Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • poniedziałek, 31 stycznia 2011
    • Sagi rodzinne z historią w tle

      Chciałabym podzielić się z Wami zachwytem nad dwoma filmami, które w ostatnim czasie obejrzałam i które zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

      Pierwszy z nich nosi tytuł Kropla słońca (org. Sunshine), film nakręcony w 1999 roku w reżyserii Istvána Szabó. Krótko o treści:
      Historia trzech pokoleń żydowskiej rodziny Sonnenscheinów na Węgrzech, od 1900 roku po dzień dzisiejszy. Akcja skupia się na trzech kolejnych męskich potomkach odtwarznych przez Ralpha Fiennesa. Ich losy ściśle łączą się z historią. Dotyczą ich związków z kobietami, dróg do kariery i zmagań z własną duszą. Rewolucje, obie wojny światowe, stosunek społeczeństwa do ich pochodzenia. Wszystko to ma wpływ na ich życie. Zmieniają nazwisko na bardziej "węgierskie", potem przechodzą na wiarę katolicką, co jednak nie uchroni ich przed najgorszymi doświadczeniami w historii XX wieku. (źródło opisu: www.filmweb.pl

      Tragiczne losy rodziny Sonnenscheinów od ponad tygodnia siedzą mi w głowie. Przewrotność historii, ludzkie słabostki, siła miłości, nierozerwalność więzów krwi i dużo, dużo więcej. W tle burzliwa historia Węgier, często absurdalna, ale i wyjątkowo ciekawa. Pięknie zrobiony film, który choć długi (140 minut) wciągnął mnie bez reszty i nie daje o sobie zapomnieć.

      Drugi tytuł, to nakręcony w 1993 roku na podstawie powieści Isabell Allende film z absolutnie genialną obsadą z polskim tytułem Dom dusz, reżyseria Bille August:
      Wielowątkowa historia rozpoczynająca się opowieścią o ubogim właścicielu plantacji Estebanie, posiadającym wielkie ambicje i pragnienie zrealizowania wszystkich swoich marzeń, którego cały świat nagle legnie w gruzach w wyniku tragicznej śmierci narzeczonej. Po pewnym czasie Esteban poślubia jej młodszą siostrę Clarę, posiadającą niezwykły dar przepowiadania przyszłości. Z ich związku rodzi się dziewczynka - Blanka. Mijają lata, w czasie których Esteban zmienia się w okrutnego człowieka, który karierę polityczną i zdobywanie bogactwa przedkłada nad najbliższą rodzinę, od której się powoli oddala. Esteban popada również w konflikt z Blanką, sprzeciwiając się jej związkowi z ubogim rewolucjonistą Pedrem. Uporządkowany świat Estebana zaczyna się gwałtownie rozpadać kiedy komuniści przejmują kontrolę nad rządem w Chile. Jest to początek koszmaru dla jego rodziny, gdzyż Blanka dostaje się do więzienia, w którym oficerowie starają się wyciągnąć od niej informacje na temat Pedra, który związał się z komunistami. Przyjdzie czas, kiedy Esteban zrozumie wszystkie swoje winy, starając się uwolnić Blankę i odzyskać to, co w swoim życiu po drodze utracił... (źródło opisu: www.filmweb.pl)

      Pierwowzoru literackiego dotychczas nie czytałam, podobnie jak żadnej innej książki Allende. ALE Portret w sepii leży już na półce i niebawem zainauguruje moją przygodę z tą autorką. Po Dom duchów także sięgnę, aby móc porównać z doskonałym filmem.

      Choć oba tytuły do nowości nie należą, warto po nie sięgnąć. To dobre, klimatyczne kino, którego uniwersalne prawdy nie przemijają z czasem. Nie jestem obiektywna, to fakt, uwielbiam historię i sagi rodzinne, a tego w obu filmach pod dostatkiem. Z pewnością warto się wybrać w tę filmową podróż w czasie i przestrzeni na Węgry i do Chile. GORĄCO POLECAM!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Sagi rodzinne z historią w tle”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 stycznia 2011 17:40
  • niedziela, 30 stycznia 2011
    • Dziewczyna z zapałkami, Anna Janko

      Hmm.... Skończyłam lekturę wczoraj, ale jakoś nadal nie jestem pewna, co sądzę o tej powieści. Odczucia mam bardzo pomieszane, może jak je przeleję klawiaturą na ekran, to mi się uporządkują :)

      Na początku czytanie Dziewczyny z zapałkami szło mi bardzo opornie. Potrzebowałam kilkunastu stron, żeby podchwycić tempo, zrozumieć styl, poznać strukturę tekstu. A dalej poszło szybko, historia Hanki wciągnęła mnie na tyle, że zaczęłam jej współczuć i mieć cichą nadzieję, że w końcu poczuje się szczęśliwa.
      Główna bohaterka i zarazem narratorka powieści, czyli Hanka właśnie, to młoda kobieta,  która wcześnie wyszła za mąż za mężczyznę, który nie był jej wymarzonym. Szybko urodziła dwoje dzieci i w szarzyźnie lat osiemdziesiątych walczy o szczęście swoje i rodziny. Książka jest z jednej strony zapisem wydarzeń z życia bohaterki, jak i jej licznych przemyśleń o sensie życia, nienawiści do teściuchów i oziębłym stosunku do męża.

      Powieść Anny Janko jest z pewnością warta uwagi. Napisana pięknym poetyckim językiem wymaga pełnego skupienia czytającego, gdyż momentami niełatwo jest nadążyć za tokiem myśli bohaterki i zrozumieć, jaki właściwie ma problem. I na tym chyba właśnie polega także mój problem z tą powieścią. Ciężko pojąć, dlaczego Hanka cierpi na nieustający "Weltschmerz". Z jednej strony stale psioczy na męża, a za moment wyznaje, że nie może bez niego żyć. Ciągle uskarża się, że jest zmęczona, teściowa jej nie rozumie, mieszkanie w ruinie, mąż nie ma czasu. I tak w kółko. Aż ma się ochotę wykrzyknąć: kobieto, przestań się nad sobą użalać i spróbuj zmienić swoją rzeczywistość. Z drugiej strony taka postawa wydaje mi się być znajoma, charakterystyczna dla Matek Polek tamtej epoki, które chcąc być idealne w chorym świecie nie miały siły albo odwagi żeby wyrwać się z szarej codzienności i nadal tkwiły w oparach nieszczęścia.

      Nie wiem sama. Myślę, że zarówno książka, jak i jej bohaterka dostarczają sporo materiału do dyskusji i przemyśleń i na pewno warto po Dziewczynę z zapałkami sięgnąć, aby wyrobić sobie własne zdanie.

      Ocena: -4/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 stycznia 2011 18:10
  • piątek, 21 stycznia 2011
    • Zabiorę Cię tam, Joyce Carol Oates

      To moje pierwsze spotkanie z autorką, na którą zwróciłam uwagę dzięki buszowaniu po książkowych blogach. Powieść Zabiorę Cię tam nie zachwyciła mnie jakoś szczególnie, ale też nie zniechęciła do dalszego poznawania dzieł pani Oates.

      Może najpierw krótko o treści. Główną bohaterką, której prawdziwego imienia nie poznajemy, jest młoda dziewczyna. Wychowywała się na prowincji, bez matki, w obecności trzech starszych braci i surowych dziadków oraz w stałej nieobecności ojca. I chyba właśnie w tym nie najjaśniejszym dzieciństwie tkwi źródło jej licznych kompleksów, niskiego poczucia własnej wartości i nieustannej chęci przypodobania się otaczającym ją osobom.
      W pierwszej części bohaterka rozpoczyna studia i wstępuje do bractwa Kappa Gamma Pi (czy jakoś tak), choć kompletnie i to pod wieloma względami nie pasuje do pozostałych członkiń. Część druga to opis jej skomplikowanych relacji z czarnoskórym doktorantem, jej pierwszą miłością. A w ostatniej bohaterka odbywa podróż w przeszłość podejmując próbę naprawienia rodzinnych relacji.

      Jak już napisałam powieść ta z pewnością mnie nie zachwyciła, ale w pewien sposób poruszyła i zaintrygowała. Nie polubiłam głównej bohaterki ani świata, króry dla niej wykreowała Oates, a mimo to z zaciekawieniem przewaracałam kolejne strony. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale mój stosunek do tej powieści po prostu jest niejednoznaczny. Jeśli ktoś autorki nie zna, to z pewnością warto to zmienić, zwłaszcza, że wymieniana jest jako poważna kandydatka do literackiego Nobla. 

      Z pewnością przeczytam jej kolejną książkę pt. Czarna dziewczyna, biała dziewczyna, którą mam w swojej biblioteczce. I niewykluczone, że sięgnę po kolejne. Co polecacie? Który tytuł Oates należy do Waszych ulubionych?

      Ocena: 4/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Zabiorę Cię tam, Joyce Carol Oates”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      piątek, 21 stycznia 2011 11:35
  • sobota, 15 stycznia 2011
    • Pamiętnik pani Hanki, Tadeusz Dołęga-Mostowicz

      Ta powieść stanowi lekturę obowiązkową dla każdego miłośnika dwudziestolecia międzywojennego. Autor przecudnie oddał atmosferę przedwojennej Warszawy i przednio scharakteryzował ówczesną elitę z jej fajfami, proszonymi obiadkami, bankietami, wyprawami do wód i na przymiarki do krawcowej. Pamiętnik pani Hanki powstał w 1939 roku jako ostatnia powieść Dołęgi-Mostowicza, który parę miesięcy później zginął na froncie. Autor umieścił w powieści sam siebie w roli przyjaciela pani Hanki, służącego zawsze dobrą radą. Opatrzył pamiętnik swoimi komentarzami - co uważam za ciekawy zabieg literacki, z którym zetknęłam się po raz pierwszy.

      Główna bohaterka, tytułowa pani Hanka, jest uosobieniem próżności, naiwności i głupoty. Całe dnie spędza na odwiedzaniu kawiarni czy restauracji, bywaniu u znajomych i brylowaniu w towarzystwie, na "załatwianiu sprawunków na mieście" oraz przyjmowaniu wszelakich oznak uwielbienia od otaczających ją mężczyzn. Nie przeszkadza jej to być wierną małżonką Jacka, młodego dyplomaty, który ma mało czasu i niewiele zrozumienia dla ogromnych "problemów" żony, w stylu: co podać na kolację lub jaki kolor sukni zamówić na kolejny bal... I oto pewnego dnia nasza niezwykle zajęta bohaterka zostaje wplątana w aferę szpiegowską, a dodatkowo zmuszona jest do śledzenia własnego męża, który, jak się okazało, ma jeszcze jedną żonę... Do akcji wkraczają detektywi, tajni agenci, tajemnica goni tajemnicę i wszystko robi się TAKIE ekscytujące ;)

      Cudna po prostu jest ta powieść. Na zachętę cytat: "Jacek zostawił mi kartkę, że będzie do późna zajęty na mieście. Jest to zupełnie zrozumiałe w związku z tym, co się dzieje w Europie. Zdaje się zanosić na wojnę. Pani Lucyna twierdzi, że w razie wojny wejdą w modę wysokie sznurowane buciki i małe kapelusiki stylizowane według czapek wojskowych. Pod tym względem wojny się nie boję. Swoich łydek, dzięki Bogu, nie potrzebuję się wstydzić, a w małych kapelusikach jest mi bardzo do twarzy." (str. 331) I tak w kółko. Niezależnie od tego, co się wokół niej dzieje, dla Hanki najważniejszy jest nienaganny wygląd, modna i droga suknia wysokiego gatunku oraz otaczajęce ją kółko adoratorów i komplementy kochającego męża....

      Ocena: +5/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Pamiętnik pani Hanki, Tadeusz Dołęga-Mostowicz”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      sobota, 15 stycznia 2011 19:57
  • czwartek, 13 stycznia 2011
  • wtorek, 11 stycznia 2011
    • Zielone drzwi, Katarzyna Grochola

      Nie przepadam za książkami Katarzyny Grocholi. Przeczytałam wprawdzie parę lat temu dwie albo trzy, ale naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć, które to były, a to też o czymś świadczy.... Zielone drzwi wypatrzyłam na półce u znajomej i postanowiłam zaryzykować. I muszę przyznać, że się opłaciło i zostałam przez autorkę bardzo poztywnie zaskoczona.

      W sumie to nie lubię recenzować biografii, a tym bardziej autobiografii, mam przy tym takie dziwne uczucie, że po części oceniam czyjeś życie, a to przecież nie w porządku. Jednak to właśnie przeżycia narratora lub głównego bohatera stanowiąc treść danej książki, w dużej mierze wpływają na to, jak ją odbierze czytelnik. Na drugim miejscu jest styl - w mojej skali przynajmniej. No, ale skoro zaczęłam pisać o tej książce to i skończę.

      Autorka opisała lekkim piórem jasne i ciemne wydarzenia ze swego życia. Jej autobiografia raz wywołuje salwy śmiechu, jak podczas czytania o psikusach płatanych nauczycielom, innym razem zasmuca i zmusza do reflesji, jak w przypadku opisów pracy w szpitalu. Dowiadujemy się wielu szczegółów z życia pani Grocholi, ale pewne sfery prywatne pozostały tajemnicą, co świadczy o klasie autorki. Śmiało można stwierdzić, że przy tak bogatym i różnowodnym życiorysie wymyślanie literackich postaci i urozmaicanie ich fikcyjnego życia nie powinno być problemem. I dla pani Kasi nie jest.

      Książka osobista, ciepła i mądra. O życiu. O kobietach. Dla kobiet.
      Polecam.

      Ocena: 5/6 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 stycznia 2011 17:22
  • środa, 05 stycznia 2011
    • W ogrodzie Mirandy, Katarzyna Krenz

      Niestety książka ta nie stanowi miłego literackiego rozpoczęcia roku 2011. Raczej nudne i rozczarowujące. A szkoda, zapowiadało się ciekawie. W dodatku taka piękna okładka...

      Tytułowa bohaterka Miranda na początku powieści jest młodą i bezwzględną karierowiczką, dla której liczy się tylko sukces zawodowy. Jej udział w wyścigu szczurów zostaje jednak przerwany nieplanowaną ciążą. Nowe okoliczności życiowe wymuszają na bohaterce podjęcie szeregu decyzji, w wyniku których Miranda zamieszkuje na angielskiej prowincji, gdzie w towarzystwie ekscentrycznych współlokatorów oczekuje narodzin dziecka.

      Myślę, że autorka za bardzo się starała stworzyć ambitne dzieło, w wyniku czego przedobrzyła w kilku miejscach. Ponadto popada ze skrajności w skrajność, nie mogąc się zdecydować, czy chce napisać kobiece "czytadło" czy rozprawę filozoficzną. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Pani Krenz stworzyła kilka drugoplanowych postaci, o których dowiadujemy się dużo za dużo, które charakteryzują się wyjątkowo bogatym życiem wewnętrznym i ogromną skłonnością do filozofowania. I to właśnie te ciągoty autorki do pseudofilozoficznych rozważań oraz mnogość moralizatorskich stwierdzeń najbardziej mi w powieści przeszkadzały.

      Na okładce widnieje zdanie: "Mądra, zabawna i krzepiąca powieść dla myślących kobiet." Nie zgadzam się z ani jednym wymienionym tu przymiotnikiem, a podział czytelniczek na myślące lub nie uważam za nadużycie.

      Ocena: -3/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „W ogrodzie Mirandy, Katarzyna Krenz”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      środa, 05 stycznia 2011 16:41
  • sobota, 01 stycznia 2011
    • Noworoczny stos

      Pomyślałam sobie, że jak na prawdziwą książkochłonkę przystało, rozpocznę Nowy Rok od pochwalenia się nowymi zdobyczami. Książki zamówiłam już na początku grudnia, ale dotarły dopiero wczoraj. Skorzystałam z promocji na kryminały i to właśnie książki tego gatunku w stosie dominują. A dokładnie rzecz biorąc kyminały historyczne. W dodatku była to ostatnia szansa na online-zakupy bez vatu :)

      Oto on:

      Od góry:

      1. CHIŃCZYK, Henning Mankell
      2. MAGNERTYZER, Konrad T. Lewandowski
      3. ANTYKWARIUSZ, Julian Sanchez
      4. BIBLIOTEKARKI, Teresa Monika Rudzka
      5. PRUSKA ZAGADKA, Piotr Schmandt
      6. CZAROWNICA Z RADOSNEJ, Zofia Staniszewska
      7. LABIRYNT VON BRAUNA, Rafał Dębski
      8. KINO VENUS, Marcin Wroński
      9. GRONOSTAJ Z CZARNOPOLA, Rezzori Gregor
      10. PRZERWANE MILCZENIE, Charlotte Link
      11. TEUFEL, Izabela Żukowska

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Noworoczny stos”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      sobota, 01 stycznia 2011 17:57

Zakładki

Kanał informacyjny