Według Agi

książki, filmy, podróże, koty i takie tam różne...

Wpis

piątek, 02 marca 2012

Shit! Rok w brukowcu, Joanna Żebrowska

Kolorowa, krzykliwa okładka stylistycznie nawiązuje do tytułowych stron popularnych tabloidów. A sam tytuł naprowadza potencjalnego czytelnika na temat książki. Brukowce. A raczej mechanizmy ich powstawania: drobne machlojki i duże oszustwa, kupni modele i ich wymyślone perypetie. Za kulisy powstawania brukowca zaprasza czytelników autorka, która sama pracowała w redakcji jednej z polskich gazet i zaznacza, że niekóre z opisanych przez nią perypetii głównej bohaterki zdarzyły się naprawdę.

Shit! Rok w brukowcu to satyra na świat mediów i powieść skierowana głównie do młodzieży. Posiadając te dwie informacje, należy obniżyć swoje czytelnicze oczekiwania i wtedy otrzyma się kilka godzin lekkiej, momentami nawet zabawnej rozrywki na ciekawy i nieoklepany temat. Główna bohaterka Edyta jest początkującą dziennikarką, która z braku jakkielkolwiek alternatywy zdecydowała się na pracę w brukowcu. To nowe zawodowe wyzwanie zmusza ją do niezwykłej kreatywności i niejednokrotnie doprowadza do granic wytrzymałości. Zwłaszcza, że do tematów artykułów, które spontanicznie przychodzą do głowy jej szefowi należą m.in. mięsożerna roślina pochłaniająca myszy, kot skaczący ze spadochronem, czy też handlarze wywożący bezdomne dachowce na handel do Niemiec... Fragmenty książki opisujące życie zawodowe Edi są niebanalne i przyjemnie się o nich czyta.
Nie można tego niestety powiedzieć o wydarzeniach w życiu prywatnym bohaterki. Wydaje się być ona wyjątkowo naiwną i nieporadną osóbką, która zaślepiona beznadziejną miłością do nadętego bufona Rafała nie jest w stanie się od niego uwolnić. W jej mieszkaniu i uczuciach panuje chaos, a jej osobiste przemyślenia są momentami bardzo irytujące. Również pozostałe wątki i postacie nie mające związku z praca Edyty, jak np. wizyta u czarnoskórego lekarza lub odwiedziny u matki Rafała są niedopracowane i nie bardzo wiem, jaki cel przyświęcał autorce podczas konstruowania owych postaci.

Reasumując: ciekawy, orginalny pomysł na powieść pełną absurdu i humoru, którego realizacja niestety nie spełniła moich oczekiwań.

Ocena: 3+/6

Książkę dostałam do recenzji od autorki. Dziękuję!

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
agussiek
Czas publikacji:
piątek, 02 marca 2012 16:09

Polecane wpisy

  • Księga domu Szeferów, Tamar Yellin

    Żałuję, że nie mogłam poświęcić tej opowieści więcej czasu i uwagi. Należy ona bowiem bez wątpienia do tych powolnych, nieśpiesznych lektur, przy których kolejn

  • Blog osławiony między niewiastami, Artur Andrus

    Grubaśna księga autorstwa mistrza Andrusa towarzyszyła mi przez wiele tygodni. Leżała na nocnej szafce i mogłam jąsobie podczytywać po kawałeczku, dawkując przy

  • Magnetyzer, Konrad T. Lewandowski

    Już jakiś czas temu miałam okazję przeczytać pierwszy tom przygód komisarza Jerzego Drwęckiego, stojącego na straży prawa i porządku w międzywojennej Warszawie,

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Antykwariusz napisał(a) z *.aster.pl komentarz datowany na 2012/03/14 12:48:36:

    Ciekawy wpis.
    Pozdrawiam,
    Piotr

Dodaj komentarz

Zakładki

Kanał informacyjny