Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpisy

  • poniedziałek, 24 grudnia 2012
  • sobota, 08 grudnia 2012
    • Księga domu Szeferów, Tamar Yellin

      Żałuję, że nie mogłam poświęcić tej opowieści więcej czasu i uwagi. Należy ona bowiem bez wątpienia do tych powolnych, nieśpiesznych lektur, przy których kolejne przewracane strony niosą czystą radość obcowania z tekstem, a bohaterowie i opisywane historie dopominają się o skupienie i atencję ze strony czytelnika. W Księdze domu Szeferów zamkniętych jest wiele opowieści rodzinnych. Jak w szkatułce ze skarbami, po kolei odkrywamy kolejne zakamarki historii pewnej żydowskiej rodziny.

      Po ciąg dalszy zapraszam na: www.wedlugagi.blogspot.com

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      sobota, 08 grudnia 2012 13:13
  • środa, 28 listopada 2012
  • sobota, 17 listopada 2012
  • wtorek, 30 października 2012
  • niedziela, 21 października 2012
  • niedziela, 07 października 2012
    • Delta Dunaju

      Z Bukaresztu, po pięciu godzinach podróży autobusem dotarliśmy do miasta Tulcea, które, położone na brzegach Dunaju, stanowi doskonałą bazę wypadową dla wszystkich, którzy chcą wybrać się na zwiedzanie delty. Spędziliśmy tam popołudnie i noc. Małomiasteczkowa atmosfera Tulcei przypominała mi nieco Polskę w latach dziewięćdziesiątych: jedna pizzeria, sporo małych sklepików ze wszystkim, na ulicach mnóstwo młodych ludzi - i tak klimat jakoś mi się skojarzył. Wieczorem siedziałam przy fontannie w centrum, przy głównym placu, chłonąc atmosferę, obserwując harcujące dzieciaki i ciesząc się ciepłym wieczorem (to było na początku sierpnia...)

      Następnego ranka wyruszyliśmy widocznym na zdjęciu statkiem, który był po brzegi wypełniony pasażerami i ich bagażem, do miejscowości Mila 23, która leży w samym sercu delty Dunaju. Podróż była o tyle męcząca, że w środku było jakieś 40 stopni i brak możliwości otwarcia okna. A jak się domyślacie, wszystkie miejsca na zewnątrz były zajęte i nie sposób było się tam wcisnąć.

      Oto wioska, w której spędziliśmy dwie noce: Mila 23.

      Nazwa miejscowości napisana jest cyrylicą, gdyż w tej wiosce mieszkają potomkowie rosyjskich innowierców, którzy w osiemnastym wieku uciekli przed carem i schronili się tam, gdzie nikt nie mógł ich odnaleźć... W miejscowym sklepiku i między domami wciąż słychać śpiewny rosyjski.

      Po niezwykle smacznej kolacji, składającej się - nie mogło być inaczej - głównie z ryb, spędziliśmy wolną od komarów noc. Towarzyszyło nam pełnie gwiazd, niezwykłe niebo oraz tajemnicze, nocne odgłosy otaczającej nas natury. Niesamowite uczucie spać ze świadomością, że najbliższy samochód znajduje się ponad godzinę drogi łodzią stąd.

      Do delty Dunaju jedzie się albo wędkować albo podziwiać niebywałą naturę. Naszym celem było to drugie. Dlatego następnego dnia spędziliśmy ponad osiem godzin w maleńkiej łódce z sędziwym przewodnikiem, pływając kanałami i jeziorami, podziwiając faunę i florę i rozkoszując się ciszą.
      Na pierwszym zdjęciu nasza łódź i kapitan pokazujący, jego zdaniem niebywałą, atrakcję: sieć ze złowionymi rybami. Reszta to krajobrazy delty:

      Był to niezwykły dzień spędzony na łonie dzikiej natury, której człowiek jest jedynie gościem w zachwycie obserwującym gospodarzy. Widok setek ptaków, m.in. żurawi, czapli, zimorodków, pelikanów, kormoranów oraz innych, których nie byłam w stanie rozpoznać, zapiera dech w piersiach. Dzień spędzony w twardej, plastikowej łodzi minął piorunem, a my z żalem żegnaliśmy słońce z myślą, że rankiem ruszamy w dalszą drogę...
      Ostatnie zdjęcie to przykład tradycyjnej, glinianej chaty ze słomianym dachem. W takich domach ciągle jeszcze mieszkają tu ludzie. Regon ten należy do najbiedniejszych w Rumunii. Powoli docierają tu subwencje unijne i rozwija się przemysł turystyczny... Wielu autochtonów żyje z rybołówstwa i uprawy kawałka ziemi - ziemia jest bardzo żyzna, ale na pola nie ma tu miejsca...
      Choć infrastruktura turystyczna (na szczęście) nie jest jeszcze rozwinięta, na rozpieszczonych turystów czekają komfortowe hoteliki i pensjonaty...

      To była krótka, ale niezwykła wizyta. Na pewno za kilka lat tu powrócimy z ciekawością i niepokojem obserwując zmiany, które na tych terenach są nieuniknione....

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Delta Dunaju”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 października 2012 17:44
  • wtorek, 02 października 2012
    • Córka bajarza. W poszukiwaniu mitycznego Afganistanu, Saira Shah

      Sporo czasu minęło odkąd skończyłam czytać tę książkę, ale niestety niewiele po niej pozostało w mojej pamięci. Czytało się ją dość szybko, ale bez rewelacji.
      Autorka książki Saira Shah urodziła się i wychowała w Londynie, ale jej mama pochodzi z Indii, a ojciec z Afganistanu. To właśnie o tym kraju opowiadał jej bajki na dobranoc, opisując malej Sairze kraj miodem i mlekiem płynący, szczycący się wspaniałą tradycją i wyjątkowo uczciwymi i porządnymi mieszkańcami...
      Mając 21 lat Saira odbyła swoją pierwszą podróż do ogarniętego wojną między Armią Czerwoną, a mudżahedinami Afganistanu i pracując jako korespondentka, odbyła wiele ryzykownych wypraw. Jej celem było odnalezienie własnych korzeni oraz tajemniczej krainy z opowieści ojca.

      Córka bajarza jest osobistą relacją autorki z kilku podróży do tego kraju, podczas których musiała skonfrontować wyobrażeniami o Afganistanie z rzeczywistością. Podczas lektury z jednej strony niejednokrotnie podziwiałam Sairę za ogromną odwagę, z drugiej strony czasem zadawałam sobie pytanie, czy podejmowane przez nią ryzyko nie było absolutnym i niepotrzebnym szaleństwem. Warto przeczytać, by wyrobić sobie własne zdanie.

      Ocena: 4/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 października 2012 21:17
  • czwartek, 20 września 2012
    • Stos pourlopowy

      Zanim się uporam z drugą częścią mojej wakacyjnej foto-relacji, pochwalę się książkami przywiezionymi z podróży. Ostatni przystanek mieliśmy bowiem w Warszawie, a tam poszalałam troszkę w trafficu. I to miało być wszystko, ALE w matrasie na Centralnym były TAAAKIE promocje :) No i uległam. I nie żałuję.

      Od góry trzy książki z traffica, wszystkie z wydawnictwa Czarne:
      - Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego, różni autorzy - dzięki lekturze będę mogła zimą wspominać letnią wyprawę. Wiele miejsc opisanych w reportażach odwiedziłam podczas tej i poprzednich podróży i mam nadzieję dowiedzieć się o nich więcej

      - Słodko-gorzka ojczyzna, Necla Kelek - szczerze i boleśnie o Turcji widzianej oczami młodej kobiety, której rodzice wyemigrowali do Niemiec, a ona odnajduje się gdzieś pomiędzy tymi dwoma krajami i wyrusza na poszukiwania swoich korzeni do ojczyzny swoich przodków, by tek kraj poznać i zrozumieć. Zaczęłam już czytać, zapowiada się nad wyraz smakowicie.

      - Kraj z księżyca, Michael Moran - ten kraj to Polska na początku lat dziewięćdziesiątych, w trakcie ogromnych społeczno-politycznych przemian, opisywana z perspektywy przybysza z Zachodu. Jestem ciekawa, ile z jego obserwacji pokrywa się z moimi wspomnieniami z dzieciństwa

      Reszta to wyniki polowania wśród ofert promocyjnych:

      - Elektryczne perły i Perkalowy dybuk, Konrad T. Lewandowski - dwie kolejne części cyklu kryminalnego w stylu retro. Na półce mam Magnetyzera, pierwszy tom tej serii. Nie czytałam go wprawdzie jeszcze, ale po opisie wnioskuję, że to moje klimaty. A przy cenie pięciu zł z hakiem za sztukę nie było co się zastanawiać... Czytał ktoś?

      - Irlandzki sweter, Nicole R. Dickson - zwyczajnie dałam się zauroczyć okładką i opisem, który obiecuje interesującą historię na zimowe wieczory

      Na koniec duet książkowy ojca i córki: dwa tomy wspomnień, które wzajemnie się uzupełniają. Tak, przyznaję, podobało mi się Rozlewisko i chętnie poznam dzieje rodziny autorki:
      - Fikołki na trzepaku, Małgorzata Kalicińska
      - O Starówce, Pradze i ciepokach, Zdzisław Kaliciński

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Stos pourlopowy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 września 2012 22:41
  • poniedziałek, 17 września 2012
    • Za kwietnymi polami, Junichi Watanabe

      Powieść ta nie posiada, moim zdaniem, walorów literackich, ale z pewnością o jej wartości stanowi opisywana historia. Bohaterką książki jest Japonka Ginko Ogino, która została pierwszą lekarką w Kraju Kwitnącej Wiśni.
      Ginko została wydana za mąż w wieku szesnastu lat za mężczyznę, którego nie widziała wcześniej na oczy. Po czterech latach spędzonych w domu męża, wróciła do swojej rodziny jako rozwódka zarażona przez męża rzeżączką. W wyniku traumatycznych przeżyć, których doświadczyła podczas badań ginekologicznych przeprowadzanych przez lekarzy - mężczyzn, Ginko sama postanowiła zostać lekarzem medycyny zachodniej. W wyniku niesamowitego samozaparcia i dzięki ogromnej determinacji Ginko poświęciła wszystko, aby osiągnąć swój cel. Ryzykując gniew i niezrozumienie ze strony rodziny oraz wykluczenie z pewnych sfer społecznych, wytrwale walczyła o swoje prawo do nauki i wykonywania wybranego przez siebie zawodu, co w Japonii pod koniec dziewiętnastego wieku nie było dla kobiet łatwym zadaniem. Ogólnie przyjęte było wówczas, że miejscem pracy kobiety jest jej dom, a jedynymi obowiązkami troska o dzieci, męża i jego rodzinę. Jednak młodej kobiecie udało się spotkać na swojej drodze osoby, które będąc pod wrażeniem jej wiedzy i umiejętności pomogły jej w osiągnięciu wymarzonego celu. Ale na tym nie koniec jej niezwykłej biografii. W wyniku wydarzeń, których nie chcę zdradzać, jej życie zmieni się jeszcze kilkakrotnie i do końca pozostanie interesujące.

      Jak napisałam na początku opisana tu historia jest ciekawa, ale sposób, w jaki została napisana mnie nie usatysfakcjonował. Styl jest nierówny, bardziej przypomina suchą notę biograficzną, niż powieść. Pierwsza połowa szczegółowo opisuje codzienną walkę Ginko z przeciwnościami losu, podczas gdy ostatnie lata jej życia opisane zostały na niewielu stronach, bardzo powierzchownie i skrótowo. Być może autor znalazł niewiele materiału źródłowego ilustrującego życie bohaterki po jej pięćdziesiątych urodzinach, ale w końcu od czego jest fantazja pisarska?
      Myślę, że to książka dla zainteresowanych tematem. Inaczej może być ciężko doczytać do końca.

      Ocena: 3+/6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Za kwietnymi polami, Junichi Watanabe”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agussiek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 września 2012 21:39

Zakładki

Kanał informacyjny