Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • niedziela, 28 lutego 2010
    • Bracia, Da Chen

      Na okładce widnieje taka oto informacja: "Niezwykła i egzotyczna chińska saga, w której realizm splata się z bajkowością. To powieść o dojrzewaniu, miłości, zemście i przeznaczeniu. Lata rewolucji kulturalnej w Chinach. Dwaj bracia - Tan, żyjący w komunistycznym luksusie i Shento, osamotniony, wychowany w sierocińcu - nie wiedzą o swoim istnieniu. Obaj owładnięci są krańcowo różnymi myślami o ojcu, a także miłością do tej samej kobiety, pięknej i utalentowanej Sumi. Pewnego dnia drogi życiowe braci krzyżują się..."

      Niniejszy opis zachęcił mnie to do lektury. Miałam wielką ochotę na te 500 stron. Tyle, że po lekturze mam mieszane uczucia. Pomysł na powieść świetny, ale jakoś tak nie do końca sprawnie zrealizowany. Braci czyta się jednym tchem. Dosłownie. Trudno się oderwać od napisanej pięknym językiem powieści. Losy obu braci poznajemy na przemian: raz narratorem jest Tan, a za chwilę Shento. Pierwsze dwieście pięćdziesiąt stron spełniło też moje oczekiwania. Można je określić mianem literatury prawie ambitnej. A potem to już tak z górki i trochę za bardzo po amerykańsku. Jeden z braci zostaje milionerem, drugi robi oszałamiającą karierę polityczną, obaj posiadają niemal nadprzyrodzone właściwości. No ale żeby nie było za łatwo, obaj przeżywają także nieszczęśliwą miłość.

      Myślę, że ta powieść jest zbyt lekka. Z pewnością wzbogaciło by ją kilka dodatkowych informacji o kulturze i obyczajowości Chin. Brakuje głębi. Czasem jest trochę po łebkach. Ale może się czepiam.

      Generalnie warto się wybrać w tę podróż do Państwa Środka.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 lutego 2010 11:57
    • Dziewczyna, która igrała z ogniem

      W niemieckich kinach już jest! Po tytułem Verdammnis czyli Przekleństwo od początku lutego można oglądać filmową adaptację drugiej części trylogii Larssena.

      Moje wrażenia podobne są do tych po obejrzeniu filmu Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Nie będę sie zatem powtarzać.

      Napiszę jedynie, że uwielbiam tak się bać i oglądać dwugodzinny film w nieustającym napięciu. Wspaniale! Ponownie wielki ukłon w stronę Noomi Rapace, która jest niesamowicie przekonującą odtwórczynią głównej roli.

      Dla miłośników thrillerów będzie to niewątpliwa uczta i cóż, część trzecia wchodzi do kin na początku czerwca...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dziewczyna, która igrała z ogniem”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 lutego 2010 11:42
  • niedziela, 21 lutego 2010
  • sobota, 20 lutego 2010
    • Stos cegieł

      To jest mój pierwszy stos, ale za to dość pokaźny. Jak szaleć, to szaleć :)

      Oprócz ostatniej, wszystkie pozycje pochodzą z biblioteki, co oznacza:

      a) Gminna biblioteka jest wyposażona dość interesująco (wbrew wcześniejszym obawom)

      b) Moje własne nabytki książkowe nadal będą się kurzyć..

      Z opisu i po okładce, wszystkie brzmią ciekawie i na każdą z nich się cieszę. Czy ktoś już coś czytał i ma ochotę skomentować na zaś?

      BLONDYNKA MORALNEGO NIEPOKOJU, Danuta Noszczyńska (już jestem w połowie)

      BRACIA, Da Chen

      OFIARA 44, Tom Rob Smith

      TYLKO MIŁOŚĆ, Philippe Segur

      TO WŁAŚNIE KUBA, Lea Aschkenas

      GROTESKA, Natsuo Kirino

      PROCHY ANGELI, Frank McCourt

      Tym optymistycznym akcentem życzę wszystkim miłego weekendu nad książką!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Stos cegieł”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      sobota, 20 lutego 2010 09:55
  • piątek, 19 lutego 2010
  • wtorek, 16 lutego 2010
    • Umierający Europejczycy, Karl-Markus Gauß

      Podtytuł: Podróże do sefardyjskich Żydów z Sarajewa, Niemców z Gottschee, Arboreszów, Łużyczan i Aromunów

      Austriacki eseista Karl-Markus Gauß zabiera czytelnika w niezwykłą podróż po Europie. Z dala od metropolii, turystycznych atracji i głównych dróg odkrywamy z nim zapomniane, małe wioski, z których każda kryje swoje tajemnice.

      Na kartach książki spotykamy głównie starszych ludzi - taki zdaje się być los mniejszości. Młodzi uciekają do miast, w wielki świat, asymilują się i patrzą w przyszłość. Refleksje nad przeszłością i tożsamością towarzyszą emerytom, którzy leniwie przesiadują na ławeczkach przed swoimi domami. Obojętnie, czy we Włoszech, Niemczech, czy w Bośni i Hercegowinie tych ludzi łączy tęsknota za czymś nieuchwytnym, pamięć dawnych czasów.

      Pięć historycznych esejów. Pięć niezwykłych grup etnicznych. Nieskończona ilość pojedynczych historii. Wcześniej znałam jedynie mniejszość Łużyczan, pozostałe z przyjemnością poznałam. Teksty Gaußa czyta się powoli, aby jak najwięcej zrozumieć i zapamiętać. Warto mieć pod ręką atlas albo choć mapę Europy. Warto się zastanowić nad przeszłością grup etnicznych w Europie, bo ich przyszłość raczej jest niepewna. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Umierający Europejczycy, Karl-Markus Gauß”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 lutego 2010 17:07
  • piątek, 12 lutego 2010
    • Sherlock Holmes

      Wiem, wiem. To jest z założenia blog o książkach. A ja nie dość, że zamierzam entuzjastycznie opisać film, to jeszcze przyznaję bez bicia, że dotychczas nie przeczytałam żadnej z powieści, czy choćby krótkiego opowiadania Sir Arthura Conan Doyle'a. Ale, co się odwlecze, to nie uciecze i zamówienie na Psa Baskerville'ów Studium w szkarłacie już prawie złożone w ulubionej księgarni internetowej :)

      Ale miało być o filmie. A ten stanowi rozrywkę najwyższego sortu. Świetne efekty specjalne, wartka i szybka akcja, realistycznie oddana sceneria ówczesnego Londynu, mnóstwo zabawnych scen i dialogów. Nie zapominamy oczywiście o przystojnym Robercie Downey'u Juniorze, grającemu rolę tytułową, którego zdecydowanie należy uznać za jeden z głownych atutów filmu.

      Jeśli chodzi o treść, to mamy oczywiście czarny charakter, czyli groźnego i tajemniczego lorda Blackwood'a, który powstaje z martwych, aby przy pomocy czarnej magii i grupy koleżków przejąć władzę nad światem. Piękny Scherlock i dr Watson (tego z kolei gra Jude Low, więc dla jego fanek radość podwójna) muszą mu w tym przeszkodzić. Trójkąt uzupełnia urocza towarzyszka Holmesa z przeszłości...

      Na zakończenie filmu ewidentnie zapowiedziano część drugą, której już nie mogę się doczekać. A póki co zazdroszczę tym, którzy wizytę w kinie dopiero mają przed sobą!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Sherlock Holmes”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 12 lutego 2010 10:52
    • To skomplikowane

      W ostatnim czasie, zwłaszcza po tryskającej optymizmem i pozytywną energią Mamma Mii (?), Meryl Steep jest zdecydowanie jedną z moich ulubionych aktorek. Najnowsza produkcja z jej udziałem tylko tę sympatię pogłębiła.

      Meryl gra w niej dojrzałą kobietę (ze zmarszczkami!), która odchowała trójkę dzieci, realizuje się zawodowo spełniając swoje marzenia i na dodatek nawiązuje romans z byłym mężem. Jest zabawnie, wzruszająco, a momentami jednak trochę nudnawo. Plusem jest fakt, że zakończenie nie jest w 100% przewidywalne :)

      Oprócz odtwórczyni głównej roli w filmie najbardziej spodobał mi się jej dom. Po prostu idealny: z basenem, pięknym widokiem na ocean, własnym ogrodem, no i taaaką KUCHNIĄ!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „To skomplikowane”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 12 lutego 2010 10:33
  • niedziela, 07 lutego 2010
    • Marina, Carlos Ruiz Zafón

      Mmmmm, mmmmmm, pycha! Po prostu.

      Przyznam, że z lekkim wahaniem sięgnęłam po niedawo wydaną w Polsce Marinę. Bałam się rozczarowania. Zachwycona Cieniem wiatru (jestem mało oryginalna, ale to jedna z moich ulubionych książek), Gra Anioła uważam za dużo mniej udany. Ale, jak to mówią: kto nie ryzykuje, ten nie wie, a zatem zaczęłam lekturę. Książka ta w zeszłą niedzielę wpadła mi w ręce i wcisnęła się w kolejkę. Ale do rzeczy.

      Napisana w połowie lat 90-tych Marina jest powieścią dla młodzieży i nie ma z Cieniem wiatru nic wspólnego, poza tajemniczym i mrocznym miejscem akcji - czyli Barceloną. No i jeszcze wyborny "zafonowski" klimat. Główny bohater Oscar mieszka w szkolnym internacie i jego ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu po lekcjach jest wędrowanie uliczkami miasta i podziwianie starych kamienic i pałacyków. Pewnego dnia zwabiony muzyką wchodzi do jednego ze starych domów i przez roztargnienie zabiera z niego złoty zegarek. Kiedy kilka dni później postanawia go oddać, poznaje Marinę, która staje się jego towarzyszką i najlepszą przyjacółką. Razem wybierają się na stary cmentarz, gdzie obserwują tajemniczą damę w czerni. Postanawiają ją śledzić i w ten sposób natrafiają na tajemnicę i tragiczną historię miłosną, nie mając pojęcia, że niebawem staną się bohaterami jej dramatycznego finału...

      Marina jest napisana pięknym językiem i wciąga od pierwszych zdań. Momentami jest mało odkrywcza - Zafon zastosował szereg "pewniaków", które są częścią każdego dobrego horroru lub thrillera. A zatem jest cmentarz, opustoszałe pałace, znowu cmentarz, na który główny bohater oczywiście wybiera się nocą, potwory, no i cała masa tajemnic. Na kartach powieści poznajemy szreg fascynujących postaci, z których każda opowiada swoją historię. Jak elementy układanki historie te dopasowane do siebie tworzą pełny obraz.  Powieść czyta się świetnie. Polecam!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Marina, Carlos Ruiz Zafón ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 lutego 2010 18:52
  • wtorek, 02 lutego 2010
    • Pamiętnik przetrwania, Doris Lessing

      Na wstępie zaznaczę, że to moje pierwsze spotkanie z tą noblistką i z pewnością, przynajmniej na jakiś czas, ostatnie. Jej osobliwy styl i katastroficzna wizja świata nie przypadły mi do gustu. Wcale.

      W zupełności nie zgadzam się z zamieszczoną na okładce opinią: "Rewelacyjna baśń". Moim zdaniem, książka Lessing nie jest baśnią, ale koszmarną wizją zdegenerowanego świata, w którym ludzie, a zwłaszcza małe dzieci są potworami jedzącymi szczury i mordującymi się wzajemnie. Obraz wyłaniający się z powieści przypomina wstęp do apokalipsy, albo świat po jakiejś koszmarnej wojnie. Co gorsza, ludzie nie widzą dla siebie alternatywy ani ratunku. Zdziczałe miasto można wprawdzie opuścić przyłączając się do jednego z plemion, ale dokąd ono zmierza i co znajdzie na końcu swej wędrówki - nie wiadomo.

      Styl Lessing, przez wielu chwalony, nie przypadł mi do gustu. Przyznam szczerze, że dziwne wizje bohaterki, przechodzenie przez ściany i obserwowanie ludzi, niepowiązane ze sobą wydarzenia oraz wtrącenia o malowaniu kałem po ścianach zwyczajnie mnie irytowały.

      Spędziłam z tą książką większą część dnia i zmęczyłam ją do końca, na szczęście to "tylko" 296 i pół strony. Przyznaję bez bicia: nie mój świat, nie moja bajka.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Pamiętnik przetrwania, Doris Lessing”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 lutego 2010 22:02

Zakładki

Kanał informacyjny