszej jesteśmy na przedmieściu Warszawy, w restauracji "Sielanka", gdzie bawi się polsko-żydowska społeczność, natomiast w drugiej części przenosimy się do kabaretu. Tutaj na estradzie występują gwiazdy, przy stolikach zasiada elegancka, zamożna widownia, a w powietrzu unosi się zapach perfum i cygar. Wspomniane części nijak się mają do siebie, a poszczególne piosenki nie składają się w żadną sensowną historię, a są jedynie zbiorem utworów "z epoki". W dodatku, tylko jedna z nich spełniła moje nadzieje na poznanie żydowskich pieśni z okresu dwudziestolecia - reszta miała raczej knajpiano-łobuzerski charakter, a nie tego oczekiwałam. Przyznać jednak muszę, że aktorzy teatru pięknie śpiewają i dzięki temu nie był to stracony wieczór.

      Na koniec jeszcze coś o książkach, czyli mój stosik z Taniej Książki na ul. Chmielnej:

       

      Wszystkie tytuły widać wyrażnie z wyjątkiem trzeciego od góry, a jest to książka Dawida Grosmana pt. "Kto ze mną pobiegnie".

      Miłego sobotniego zaśnieżonego wieczoru wszystkim życzę!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Coolturalny weekend ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      sobota, 27 listopada 2010 15:57
  • poniedziałek, 22 listopada 2010
    • Trzy filiżanki herbaty, Greg Mortenson & David Oliver Relin

      Trzy filiżanki herbaty to książka z kategorii tych, które koniecznie trzeba przeczytać. Niesamowicie ciekawa historia wyjątkowego człowieka, który zdecydował, że chce w życiu pomagać potrzebującym i walczyć z terroryzmem budując szkoły, głównie dla dziewcząt, w niedostępnych, górzystych rejonach Pakistanu i Afganistanu. Swoje, nieraz niebezpieczne, przygody, trudy i porażki przedstawił w bardzo autentyczny i samokrytyczny sposób.

      Dzięki Mortensonowi mamy szansę poznać wspomniany region i ludzi, którzy go zamieszkują. Ich religię i obyczaje, czasami niezrozumiałe dla Europejczyków bądź Amerykanów. Ten niesamowity człowiek udowadnia, że nie wolno stemplować wszystkich muzułmanów jako terrorystów, a tym, co pcha biednych ludzi w stronę Talibów i Al-Kaidy jest skrajne ubóstwo i absolutny brak perspektyw. Mortenson tworzy dla nich przyszłość dając im dostęp do edukacji. Dzięki tej książce dowiemy się wiele o samym Pakistanie, organizowaniu pomocy charytatywnej, o historii regionu, o himalaizmie i wielu innych rzeczach, których nie sposób wymienić. Trzy filiżanki herbaty należy czytać porcjami - tak, jak się pije dobrą herbatę - gdyż momentami przygniata nas ilość nazwisk oraz informacji zawartych w kolejnych rozdziałach. Mimo dość poważnego tematu książkę czyta się jak dobrą powieść: jest zabawna i wciągająca. 

      Greg Mortenson do dziś prowadzi swoją działalność i jako przewodniczący Instytu Azji Centralnej każdego roku kilka miesięcy spędza w tym regionie budując kolejne szkoły. Na końcu książki znajdują się informacje, w jaki sposób można pomóc tej instytucji.

      Polecam!

      Ocena: 5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Trzy filiżanki herbaty, Greg Mortenson & David Oliver Relin”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 listopada 2010 16:54
  • wtorek, 16 listopada 2010
    • Czerwony rower, Antonina Kozłowska

      Nie wytrzymałam i sięgnęłam do mojego bibliotekowego stosiku po książkę Antoniny Kozłowskiej - bez kolejki. I bardzo dobrze zrobiłam (instynkt mola zadziałał prawidłowo...) - bo to jedna z najlepszych książek, jakie do tej pory przeczytałam i bardzo mi smutno, że już opuściłam wykreowany przez autorkę świat...

      Powieść rozpoczyna się spotkaniem trzech młodych kobiet, które łączy wspólne dorastanie na obrzeżach Warszawy oraz tragiczna tajemnica, która zakończyła ich dzieciństwo. W kilkunastu pozbawionych chronologii odsłonach poznajemy, z różnej perspektywy, historię przyjaźni dziewcząt, ich bolesnego dorastania oraz zagłębiamy się w wyjątkową atmosferę zamierzchłych lat osiemdziesiątych.

      Niby nic szczególnie oryginalnego. Jednak sposób prowadzenia akcji sprawia, że nic nie dzieje się tak, jakbyśmy się tego spodziewali. Tajemnica jest przed nami odkrywana stopniowo i niczego nie można przewidzieć. Jednakże sprawnie poprowadzona narracja i ciekawe perypetie bohaterów to tylko część plusów powieści. Bo tak naprawdę jej głównym bohaterem są, moim zdaniem, lata osiemdziesiąte: szare, trudne, kiczowate, skomplikowane lata tuz przed końcem PRLu. Z wszystkimi ich absurdami i urokami.
      Mimo, iż jestem nieco młodsza od bohaterek Czerwonego roweru, to nie zliczę ile razy podczas lektury uśmiechałam się pod nosem na wspomnienie opisywanaych przez autorkę przedmiotów, zachowań czy sytuacji - doskonale znanych z własnych wspomnień. Klimat szkolnych korytarzy w mojej tysiąclatce, pierwsze "wolne" z kolegami z klasy, piątkowe wieczory przy liście trójki, lekki powiew luksusu wydobywający się z zagranicznych paczek - to tylko kilka przykładów. Za tę cudowną i bardzo intensywną podróż do lat dziecinnych jestem autorce niezmiernie wdzięczna.

      Jedyne, z czym się nie zgadzam, to stwierdzenie, że po 35 roku życia to już się ma z górki i że to juz niemalże początek umierania. Ja ten punkt ustawiam tak na 60+ :)

      Ocena: 6/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Czerwony rower, Antonina Kozłowska”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 listopada 2010 17:56
  • środa, 10 listopada 2010
    • Za dużo słońca Toskanii. Opowieści o Chianti, Dario Castagno

      Do kupienia tej książki skłoniła mnie przepiękna okładka, nazwa mojego ulubionego wina w tytule oraz poniższy cytat umieszczony na obwolucie:

      "Czasem odnoszę wrażenie, że wystarczy w tytule książki umieścić słowo "Toskania", żeby edycja natychmiast otrzymała przepustkę do amerykańskich list bestsellerów. Pamiętając o tym i nie lekceważąc tych pisarzy, którzy pisali przede mną, skromnie sugeruję, że przyszedł już czas, aby autentyczny Toskańczyk też włączył się do współzawodnictwa. Napisałem więc książkę z dokładnie przeciwnego punktu widzenia: rodowitego Toskańczyka opisującego coraz większą falę rozentuzjazmowanych Amerykanów, lądujących na jego własnym przyczółku"

      Dario Castagno popełnił świetną ksiażkę, która zabiera nas w pełną anegdot i historii wędrówkę po Chianti. A dodać trzeba, że autor wie, o czym pisze, gdyż od ponad dwunastu lat pracuje jako przewodnik turystów indywidualnych po regionie. Jego zbeletryzowany dziennik zawiera wiele zabawnych historyjek, stawiających jego amerykańskich klientów w nie najlepszym świetle, liczne elementy autobiograficzne oraz wiele informacji o historii, kulturze i tradycjach regionu. Podczas lektury poznajemy wiele nietuzinkowych osób, odkrywamy różne tajemnice wina i toskańskiej kuchni oraz uświadamiamy sobie ogrom różnic kulturowych dzielących mieszkańców USA i Europy. A wszystko podane pięknym językiem i okraszone samokrytycznymi uwagami autora i jego niebywałym poczuciem humoru. Nie znajdziemy w tej książce opisu trudów tworzenia winnicy czy renowacji starych domostw. Jej atutem jest fachowa wiedza eksperta podparta miłością autora do swojej małej ojczyzny. Wspaniała lektura, którą serdecznie polecam!

      Na zakończenie jeszcze jeden cytat:
      "Moje ulubione pytanie pochodzi od klienta, który, przeglądając mapę Włoch podczas wyprawy na wieś, zapytał, czy kangurom udaje się przeskoczyć granicę. Przez dłuższą chwilę nie mogłem się zorientować, o co mu chodzi, więc odpowiedziałem, że z pewnością żadnych kangurów nie zobaczymy. Dopiero składając mapę pozostawioną na tylnym siedzeniu, zauważyłem, że pomyliła mu się sąsiadująca z nami Austria z innym krajem, położonym o wiele dalej." (str. 186)

      Ocena: 6/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Za dużo słońca Toskanii. Opowieści o Chianti, Dario Castagno”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 10 listopada 2010 17:01
  • poniedziałek, 08 listopada 2010
    • Handlarz kawą, David Liss

      Myślę, że David Liss miał świetny pomysł na książkę - właśnie tym pomysłem zachęcił mnie do sięgnięcia po Handlarza kawą. Połowa siedemnastego wieku, stolica europejskiego handlu - Amsterdam i premiera produktu, bez którego nie wyobrażam sobie życia - czyli kawy. Wydawałoby się powieść dla fanki historii oraz wspomnianej używki wręcz idealna. W dodatku wg. okładki miał to być thriller... Niestety, nie otrzymałam tego, co obiecano i na co ostrzyłam sobie zęby przed lekturą.

      Ale po kolei.

      Głównym bohaterem jest Miguel Lienzo, portugalski Żyd, zajmujący się prowadzeniem interesów na giełdzie. Poznajemy go w niezbyt sprzyjających okolicznościach - w wyniku złych decyzji dotyczących handlu cukrem Miguel stracił niemalże cały swój majątek, a od rynsztoka uratował go brat. Jednak jeśli ktoś pragnie odnaleźć w powieści ślady braterskiej miłości, to się mocno rozczaruje, gdyż stosunki obu panów są chłodne, a ich działania wymierzone przeciw sobie nawzajem.
      Aby jakoś się wykaraskać z niekorzystnego położenia, Miguel podejmuje wielkie ryzyko i decyduje się na handel nieznanym w ówczesnej Europie towarem - kawą. Działanie, które albo pogrąży go ostatecznie i zmusi do ucieczki z Amsterdamu, albo przyniesie mu bogactwo, sławę i uwolni od konieczności mieszkania u brata. Aby zrealizować swój plan Lienzo nie waha się zdradzić, oszukać i pogrążyć innych: wrogów, partnerów, przyjacół, czy brata właśnie.

      Jak już wspomniałam, sam pomysł powieści wydał mi się świetny, ale do jego realizacji mam kilka zastrzeżeń. Pierwsze i najpoważniejsze to nieustanna obecność giełdy. Niezliczone, skomplikowane i niezrozumiałe (co po części pewnie "zawdzięczmy" kiepskiemu tłumaczeniu) opisy giełdowych transakcji sprawiały, że zwyczajnie nie byłam w stanie pojąć, co też główny bohater wyprawia z powierzonymi mu pieniędzmi. Dotyczyło to niestety także najważniejszej, kluczowej dla całej powieści, transakcji kawą. Wszyscy bohaterowie posądzani są przez Miguela o złe intencje, spiskowanie i chęć własnego zysku (coś jak obecna polska scena polityczna :), a czytelnikowi trudno tak naprawdę zrozumieć kierujące postaciami intencje. Niedopracowane i częściowo pozbawione sensu dialogi (najpierw się, kłócimy, potem sobie wybaczamy, a na końcu ubijamy interes lub podpisujemy umowę, choć za grosz sobie nie ufamy), niedbały, zbyt współczesny język, wątki prowadzące donikąd i niezliczone tajemnice. Wyszła z tego cała lista zastrzeżeń. Jako plus dodam, że autor korzystał z wielu historycznych opracowań, co pozwala wierzyć, że przedstwione przez niego informacje na temat życia codziennego i zwyczajów panujących w ówczesnym Amsterdamie są wiarygodne. I właśnie w tym punkcie życzyłabym sobie więcej: dokładności, informacji, szczegółów.

      Nie będę ukrywać: nie podobało mi się. Po raz kolejny okazało się, że dobry pomysł, to za mało na dobrą powieść. Brakowało jej klimatu, głębszego potraktowania tematu oraz tego czegoś, co sprawia, że żal książkę odłożyć i z wypiekami przewraca się kolejna stronę. Szkoda.

      Ocena: 3/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Handlarz kawą, David Liss”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 listopada 2010 11:29

Zakładki

Kanał informacyjny